| ||||
|
w tym wydaniu:
|
Paweł A. Sztandera NARODOWY FUNDUSZ ZDROWIA czyli.... reanimacja nieboszczyka. Sejm uchwalił a Prezydent podpisał ustawę o Narodowym Funduszu Zdrowia. Kolejny „knot ustawowy” i kolejny zmarnowany czas i pieniądze podatników, a przede wszystkim kolejne niezliczone ofiary śmiertelne w toczącej się w Polsce wojnie o ochronę zdrowia. O ile dotychczasowe niepowodzenia na arenie służby zdrowia tłumaczono zaszłościami starego, niewydolnego i zcentralizowanego systemu, i o ile wielka reforma służby zdrowia z roku 1999 realizowana przez ekipę Buzka „można” tłumaczyć brakiem wyobraźni i niewiedzą, o tyle utrzymywanie tego stanu rzeczy i obiecywanie, że na pewno nie będzie gorzej – jak to czyni minister Balicki – jest tragifarsą. Konstytucja RP w rozdziale II artykuł 68 nakłada na rząd szczególnie ważny dla życia obywateli obowiązek: Art. 68.( fragment)
Przeciwko ustawie występują zarówno środowiska lekarzy, samorządowcy, prawnicy. Szczególnie nam wszystkim potencjalnym pacjentom zależy na tym, aby nasze zdrowie i konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia było uszanowane szczególnie przez tych, którzy piastują urzędy publiczne. Podejmowanie więc decyzji wątpliwych prawnie, utrwalających system zagrażający życiu obywateli (taki stan mamy obecnie w służbie zdrowia III Rzeczpospolitej), jest działaniem sprzecznym z konstytucją RP i przeciw obywatelom tego kraju. Wprowadzenie Narodowego Funduszu Zdrowia narusza konstytucyjną zasadę decentralizacji zarządzania ochroną zdrowia. Co oznacza wprowadzenie ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia w praktyce: -Wzrośnie składka na ubezpieczenie zdrowotne osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą ze 100 złotych na około 120 złotych, inni płacić będą składkę w wysokości 8% naszego przychodu, czyli obowiązującej od stycznia 2003 roku. -Jeden Narodowy Fundusz Zdrowia zastąpi 17 kas chorych, który będzie miał szesnaście regionalnych oddziałów. -Dopiero w 2004 roku zmienią się zasady finansowania usług medycznych, a do końca roku placówki służby zdrowia będą działać na podstawie kontraktów z kasami chorych. Stara przypowieść mówi, iż w stare bukłaki nie nalewa się młodego wina. Oznacza to, w tym wypadku to, że zachowanie starych struktur organizacyjnych i nadawanie im nowych nazw oraz obsadzanie wysoko płatnych stanowisk wg orientacji politycznej, a nie kwalifikacji menedżerskich (ciekawe, jaką opinie zyskaliby dyrektorzy naszych kas chorych za to, co dotychczas osiągnęli, gdyby pracowali w krajach Unii) doprowadzić może do rozsadzenia i tak niewydolnego systemu. Ponadto oddanie całości nadzoru nad składkami na ubezpieczenie zdrowotne w ręce rządu i ministra zdrowia rodzi uzasadnione obawy ubezpieczonych o braku kontroli nad ich przeznaczeniem. Z historii współczesnej znamy przypadki ustaw, które miał służyć przeznaczaniu konkretnych pieniędzy na konkretne cele, np. podatek drogowy wliczony w cenę paliwa miał służyć budowie i naprawie dróg, lecz gdy trafił do wspólnego „kotła” finansów państwa nie ma ani dróg ani pieniędzy. Należy więc zachować daleko idącą ostrożność wobec podobnych zabiegów, gdyż - jak to ludzie mówią - historia lubi się powtarzać, lub ma czkawkę. Tymczasem strach ogarnia wszystkich na widok pogotowia ratunkowego, czy aby na trzeźwo pracują, czy wiozą jeszcze żywego czy już nieboszczyka, czy jadą do szpitala czy do zakładu pogrzebowego. Jeżeli zachorujesz, nie wiesz czy znajdzie się miejsce w szpitalu, na korytarzu, na holu, czy położą cię w łóżku, czy na materacu, czy iść do szpitala z własnym prowiantem, bandażem, termometrem, nocnikiem. Czy jesteś pacjentem, czy „skórą”? Ile wziąć pieniędzy? Ile dla lekarza, dla pielęgniarki, dla salowej? Choć większość ludzi służby zdrowia to cenieni, bardzo dobrzy specjaliści, od personelu technicznego po lekarzy, i to oni zawsze są gotowi na ratunek, to tragiczna sytuacja służby zdrowia powoduje wypaczenia, napięcia, patologię środowiska. Odpowiedzialność za ten stan spada jednak nie na lekarzy i pacjentów lecz na tych, którzy ten stan chorobowy utrzymują rozkładając bezradnie ręce, choć mają możliwości decyzyjne i mogą znaleźć środki by ten stan przerwać. Odpowiedzialni są ludzie konstytucyjnie umocowani do pełnienia funkcji jako władze publiczne. Tej odpowiedzialności w żaden sposób nie zdejmą z siebie – odpowiedzialności za każdy niepotrzebny zgon w karetce krążącej bezsensownie między szpitalami. Czy uda się ta „reanimacja”? | |||