now@ on-line kwiecień 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

AI:

Andrzej Kumor:

Marcin Małek:

Marian Miszalski:

 

Marian Miszalski


"COMMEDIA RYWINA"

Dość tych harców - zabrzmiało w Pałacu Prezydenckim podczas spotkania prominentów SLD. Zwracam uwagę na słowo "harce". Harcowanie poprzedza poważną bitwę, więc nie powinno kojarzyć się z harcerskimi podchodami... Jednak w Pałacu Prezydenckim o żadnej poważnej bitwie nawet mowy nie było: słowo "harcowanie" padło tak, jak pada z ust mamusi karcącej rozochocone dzieciaki. Otóż to. Bo doprawdy, pora już skończyć tę zabawę w "aferę Rywina". Są jakieś granice tego rozkokoszenia, a zwłaszcza nie można właśnie przekroczyć granicy komedii "Rywin w opałach". Tymczasem ta komedia wymyka się reżyserowi z rąk, frywolna konwencja jakby niepostrzeżenie przesuwa się w stronę dramatu, a kto wie, czy nie tragedii. Do tego dopuścić nie wolno - ma to być najwyżej śmieszne.

Tymczasem, ot, co się dzieje: jednemu wymsknie się jakieś słówko, drugiemu wymsknie się inne słówko, trzeci też coś lapnie, klapnie - i z komedii robi się dramat, może dojść do bójki, a w bójce o ofiary nie trudno. Co na to powie publiczność? Co to za komedia, gdy już się okazało, że Sulik kieruje ważnym finansowo działem w TVP, a jednocześnie zasiada w jej Radzie Nadzorczej? Co to za komedia, gdy okazuje się, że to Braun osobiście i cichaczem wprowadził do projektu ustawy o radiofonii i telewizji ów sekretny zapis, dobrze zakamuflowany, umożliwiający jej prywatyzację? Niby miała być komedia, a tu ginie księga "wejść i wyjść" z "GW", a prefektura ani myśli zbadać jeszcze ważniejszą Xsięgę, samą Xsięgę "wejść i wyjść" od premiera. Miała być komedia, a tu okazuje się, że sam red. Michnik molestował red. Paradowską w sprawie wywiadu z premierem, gorzej jeszcze: Rywin powiada, że Michnik chce go zmusić do emigracji. Tu już komedia zamienia się nie w dramat, ale w tragedię: do tej pory takie zamiary przypisywano "polskim antysemitom" w roku 1968.

Doprawdy: z tą niebezpieczną komedią trzeba wreszcie coś zrobić: albo spuścić kurtynę, nie czekając ostatniego aktu, albo zamienić ją w coś jeszcze bardziej śmiesznego niż komedia: w jakąś jarmarczną farsę, gdzie Żołnierzowi Samochwałowi nagle opadają portki, szacowna matrona wpada do pełnej wody balii, uczony Dottore wychodzi na durnia, a skąpy Pantalone idzie z torbami. W tym też kierunku zdają się iść wysiłki reżysera, dotyczące np. zmiany obsady sejmowej komisji śledczej. Wiadomo, że w trzecim akcie komedii ma wystąpić sam premier Miller: czy aby poseł Ziobro byłby dobrym partnerem scenicznym premiera? Czy nie powinien jednak iść w ślady posła Smolany (dał nam przykład pan Smolana jak zachęcać mamy)? Nie może być tak, żeby sztuka była śmieszna, a komisja śledcza zanadto poważna, jest to niedopuszczalne złamanie konwencji. Trzeba nagiąć komisję do wesołego poziomu posła Kopczyńskiego, może w ten sposób sztukę da się jeszcze uratować?

Wiadomo, że w każdej sztuce ważny jest finał, rzutujący na efekt ogólny. W finale wystąpi premier, znany z powiedzenia, że "mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy". Ważne jest więc, by premier nie skończył tak, jak zaczął, czyli w dusznej atmosferze "moskiewskich pieniędzy", które teraz okazałyby się pieniędzmi przyszłego koncernu prasowego, powstałego na bazie sprywatyzowanych Wydawnictw Szkolnych i Oświatowych tudzież części państwowej telewizji. Co się zaś tyczy efektu ogólnego - byłoby już całkiem fatalnie, gdyby ta komedia ujawniła tragiczną groteskowość "elit" lewicy, odsłoniła cementujące ją "układy", to "życie towarzyskie" i finansowe, dopominające się o współczesnego Tyrmanda. Dlatego poprzestać trzeba na konwencji komedii de l'arte: "Sługa dwóch panów, czyli Rywin w opałach". Żadnych tam przechyłów w stronę dramatu, tragedii czy choćby groteski: ma być siermiężnie wesoło, jak dotąd. Jeśli chodzi o Pantalone, czyli Rywina - też w końcu nie można przesadzać z tą surowością prawa: najlepiej byłoby go puścić na te "Oskary" do Ameryki, jak wypuszczono Borysa Abramowicza Berezowskiego z Rosji, w trudnym dla niego momencie. Zwłaszcza, że Romek Polański do Ameryki nie może pojechać, chociaż ofiara pedofilii już mu wspaniałomyślnie wybaczyła. Takie parszywe to amerykańskie prawo, że ofiara może pedofilowi wybaczyć, ale Temida - nie. My inaczej rozumiemy prawo, bardziej w stylu Unii Europejskiej. Ot, taki Kluska - nic nie zrobił, a swoje w areszcie odsiedział i jeszcze kaucję musiał zapłacić; teraz więc, dla wyrównania naszej sprawiedliwości, pozwólmy wyjechać Rywinowi, chociaż nabroił: najważniejsze, żeby "ogólny bilans sprawiedliwości" jakoś się w końcu zgadzał. Na końcu tej komedii - ma się rozumieć. Głęboko wierzę, że narada aktywu SLD w siedzibie "prezydenta wszystkich Polaków", dotycząca pożądanej reżyserii, właściwej obsady i należytej gry aktorskiej w tej sztuce przyniesie pożądane rezultaty: ma być wesoło, ale umiarkowanie, bez ekscesów, no i bez żadnych ciągot w kierunku dramatu czy tragedii. Ot, ma być "w normie" i w eurostandardzie. Weźmy taką Francję na przykład: środowisko dziennika "Le Monde" wzięło się za twarz o forsę ze środowiskiem gazety "L'Express", ale czy kto tam kogo włóczy przed komisje śledcze, czy kto tam pierze brudy finansowe przed opinią publiczną? Nic podobnego! Tam idzie wyłącznie o "dziennikarskie powołanie i misję", o "etos", "autorytety moralne", i to jest właśnie ta elegancka lekkość komedii francuskiej. Stamtąd najwyraźniej czerpie wzorce red. Michnik. To tylko dawno temu, za III Republiki, publiczność mogła dowiadywać się, że dosłownie wszyscy posłowie brali łapówki w aferze Kanału Panamskiego, ale było to w czasach, gdy dziennikarz, taki Leon Daudet na przykład, mógł śmiało pisać, że "premier jest alfonsem". Słusznie więc poucza nas czasami red. Michalkiewicz, że "kiedyś ludzie byli może mniej wykształceni, ale bardziej szczerzy". W komedii Rywina właśnie zbyt wiele już padło kwestii mimowolnie szczerych, i dlatego Kwaśniewski musiał się spotkać ze swym centralnym aktywem na odprawie poświęconej "współczesnym tendencjom w sztuce komediowej".

artykuł pochodzi z Tygodnika

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl