now@ on-line marzec 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Karol Badziak:

F. Bednarz:

StefanDetko:

Zbyszek Koreywo:

Paweł A.Sztandera:

rywingate

Ks. J.Wiśniewski 

 

yogi

Przesłuchanie

8 lutego, w sobotę, odbyło się długo oczekiwane, pierwsze przesłuchanie przed Sejmową Komisją Śledczą, w sprawie tak zwanej afery Rywina. Przesłuchiwanym był redaktor naczelny Gazety Wyborczej, Adam Michnik.

W związku z powyższym, przez pięć godzin ślęczałem przed telewizorem w nadziei usłyszenia czegokolwiek wnoszącego coś nowego do faktów znanych dotychczas z publikacji prasowych GW, Rzeczpospolitej i komentarzy innych mediów. Oczywiście, jak można było przypuszczać, Adam Michnik, który według własnych, licznych oświadczeń, jest „najbardziej zainteresowany w wyjaśnieniu całej sprawy”, w ciągu całego przesłuchania nie powiedział nic konkretnego, a mogącego wyjaśnić kulisy tej afery.

Podstawowym przesłaniem przeważającej większości wypowiedzi Adama Michnika było stwierdzenie, podkreślenie i obrona tezy o całkowitym braku zaangażowania w aferę korupcyjną, wymienianego jako inicjatora rozmów Lwa Rywina z Agorą, premiera Leszka Millera. Poza tym Adam Michnik oprócz nazwiska prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego nie wymienił żadnych osób, podejrzewanych przez niego o przynależność do tak zwanej „grupy sprawującej władzę”. Co gorsza, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską, odmówił ujawnienia szczegółów prowadzonego przez GW wobec innych podejrzanych, wysokich funkcjonariuszy państwowych, kilkumiesięcznego śledztwa dziennikarskiego. Ponadto, kategorycznie wykluczył udział w tej sprawie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zbagatelizował udział w aferze Andrzeja Zarębskiego, określając go jako człowieka „wywodzącego się z innego środowiska”, a nazwisko Lecha Nikolskiego wymienił jedynie w luźnym kontekście, jako człowieka siedzącego z Lwem Rywinem w poczekalni gabinetu Leszka Millera przed konfrontacją z Adamem Michnikiem.

Całość tych zeznań nie sprawiła na mnie wrażenia wiarygodnych, zwłaszcza w kwestiach dotyczących udziału w aferze premiera rządu. W trakcie przesłuchania, w reakcji na niektóre, niewygodne pytania posłów, redaktor naczelny Gazety Wyborczej wielokrotnie podkreślał, iż nieobce są mu szykany, jakich nieraz doznawał od osób i organów go przesłuchujących, a na konkretne zapytania o próby powstrzymania publikacji o wizycie „Rywina u Michnika” przez premiera Leszka Millera, nie udzielał odpowiedzi zasłaniając się brakiem pamięci, zadziwiającym zwłaszcza u człowieka posiadającego wyższe wykształcenie historyczne, szermującego w trakcie zeznań przed komisją sejmową cytatami i mało znanymi faktami historycznymi (spór tomistów z augustynianami), i pracującego jako redaktor naczelny gazety o zasięgu ogólnopolskim. Nie pozbawiona arogancji i wielce znacząca była także wypowiedź udzielona na pytanie posła Rokity, iż prowadzi tak wiele rozmów z prezydentem RP, że nie pamięta ich treści.

Podobnie mętne wyjaśnienia Adam Michnik złożył na pytanie dlaczego o całym zdarzeniu nie powiadomił prokuratury. Moim zdaniem, tłumaczenie wyłączenia ze sprawy prokuratury, motywowane toczącym się śledztwem dziennikarskim, jest zwykłym wykrętem, gdyż każde tego rodzaju śledztwo, prowadzone w przeszłości przez wiele gazet, toczy się zwykle, od samego początku na ich łamach i tym samym na oczach opinii publicznej. Przy okazji, odmawiając zeznań o kierunkach tego śledztwa i osobach, przeciwko którym było ono skierowane strachem, „że to podsłuchają dziennikarze z innych dzienników i będą redagowali swoje gazety na równie wysokim poziomie jak Gazeta Wyborcza" wyraźnie ośmieszył stosowaną przez siebie „technologię dziennikarskiego śledztwa”, gdyż metody śledcze GW okazały się nieskuteczne i nie przyniosły żadnych, konkretnych odpowiedzi.

Powyższa wersja o zerowych wynikach śledztwa dziennikarskiego wydaje mi się jednak mocno naciągnięta, gdyż trudno uwierzyć, iż Adam Michnik będący na „ty” z całą „elitą” SLD nie zna zakulisowych działań i wzajemnych powiązań kliki rządzącej.

Przy okazji przesłuchania przed Sejmową Komisją Śledczą, na światło dzienne wydobyto także wielce znamienny fakt, któremu Adam Michnik nie zaprzeczył i uznał za możliwy, iż wizyta Lwa Rywina u Wandy Rapaczyńskiej była konsekwencją inicjatywy zarządu wydawnictwa Agora, usiłującego przy użyciu koneksji towarzyskich i znajomości polityków SLD, uzyskać korzystną zmianę kształtu ustawy o radiofonii. W związku z tym ustaleniem wydaje się możliwym i prawdopodobnym, iż Rywin, który zabrał się do „załatwiania ustawy” zbyt późno i za swoją interwencję zażądał zbyt wiele, został przez Michnika „załatwiony”.

W związku z powyższym, rodzi się poważne pytanie: do czego zmierza Adam Michnik?

Po wysłuchaniu jego zeznań na komisji i skojarzeniu kilku okoliczności wydaje mi się, że głównym celem redaktora naczelnego Gazety Wyborczej jest odsunięcie wszelkich podejrzeń o współuczestnictwo w manipulowaniu ustawą od osoby Leszka Millera i ukrycie faktu załatwienia przez zarząd Agory korzystnych dla niej zmian w ustawie o radiofonii, które nastąpiły jak wiadomo na kilka dni przed „przyjściem Rywina do Michnika”.

Dodatkowo, odmawiając zeznań o kierunkach podjętego przez GW śledztwa dziennikarskiego, Adam Michnik ukrywa nazwiska osób, bezsprzecznie znanych mu z wieloletnich kontaktów osobistych, a bezpośrednio zamieszanych w manipulowanie pracami komisji sejmowych.

Wyrazistą jest także podjęta przez Adama Michnika próba zamknięcia śledztwa na osobie Lwa Rywina i doprowadzenie komisji do konkluzji, iż Rywin, podejmując dialog z Agorą, działał tylko i wyłącznie sam, próbując w ten sposób uzyskać korzyści majątkowe.

Na tle wszystkich wykrętnych odpowiedzi, jakie Adam Michnik udzielił w dniu 8 lutego br. przed Sejmową Komisją Śledczą jedna wydaje mi się bezspornie prawdziwa: „proszę sobie wyobrazić, panie pośle, hipotetyczną sytuację, że jestem uczciwym dziennikarzem...”.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl