now@ on-line marzec 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Karol Badziak:

F. Bednarz:

StefanDetko:

Zbyszek Koreywo:

Paweł A.Sztandera:

rywingate

Ks. J.Wiśniewski 

 

Zbyszek Koreywo

Wojna

W przeszłości, czytając książki lub artykuły o Drugiej Wojnie Światowej, nieraz zastanawiałem się co się stało ze zwykłymi Niemcami, że pozwolili nazistowskiej szajce rozpętać taki morderczy konflikt. Jak to możliwe, że cały naród pozwolił wodzić się za nos wiedząc doskonale, że wojna przynosi przede wszystkim śmierć, kalectwo, niewysłowione cierpienia, strach, głód i choroby. Dziś wiem, jak to się stało, jakie mechanizmy musiały zadziałać, by ogłupić masy. Poza tym teraz wiem także i to, że masy generalnie nie interesują się przyszłością a tylko i wyłącznie teraźniejszością. I pewnie dzięki temu Hitler ze swoim gangiem mógł doprowadzić Niemcy do kompletnej ruiny w 1945 roku. A teraz to samo dzieje się na naszych oczach – szaleńcy w Waszyngtonie postanowili obudzić bestię wojny tak jakby mało było na świecie cierpienia, głodu i śmierci.

Oczywiście, zawsze trzeba dbać o pozory, świat bowiem jest pełen osobników, powiedzmy, sofistycznie niedoskonałych którzy kupią każdy kit nie zadając przy tym żadnych pytań. Pewnie, nie każdy musi być zaraz Niccolo Machiavellim ale podobieństwo szerokich rzesz ludzkich do stada owiec jest wręcz uderzające. Tak więc rząd amerykański znając tę prawdę o naturze ludzkiej ciżby wciska nam taki kit, że nie wymyśliliby tego nawet w Hollywood, choć zdawałoby się, że tam już grali wszystkie bzdety i głupoty. I tak, drodzy państwo, szukając najmniejszego pretekstu, by uniknąć pokoju, Stany Zjednoczone Północnej Ameryki oskarżają Irak przede wszystkim o pogwałcenie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ numer 1060 z grudnia 1996 roku. Generalnie mówi ona o tym, że administracja Iracka musi udostępnić międzynarodowej komisji dostęp do każdego miejsca bez wyjątku, wliczając w to posiadłości prywatne. Ano, Irak udostępnił akces do wszystkich bez wyjątku miejsc ale z jakiegoś powodu rząd USA nie przestaje cytować numeru rezolucji jako pretekstu do wielkiej wojny. Poza tym, w tamtym regionie istnieje państwo, które od prawie 50 lat nie zastosowało się do ponad 70 rezolucji Rady Bezpieczeństwa i jakoś to prezydentowi USA nie przeszkadza spać spokojnie. Mowa oczywiście o Izraelu. Natomiast prawda o komisjach i inspekcjach w Iraku przedstawia się następująco; jeden z paragrafów o zawieszeniu broni w operacji „Desert Storm ” w 1991 roku mówił o zniszczeniu przez Irak tzw. broni masowego rażenia oraz o stosownych wizjach lokalnych, mających potwierdzić taki stan rzeczy. I w rzeczy samej, przez następne kilka lat raporty potwierdzały, że Irak pozbył się broni chemicznej, biologicznej oraz że program nuklearny praktycznie nie istnieje. Przy okazji jednak wyszło na jaw, że oenzetowscy lustratorzy zajmowali się głównie szpiegowaniem na rzecz CIA oraz Mossadu, co potwierdziła w 1998 niezależna komisja. A kiedy w połowie września 2002 roku Irak znowu zgodził się bezwarunkowo na inspekcje międzynarodowej komisji, G.W. Bush wyglądał na wyraźnie zawiedzionego. Niemniej nie trwało długo, kiedy jego doradcy z piekła rodem znaleźli wyjście z sytuacji; otóż rząd USA domagał się by we wszystkich podkomisjach lustrujących Irak byli jego przedstawiciele, by umożliwiono jakimkolwiek samolotom (w tym szpiegowskim) swobodne lądowanie w dowolnie wybranych bazach; by każdy wskazany Irakijczyk mógł być zabrany ze swego kraju na tzw. przesłuchania, by utworzyć eksterytorialne korytarze wewnątrz kraju (skąd my to znamy) itd. itd. No i najmniejszy sprzeciw wobec tych amerykańskich żądań równałby się oczywiście rozpoczęciu działań zbrojnych. Jednym słowem wymagania te znaczyły nie mniej nie więcej a tylko praktyczną okupację Iraku. I zdumiewające, Saddam Hussein, ten zbrodniarz i krwiopijca, oprych i dzierżymorda, 8 listopada ubiegłego roku zgodził się na to wszystko, co, jak twierdzi mój politycznie niepoprawny koleś, dopiero zabiło ćwieka miłościwie panującemu prezydentowi USA. Co prawda „zabić mu ćwieka” nie sztuka bowiem talentu intelektualnego to mu Pan Bóg jakoś nie dał a i sam G.W. Bush zbytnio się tym nie przejmował. Młodość spędził na tęgich popijawach, prywatkach oraz wąchając coś, czego porządni ludzie unikają a i wojny w Wietnamie też nie zaliczył, choć był wtedy w wieku poborowym. Okazuje się, że stary Orwell miał rację: „wszyscy jesteśmy równi tylko niektórzy z nas są równiejsi.” Swoją drogą, ostatnio amerykańscy prezydenci mają to do siebie, że nieważne czy demokrata czy republikanin ale głowy w Wietnamie nie nadstawiali. Bill Clinton bowiem swego czasu bryknął aż do Europy, żeby tylko uniknąć poboru. Co prawda był tam szalenie aktywny, głównie organizując antyamerykańskie marsze pod czerwonymi flagami, wizytując Moskwę, czeską Pragę (tam odwiedził rodzinę starych komunistów). Oj, łza się w oku kręci jak sobie przypomnieć, że swego czasu amerykańscy prezydenci chlubili się służbą w siłach zbrojnych. I komu to przeszkadzało … Ano właśnie, komu.

Natomiast wracając do jego carskiej mości G. W. Busha to kiedyś, odpowiadając na pytania dziennikarzy po jakiejś konferencji był uprzejmy powiedzieć: „tak, rozmawialiśmy o Afryce. Widzą państwo, Afryka to taki kraj (sic) który wciąż ma wiele problemów.”

Poza tym pytanie czy Irak ma broń masowego rażenia czy też nie należałoby rozpatrywać w odpowiedniej perspektywie. Przede wszystkim największe zasoby takiej broni maja właśnie Stany Zjednoczone a zaraz potem Izrael. I tylko Stany Zjednoczone, jak do tej pory, użyły tej broni w Hiroszimie i Nagasaki. A oskarżenia, że Irak zagraża sąsiednim krajom są o tyle zabawne, że to właśnie te kraje najgłośniej domagają się zaprzestania zbrojnej eskalacji przeciwko Irakowi. Poza tym jest taką ciekawostką fakt, iż większość broni chemicznej oraz biologicznej, jaka znajdowała się przed 1990 rokiem w Iraku była „made in USA”.

Jeszcze innym oskarżeniem, wysuwanym pod adresem Iraku, jest „pomoc w przeprowadzeniu zamachu terrorystycznego na WTC w Nowym Jorku.” I ciekawa rzecz, bez najmniejszego dowodu w tej sprawie, ponoć 70% obywateli USA jest święcie przekonana, że tak rzeczywiście było. Ano, nigdy nie wolno przeceniać roli tzw. masowych przekaziorów. Prawdę tę, niestety, odkryli dawno temu pewni ludzie, którzy dziś są właścicielami znakomitej większości mediów. No i właśnie dlatego 70% amerykańców wierzy dziś w takie bajki, serwowane z telewizyjnych ekranów, że mózg staje w poprzek. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo okaże się, że Królewna Śnieżka mieszkała w Ohio a książę w srebrnej zbroi w Teksasie. I żeby było już zupełnie politycznie poprawnie to trzech krasnoludków było czarnych, dwóch skośnookich, jeden Eskimos a ostatni Latynos. Poza tym co drugi był pederastą. A tylko wiedźma okaże się kobietą z europejskim rodowodem, antysemitką i w dodatku z medalikiem Matki Boskiej na szyi.

Natomiast wracając do terrorystów i Iraku to ostatnio, jak włączyłem telewizor, było, że to Osama Bin Laden organizował zamach na Nowy Jork. W takiej sytuacji oskarżanie Iraku o pomoc w tej zbrodni nie bardzo trzyma się kupy. Tak się bowiem składa, że Bin Laden jest człowiekiem głęboko religijnym i niejednokrotnie wyrażał się bardzo źle o świeckich państwach arabskich a Irak jest na wskroś takim właśnie krajem. To przecież swego czasu (w 1994 roku) Muammar Kadaffi z Libii domagał się publicznie aresztowania Osamy a nie Bush czy Clinton. W takiej sytuacji pomaganie Bin Ladenowi znaczyłoby dla Saddama Husseina podcinanie gałęzi, na której siedzi. A jeżeli już się przyjrzeć bliżej tej całej sprawie, to z pewnością Pakistan albo Arabia Saudyjska powinny być znacznie bardziej podejrzana ale, jak się okazuje, nie dla rządu Stanów Zjednoczonych.

A więc co tu jest grane? Odpowiedział już bardzo dobrze na to pytanie Pan Leszek J. Wójcicki w artykule „ Światowa hegemonia USA” (TP nr 1). Bez wątpienia Stany Zjednoczone PA osiągnęły szczyt swej potęgi finansowej w latach 1960 – 70. Od tego czasu, najpierw powoli a ostatnio coraz szybciej, zjeżdżają po równi pochyłej i nie wykluczone, że niedługo zrobi się tam taki kryzys, że ten z lat 30 – tych będzie wyglądał na niewinną zabawę w policjantów i złodziei. Oczywiście złodziei w tzw. białych kołnierzykach, głównie bankierów, którzy porobili wtedy na ludzkiej krzywdzie niewiarygodne wprost fortuny. A policjanci w tej zabawie dalej będą łomotać po głowach i plecach biedaków, domagających się zwrotu choćby części ich własnych oszczędności. Tak czy inaczej aktualna sytuacja finansowa USA nie przedstawia się za różowo co, jak by na to nie patrzeć, zdecydowanie stawia rząd w mało korzystnym świetle. Tym bardziej, że fantastyczne wręcz pieniądze zostały tam po prostu rozkradzione w wielkich przewałkach gigantów amerykańskiego biznesu. Mam wrażenie, że gdyby kryminaliści w białych kołnierzykach oddali to co ukradli, nie wykluczone, że USA stać by było na kupno ropy naftowej za granicą przez następne kilkadziesiąt lat i to nawet po zawyżonych cenach. Tak więc walenie w wielkie bębny wojny skutecznie zagłusza głosy rozsądku, domagające się rozliczenia tytanów malwersacji jak i odwraca uwagę społeczeństwa od autentycznych problemów. Poza tym najgorszy nawet rząd wygląda lepiej kiedy zaczyna wytaczać ciężką artylerię patriotyzmu, obronę niewiast i niewinnych dzieci, niezbywalnych wartości moralnych plus wolności. Doszło nawet do tego, że Jego Carska Mość G. W. Bush zaczął opowiadać o „wyzwoleniu” Iraku. Niewiarygodne, nieprawdaż? Uderza przy tym zdumiewające podobieństwo do retoryki bolszewickiej – tam też kiedyś gotowi byli wymordować połowę ludzkości w imię światowego pokoju. Jak się temu przyjrzeć z bliska to nie wykluczone, że sam Jerzy Urban zaczął pisać przemówienia prezydentowi USA.

Z drugiej jednak strony, kiedy wziąć pod uwagę amerykańską doktrynę bezwarunkowego i absolutnego poparcia dla państwa Izrael, nieodparcie nasuwa się podejrzenie, że być może tutaj jest „pies pogrzebany”, jak mawiał swego czasu cieć na moim podwórku w Warszawie. Pewnie, że kontrola olbrzymich pokładów roponośnych w Iraku oddali na jakiś czas widmo katastrofy finansowej Ameryki Północnej ale prędzej czy później rypnie się tam tak czy inaczej. Swoją drogą jak tam się zawali to u nas, w Australii, po trawę w supermarketach trzeba będzie stać w kolejkach. Niemniej coś mi się zdaje, że tak naprawdę to chodzi tu o to, by amerykańskimi rękami pozbyć się groźnego dla Izraela rywala w rejonie Bliskiego Wschodu. A jak się znam na medycynie, to pewnie zacznie się od Palestyńczyków. Najpierw zapewne zostaną odkryte komórki Al-Kaidy na terytorium Autonomii Palestyńskiej (zakładane prawdopodobnie przez Mossad, który przecież ponad 20lat temu zorganizował „Hamas” w celu zwalczania Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jasera Arafata). W rezultacie, jak sądzę, skończy się na wygnaniu Palestyńczyków z terenów Gazy i okolic, najprawdopodobniej do Jordanii i w ten sposób rozwiązany zostanie problem palestyński. A potem, prawdopodobnie, przyjdzie kolej na Syrię, Liban i Jordanię. A wszystko to w cieniu wojny na Bliskim Wschodzie bo nic tak nie zagłusza jęków mordowanych jak wybuchy wielkich bomb w okolicach.

Z tego co wiem, amerykańska administracja zakłada, że rozbije siły zbrojne Iraku w ciągu kilkunastu tygodni a potem zainstaluje w Bagdadzie rząd marionetkowy, który gotów będzie okradać własny kraj na każde skinienie z Waszyngtonu. A co, jeśli Saddam Hussein rzeczywiście ma jakieś resztki broni biologicznej i chemicznej i nie mając już nic do stracenia ją użyje? Czy odpowiedzią USA będzie użycie broni nuklearnej? Poza tym nie ulega wątpliwości, że atak na kraj arabski rozdmucha do białości muzułmańskie sentymenty i nie wykluczone, że w rezultacie autentyczni fanatycy przejmą władzę w kilku krajach w tamtym regionie. Wtedy oczywiście Izrael pierwszy odczuje zagrożenie i niewykluczone, że prewencyjnie użyje własne zasoby z arsenału jądrowego, których już dziś jest wystarczająco dużo by zapalić cały świat. Nie od rzeczy bowiem zwykł był mawiać Ariel Sharon, że może Arabowie i mają większość rezerw ropy naftowej ale on ma zapałki. Tyle tylko, że podobne zapałki ma także i Pakistan, gdzie anty-Izraelskie i antyamerykańskie nastroje buzują w wielkim kotle Islamu. W rezultacie może skończyć się na III Wojnie Światowej a co to znaczy w dobie dzisiejszej, znacznie udoskonalonej, technice masowego zabijania, nie muszę chyba mówić. I pomyśleć, że całe to zagrożenie dla światowego pokoju, dla nas samych i naszych dzieci, jest fabrykowane przez małą garstkę zbrodniczych szaleńców w Waszyngtonie, którzy nie wahają się mordować w imię światowej supremacji. Tak jak kiedyś działo się to w Berlinie. A wielki naród amerykański dalej żyje jakby w somnambulicznym śnie, niepomny na straszliwe niebezpieczeństwo, które szykuje im ich własny rząd.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl