now@ on-line marzec 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Karol Badziak:

F. Bednarz:

StefanDetko:

Zbyszek Koreywo:

Paweł A.Sztandera:

rywingate

Ks. J.Wiśniewski 

 

Karol Badziak

zbawienny wpływ

Już miałem zamiar na tych łamach wygłosić wielką pochwałę obecnego premiera rządu, który w tak niewidzialny dla zajadłych przeciwników PRL sposób, rewitalizuje ostatnio w Polsce socjalizm, ale się powstrzymam. Chciałem pochwalić go za spryt, odwagę, talent reanimacyjny, słowem przywracanie metodą prawie niewidoczną, starego, wypróbowanego przez niego, systemu, w którym żył niegdyś i to wcale nieźle, na wysokim stanowisku partyjnym, wspaniale się w nim czuł i realizował, i na pewno był bardzo szczęśliwy, czego nie można powiedzieć o większości naszych rodaków w tamtych czasach. Zresztą ideałom tamtej epoki pozostał nadal wierny, tyle że teraz częściej odwiedza Brukselę lub Kopenhagę, niż Moskwę czy Mińsk. W sprawach zdobywania kasy okazuje się bowiem mistrzem na całym kontynencie europejskim. Jak dobrze pamiętamy, w swoim czasie zajmował się skutecznie metamorfozą PZPR w SdRP, a to był zabieg wielce kosztowny i trzeba było zdobyć trochę żywej gotówki na przefarbowanie partii komunistycznej w socjaldemokratyczną. I świetnie sobie z tym poradził, dając dowód, że nie tylko Lew Rywin potrafi tak wspaniale łączyć politykę z biznesem. Towarzysze radzieccy chętnie mu wtedy pomogli, pożyczając nieco dolarów na renesans partii socjaldemokratycznej w Polsce, jako że ruble są chyba mniej przydatne do budowy zrębów socjalizmu demokratycznego, niż o dziwo, ta kapitalistyczna, amerykańska waluta. I nawet nikt mu wtedy w ZSRR, ani w Polsce nie wytykał, że to co czyni, jest psychiatrycznie podejrzane. Potem oczywiście Wschodnim Sąsiadom tę pożyczkę dolarową skrupulatnie zwrócono. Niektórzy tylko z zaprzyjaźnionych kręgów prokuratorskich mieli przez jakiś krótki czas za złe Millerowi, że zawiózł te dolary do Moskwy w zwykłej walizce, lecz w końcu sprawa ucichła, rozmyła się, rozmydliła, jak w ogóle wszystkie większe afery w naszym polskim zaścianku.

A ponieważ dziś większość, tak wykazują badania opinii publicznej, jest niezadowolona z obecnej sytuacji, rząd pod przywództwem tego właśnie lidera, który onegdaj woził w walizce dolary do Moskwy, daje do zrozumienia naszym obywatelom, że tylko powrót do starych, wypróbowanych, sprawdzonych praktycznie metod sprawowania władzy, przyniesie spokój, poprawę bytu, a co za tym idzie, wzrost dobrego samopoczucia również zwykłych, zwyczajnych ludzi, bo samopoczucie nowych władz, wiadomo, jest nieustannie znakomite, wspaniałe, świetne, o czym dobrze można się przekonać, obserwując codziennie w telewizji publicznej, kierowanej przez syna wysokiego peerelowskiego dostojnika wojskowego, zadowolone oblicze nie tylko samego premiera, ale także wicepremiera Kołodki, z którego wielka radość życia emanuje, jak z Saddama i Gomory. Aby jednak w pełni przywrócić, czyli jak się obecnie w moim kraju mówi, rewitalizować czasy wielkiej szczęśliwości, trzeba wznowić prawo nie tylko do legalnej aborcji, ale zlikwidować przede wszystkim Instytut Pamięci Narodowej, gdyż rozpamiętywanie i wygrzebywanie na światło dzienne starych, nieprzyjemnych, wstydliwych spraw jest nikomu niepotrzebne, a jakżeż wielce kosztowne. W PRL natomiast było dobrze, bardzo dobrze, i chyba nikt tego lepiej nie wie, niż urzędujący nam obecnie premier rodem z Żyrardowa. Był spokój na ulicach i pod budką z piwem, nawet wieczorem i tylko imperializm amerykański nam zagrażał, ale od czego byli radzieccy przyjaciele. A jak sprawny był wymiar sprawiedliwości i sprawiedliwe sądy, to trudno sobie dziś wyobrazić coś bardziej sprawiedliwego. Za słuchanie Radia Wolnej Europy zapadły w komunie, w Polsce, dwa wyroki śmierci. W to dziś nie chce się wierzyć, no i właśnie dlatego, żeby takich "bzdurnych" wiadomości nie rozpowszechniać, IPN trzeba zlikwidować. Bo kiedy ja o tym piszę w felietonie, to każdy może podejrzewać, że coś mi się pomyliło, a kiedy to przeczyta w urzędowym "Biuletynie Historycznym IPN", nabiera ta informacja zupełnie innej rangi. I dlatego IPN trzeba unieszkodliwić, ale powoli, powolutku, delikatnie, subtelnie, żeby nie wywoływać skandalu i hałasu. Leszek Miller to potrafi doskonale, w PRL ciągle władze miały do czynienia z jakimiś sprawami, które się obywatelom nie spodobały, ale gazety o tym nie pisały. Skazywano ludzi na śmierć, wykonywano wyroki i rodziny przez dziesiątki lat o tym nie były informowane. Do dziś niektóre dzieci nie wiedzą, gdzie zostali pochowani ich ojcowie. Lecz 95 prokuratorów śledczych, którzy właśnie się tymi, między innymi, sprawami zajmują, prawdopodobnie wkrótce zostanie z IPN przeniesionych do prokuratur rejonowych. I będzie spokój. Premierowi Millerowi można wiele zarzucić, ale tego, że nie jest to rozsądny i rozważny, przytomny człowiek, zarzucić się nie da. Basta.

No nie do końca "basta", bo oto właśnie, podczas ostatniej konferencji prasowej - po burzliwych naradach aktywu SLD, które musiały widocznie wykazać nie tylko groźną frakcyjność w szeregach i poglądach towarzyszy, ale i galopujący spadek notowań postkomunistycznej lewicy - premier Miller na stojąco odżegnał się nagle od wszelkich inicjatyw ustawodawczych zmierzających do rozszerzenia ustawy aborcyjnej czy - przeciwnie - zlikwidowania pionu śledczego w IPN. I na dodatek zarzekał się, że do sprawy nie powróci nawet po referendum akcesyjnym. Kto miał na niego taki zbawienny wpływ?

Głos Katolicki http://perso.club-internet.fr/vkat/

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl