now@ on-line styczeń 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Mariusz Dastych:

StefanDetko:

Andrzej Dudziński:

Marcin Małek:

Leszek Wątróbski:

 

 

Zbyszek Koreywo

Zdejmowanie czarczafu

Czarczaf, jak wszyscy wiedzą, ale przypomnę jeszcze raz, to kwef czyli rodzaj welonu, zasłony, jaką noszą na głowach religijne muzułmanki. I żeby nie było nieporozumień pragnę oświadczyć, że osobiście nie mam nic przeciwko czarczafom i szanuję każde przekonania religijne o ile nie nakłaniają one do czynów złych. Dlatego, w moim przekonaniu, są religie czy też wyznania których powinniśmy się wystrzegać jak ognia lub brudu ale Islam z całą pewnością nie jest jedną z nich. Natomiast czarczaf ma swój urok bowiem nie ma nic mniej kobiecego niż rzeźnicko rozkraczona, goła baba.

Tak więc nie zamierzam nawoływać do zdzierania welonów z głów muzułmanek a wręcz przeciwnie – w mojej obecności każdy, kto chce to zrobić, musi najpierw uzgodnić to ze mną, najlepiej przy pomocy pięści. Natomiast tytuł tego felietonu sugeruje, iż najwyższy czas by poznać prawdę o tzw. „islamskich terrorystach”.

Zacząć wypadałoby od tego, iż od dawna nie jest tajemnicą, że zwykle pierwszą ofiarą każdego konfliktu jest właśnie prawda. Co prawda w tzw. zachodnich demokracjach dba się jeszcze o pozory, co może świadczyć, że nie wszystko jeszcze jest stracone. Niemniej, zgodnie z teorią bolszewików (sami tego nie wymyślili, ktoś im musiał pomóc) kłamstwo powtórzone wielokrotnie i wystarczająco rozpowszechnione nie tyle staje się prawdą, bo to rzecz niemożliwa, ale aksjomatem. Innymi słowy Tereska lub Stasiu Pudło zaczynają wierzyć w największe bzdury bo tak akurat powiedzieli w telewizorze. I nie tyle telewizor jest problemem dla naszego kręgu cywilizacyjnego co przerażająco wielka liczba Teresek i Stasiów Pudło (zresztą następuje tutaj sprzężenie zwrotne); ale to tak tylko na marginesie, choć problem w żadnym wypadku nie jest marginalny.

Natomiast wracając do muzułmańskiego oblicza to bodajże największym kłamstwem, z jakim mamy do czynienia w ostatnich kilku latach, jest uporczywa propaganda, iż to tylko religia islamska jest podłożem ataków terrorystycznych. Zaraz też jednym tchem wylicza się zamach na World Trading Centre, Pentagon, okręt wojenny Stanów Zjednoczonych, samobójcze ataki Palestyńczyków w Izraelu no i w końcu eksplozje na Bali. Najczęściej wtedy powtarzanymi zwrotami są „jihad” albo „święta wojna”, które, jak sądzę, mają nas przekonać, że religijni muzułmanie to szaleńcy zdolni do wszystkiego. Mało tego, na tej samej zasadzie Ariel Sharon, w którymś z wywiadów transmitowanych w australijskiej telewizji, starał się nas przekonać, że o ile on i jego legiony nie rozprawią się z Palestyńczykami, to bomby zaczną wybuchać także i u nas. Tak jakby młodzi Arabowie rozrywali się bombami dla rozrywki a nie w odpowiedzi na wieloletnie prześladowania.

Natomiast prawda jest taka, że pojecie „Święta Wojna” nie ma odpowiednika w języku arabskim a słowo „jihad” znaczy tyle co „dążenie”, w sensie ulepszania samego siebie. Podobnie, przed i w czasie II Wojny Światowej w Polsce, młodzi ludzie zrzeszeni w harcerstwie również składali przysięgę, obiecując stałą, wewnętrzną poprawę i związku z tym śmiało mogliby być wzorem dla dzisiejszej młodzieży. No, ale już na początku sowieckiej okupacji na harcerstwo w starym kraju uwziął się wybitny komsomolec Jacek Kuroń i, że tak powiem, diabli wzięli. Zresztą po to są właśnie okupacje, żeby niszczyć a nie budować. Natomiast wracając do określenia „Święta Wojna” to pochodzi ono ze Średniowiecza i oznaczało krucjaty Krzyżowców, którym się zdawało, że trzeba mordować muzułmanów w imię Chrystusa. Z drugiej natomiast strony, Karta Narodów Zjednoczonych zapożyczyła właśnie z Koranu frazę: „ najpierw należy doprowadzić do porozumienia zwaśnione strony ale w wypadku, jeśli jedna z nich odmawia kooperacji, dążąc do rozwiązania siłowego, należy wspólnie zwalczać agresora”. Jakby się nad tym zastanowić to wielka szkoda, że ustawa ta jest stosowana tak bardzo wybiórczo. Tak więc religia muzułmańska w żadnym wypadku nie wyklucza użycia siły ale tylko i wyłącznie w wypadku wojny sprawiedliwej, obronnej. I znowu, szukając odniesienia do spraw nam bliższych, trzeba przypomnieć „Szare Szeregi”. Zapełniali je młodzi ludzie, dla których patriotyzm, honor, ofiarność, przyjaźń itd. nie były jedynie pustymi wyrazami i którzy w obronie tych właśnie wartości gotowi byli na walkę do końca. Niemniej, podobnie jak dzisiejsi wyznawcy Proroka, wyznawali zasadę, że trzeba przede wszystkim umacniać i rozwijać wszystko to, co dobre a zarazem eliminować zło. Nic więc dziwnego, że taki stan rzeczy był dla naszych komsomolców nie do przyjęcia, godził bowiem w nich bezpośrednio. Tak więc walka z najeźdźcą mieści się w pojęciu „jihad” choć nie jest ona sprawą pierwszoplanową jak i nie jest podejmowana przy byle okazji.

Aliści, jak mawiał swego czasu J. Waldorff- Preyss, bomby na Bali eksplodowały, niszczyciel amerykański doznał poważnych uszkodzeń, część Pentagonu zniknęła podczas wielkiego wybuchu, wieżowce WTC się zawaliły a i niemalże co tydzień giną Izraelczycy w wyniku aktów terroru.

Jeśli chodzi o atak na WTC oraz na Bali, P.T. czytelnicy tych felietonów znają moje poglądy i nie ma sensu się powtarzać. A tak przy okazji; przez ostatni tydzień (17 – 22. 11. 02) australijskie przekaziory zachłystywały się informacją, iż 35 – letni Imam Samudra miał rzekomo przyznać się do zorganizowania i przeprowadzenia zamachu na Bali. Jednocześnie, przy każdej okazji wskazywano na fakt, że Samudra był członkiem Dżemaja Islamija co oczywiście miało za zadanie totalnie deprecjonować tę organizację islamską. Na podobnej zasadzie pewien znany mi kiedyś Polak, rozpowiadał swego czasu wszem i wobec w Perth, że chrześcijaństwo nie ma sensu bowiem znał kiedyś księdza, który miał kochankę. Natomiast agencja informacyjna Reutera podała informację 22 listopada o godzinie 7:44 rano, że Indonezyjska policja kategorycznie zdementowała doniesienia mediów, jakoby zatrzymany w czwartek Samudra przyznał się do zorganizowania i kierowania zamachem na Bali. No i komu tu wierzyć?

Zaś co się tyczy islamskich terrorystów to bez wątpienia tacy są i w dodatku ostatnio jakby bardziej aktywni. Na przykład taki Osamah bin Laden – postać niesłychanie tajemnicza i wręcz już legendarna. Amerykanie, zresztą przy pomocy między innymi Australii, zrównali z ziemią połowę Afganistanu, zamordowali tysiące niewinnych ludzi plus kilka tysięcy Talibów, broniących swej ziemi, a Osama dalej hula na wolności. Zresztą w związku z tym, mój niepoprawny koleś, znany cynik i prześmiewca twierdzi, że prawdopodobnie złapali tylko prywatnym samolotem jednego z właścicieli USA wywieźli za granicę Afganistanu. Przy okazji nakarmili, napoili, zadbali, by broń Panie Boże nie złapał kataru oraz w prezencie dali następnego „Kałacha” jako, że w telewizorze najbardziej mu z nim do twarzy. Rzecz w tym, jak mówi ten wstrętny cynik, zawsze trzeba dbać o pozory, bowiem świat jest pełen ludzi nieco mniej utalentowanych umysłowo. W związku z tym, przy pomocy tegoż Osamy, łatwo można będzie ich przekonać, że trzeba obrócić w perzynę kolejny kraj arabski. No, ale tak gada tylko ten mój koleś. W dodatku jest bezczelny bowiem twierdzi, że każdy to wie a tylko on ma dosyć odwagi, żeby to wyartykułować.

Natomiast już na poważnie to w jednym z wywiadów, udzielonych w czerwcu 1999 roku, Osama bin Laden powiedział: „Jeśli chodzi o mnie samego to chcę i żądam prawa do życia każdej ludzkiej istoty. Chcemy, by nasza ziemia była wolna”.

I choć jego wszystkie wypowiedzi są przepojone zwrotami religijnymi, jak to zwykle bywa u głęboko wierzących muzułmanów to powody, dla których podjął zbrojną walkę, głównie ze Stanami Zjednoczonymi, są totalnie pozbawione treści wyznaniowych. W skrócie bowiem domaga się on by Amerykanie opuścili tereny zatoki perskiej. Poza tym uważa, że w wyniku polityki zagranicznej USA muzułmanie na całym świecie są prześladowani i mordowani. Dzieje się tak, ponieważ siły zachodnie i światowy ruch syjonistyczny porozumiały się w celu osłabienia krajów arabskich. W ten sposób, jego zdaniem, pragną oni, kosztem bogactw naturalnych krajów arabskich, utrzymać się przy władzy.

Jeszcze w innym wywiadzie, nie opublikowanym w naszych przekaziorach, Osama powiedział:

„Powinno być sprawą powszechnie znaną, że muzułmanie cierpią z rąk przymierza syjonistyczno-zachodniego. Doszło do tego, że teraz ich krew jest nic nie warta a zarazem dokonuje się grabieży ich bogactw na wielką skalę. Krew muzułmanów jest do tej pory rozlewana w Iraku, wszyscy nosimy w pamięci straszliwe sceny masakry z Qany, Libanu, Tadżykistanu, Burmy, Kaszmiru, Assamu, Filipin, Fatani, Ogadinu, Somalii, Erytrei, Czeczni oraz Bośni-Hercegowiny. Wszystko to działo się i dzieje na oczach świata, który nie tylko nie podał ręki męczonym ale pod auspicjami Narodów Zjednoczonych nawet udaremnił im dostawy broni, by mogli się bronić przed zagładą. ... Tego typu praktyki miały miejsce przede wszystkim w Bośni, gdzie mężczyźni, z braku broni nie byli w stanie nawet chronić swych kobiet przed masowymi gwałtami i mordami. Jednocześnie świat zachodni oglądał te wydarzenia na ekranach swych telewizorów. ... NATO przyszło z pomocą muzułmanom dopiero wtedy, kiedy ci zgodzili się oddać dwie-trzecie swego kraju.”

Tak więc trudno tu się dopatrzyć religijnego fanatyzmu, szczególnie w powodach, dla których muzułmanie zdecydowali się na walkę zbrojną ze Stanami Zjednoczonymi. Co innego wykorzystywanie tegoż fanatyzmu w egzekucji ataków na nieprzyjaciela. W niektórych krajach młodzi ludzie idą do śmiertelnego boju z najeźdźcą w imię patriotyzmu czyli obrony przed biologicznym lub duchowym wyniszczeniem swego narodu a w innych stronach ten patriotyzm zastąpiony jest głęboką wiarą. Niemniej motyw jest ten sam: samoobrona przed napastnikiem. I dziś naprawdę trzeba wiele złej woli, by wciąż wierzyć w bzdury, niemal codziennie serwowane z Białego Domu. W skrócie wygląda to tak: przez ponad dziesięć lat siły zbrojne USA mordują bezbronnych Irakijczyków. Jednocześnie dzięki jednostronnej polityce na terenie Bliskiego Wschodu niemalże codziennie giną palestyńskie dzieci. W momencie, kiedy prześladowani Arabowie chwytają za broń, natychmiast światowe przekaziory wraz z tzw. politykami wskazują na nich palcem i obwieszczają: terroryści. No i żeby było już zupełnie idiotycznie, podlewa się to sosem religijnego fanatyzmu. Przy okazji następują tu i tam pouczenia o fatalnych skutkach pobożności w ogóle, nie mówiąc już o tym, że homo politicus correctus powinien wstydzić się bogobojności a priori. Zamiast do kościoła, zdaniem dzisiejszych moralistów, lepiej chodzić na imprezy organizowane przez pederastów lub lesbijki a najlepiej to na jedne i drugie. Natomiast wracając do „Świętej wojny” to jest ona nie tyle święta co obronna. Natomiast w rezultacie zbrodniczego szaleństwa „sił potężnych a zarazem całkowicie amoralnych”, nie wykluczone, że skończy się na III Wojnie Światowej. I wtedy znowu zginą miliony zwykłych ludzi a obłąkani ludobójcy znowu będą przeliczać wiadra krwi na dolary.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl