| ||||
|
w tym wydaniu:
|
Kuba S. Prezent na gwiazdkę. Mamy od Millera prezent na gwiazdkę. Pomimo mojego kompletnego braku sympatii do jego osoby i zaplecza uważam, że zasłużył sobie wynikiem negocjacji na szczycie kopenhaskim na szacunek. Mało było prawdopodobne, że porozumienie nie zostanie zawarte. Unia – wydaje się – podjęła decyzję już wcześniej a wiadomość o tym stała się powszechnie dostępna. Wystarczy prześledzić notowania złotego do euro w piątek ( a także w poprzednich miesiącach). Finansowa przychylność kanclerza Schroedera i przyzwolenie pozostałych krajów „15” świadczą o świadomości unijnych przywódców co do doniosłości całego procesu. Miller w tej sytuacji ponosił niewielkie ryzyko nieosiągnięcia porozumienia. W najgorszym wypadku nie wytargowałby tak dużo (a w kraju naraził się na krytykę). Słabnące notowania rządu i nie do pozazdroszczenia sytuacja budżetu zmusiły go do postawienia sprawy niemalże na ostrzu noża: akceptacja warunków sprzed piątku nie spowoduje zadowolenia Polaków, którzy mogą w referendum odrzucić pomysł przystąpienia do Unii. Bez załatania dziury budżetowej nie da się finansować zmian. A bez największego z negocjujących krajów, w dodatku geograficznie położonego na drodze do innych zaproszonych państw, poszerzenie mijałoby się z celem, stałoby się politycznym nonsensem. Zrozumiały to także delegacje pozostałych przystępujących krajów: murem, w najgorszym razie nie przeszkadzając Polsce – np. manifestując przedwczesne zadowolenie, poparły naszą delegację (co przecież nie zawsze miewało wcześniej miejsce). Myślę, że w takiej sytuacji Miller mógł w miarę bezpiecznie, nawet grożąc zerwaniem rokowań, próbować wytargować jak najwięcej. I to mu się udało, to jego sukces. Jest to niewątpliwie sukces całego kraju. To także sukces całej Unii, a w szczególności żelaznej konsekwencji i wizjonerstwa komisarza Verheugena. A jak się zaczęło? Pierwsze współczesne zjednoczeniowe koncepcje Coudenhove-Kalergiego i Brianda pochodzą z przełomu lat 20-tych i 30-tych ubiegłego stulecia, w roku zakończenia II wojny światowej Stany Zjednoczone Europy proponował Churchill, pierwsze traktaty podpisano właśnie w Brukseli w roku 1948 (Organizacja Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej). Rok wcześniej blok wschodni odrzucił plan Marshalla, więc współpraca gospodarcza, kulturalna, społeczna oraz umożliwiająca skuteczną konsumpcję amerykańskiej pomocy została ograniczona do części Europy na zachód od Łaby. Powstał dodatkowy czynnik umacniający zjednoczenie (oprócz postanowienia o włączeniu w proces Niemiec, których zachowania w przyszłości nikt nie potrafił przewidzieć) – wzrost postrzeganego zagrożenia ze strony Rosji Sowieckiej i jej aktywnych satelitów. Trzy lata później w Paryżu na podstawie deklaracji Schumana Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, RFN i Włochy powołały Europejską Wspólnotę Węgla i Stali a w 1957 roku na mocy traktatów rzymskich powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza i Euroatom. Zarysowanym celem stało się stopniowe eliminowanie barier taryfowych i pozataryfowych w handlu wewnątrz Wspólnoty, stworzenie i wdrożenie wspólnej polityki handlowej wobec państw zewnętrznych oraz wspólne działanie zmierzające do rozwoju i pokojowego wykorzystania przemysłu atomowego. W 1968 roku wspólna polityka celna stała się faktem, wtedy także zakończyło się rozpoczęte w 1962 roku ustanawianie wspólnej polityki rolnej. Odejście De Gaulle’a w 1969 roku umożliwiło rozpoczęcie procesu poszerzania Wspólnoty m.in. o Wielką Brytanię, której uprzednie wnioski były dwukrotnie odrzucane. W 1973 roku przyłączone zostały oprócz Wlk. Brytanii Irlandia i Dania. 1979 roku powstał Europejski System Walutowy z ECU jako jednostką rozrachunkową. Wraz z nadejściem roku 1981 Wspólnota poszerzyła się o Grecję, w 1986 – o Hiszpanię i Portugalię a w 1994 – o Austrię, Szwecję i Finlandię. W tym samym roku Polska złożyła wniosek o przystąpienie do Unii utworzonej na mocy podpisanych w 1992 roku Traktatów o Unii Eurpoejskiej. Ich podpisanie umożliwiły traktaty z Maastricht z 1991 roku. Sukces Millera i całego kraju po bliższym przyjrzeniu się nie musi być wcale oczywisty już teraz. Dlaczego? Piątkowa decyzja może mieć różne konsekwencje. Nawet zakładając, że wynik referendum w Polsce będzie korzystny dla procesu poszerzenia, nikt nie może dziś stwierdzić, że w późniejszym okresie, po 2004 roku, będzie z górki. Na pewno nie miała z górki ani Grecja, ani Irlandia. Startując jednak z podobnego poziomu stanowią dzisiaj dwa skrajne przykłady konsekwencji przystąpienia do Unii. Ociągająca się z reformowaniem gospodarki Grecja dziś wlecze się w ogonie gospodarek unijnych, biedna Irlandia w niecałe 30 lat stała się jednym z najbogatszych krajów Starego Kontynentu. Nikt dziś nie może powiedzieć, że Polska nie skończy gorzej niż Grecja, albo że nie będzie bardziej konkurencyjna, niż Irlandia. Możemy zmarnować przyznane nam środki finansowe tak jak Grecja, a możemy zwiększyć płynące z nich potencjalne korzyści ucząc się np. od Zielonej Wyspy. Czy polscy politycy są zdolni do podjęcia decyzji o wyborze kierunku rozwoju kraju? Na co się zdecydują? Czy skromne środki jakimi dysponują przeznaczą na budowanie takich absurdów, jak „podstrefa specjalnej strefy ekonomicznej” w Ożarowie? Jak długo jeszcze górnicze i inne związki zawodowe będą studnią bez dna dla pieniędzy podatników marnowanych na utrzymanie przy życiu gałęzi przemysłu i tak skazanych przez rynek na likwidację? Czy jakikolwiek polski rząd będzie stać na uwolnienie gospodarki od monopoli hamujących rozwój skazanych na ich drogie i niskiej jakości usługi odbiorców? Kiedy wreszcie prowadzenie firmy nie będzie musiało polegać na opłacaniu urzędniczych darmozjadów, którzy nie kiwną palcem bez łapówki i armii doradców hodowanych przez sejmowe – jak powiedział doktor praw Karol Marks – „kretynizmy prawnicze”? Który wreszcie rząd zrozumie, że nie można w nieskończoność wydawać z budżetu więcej, niż da się do niego sensownie pozyskać? Kiedy wreszcie i który rząd rozpocznie reformy strukturalne? Czy ktokolwiek naiwnie przypuszcza, że bez nich wiarygodność kraju będzie wystarczająca do przyciągnięcia inwestorów? Czy wreszcie da się sensownie wydać środki przyznane Polsce? Pamiętajmy, że od 1989 roku zainwestowano w kraju zaledwie ok. 50 mld. dolarów. Czy nasza mentalność da się z pożytkiem wykorzystać do budowania unijnej Polski? Takich pytań można postawić setki. Od odpowiedzi na nie będzie zależało, czy w Unii będziemy postrzegani jak – używając określenia Marcina Świetlickiego – „pierdolnięta husaria”, czy jak czynnik sprzyjający pozbywaniu się unijnych eurononsensów. Bo od nich Unia nie jest wolna. 45% jej budżetu pożera Wspólna Polityka Rolna – absurdalny twór, jakiego nawet połączone mózgi ojców ekonomicznej doktryny marksizmu-leninizmu-stalinizmu nie były w stanie wyprodukować. Francja przeforsowała zaliczenie ślimaków i żab do ryb, aby móc otrzymywać na ich hodowlę środki przeznaczone na rybołówstwo... Na ile wreszcie przystąpienie nowych krajów posługujących się nowymi językami, z którymi to krajami przyjdzie prowadzić takie same, jak ze starymi członkami konsultacje przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji spowoduje spowolnienie i tak mało wydajnej administracji unijnej? Czy odwlekająca wewnętrzne reformy Unia, ustępująca pola coraz większej ilości krajów w kolejnych dziedzinach będzie w stanie zdobyć się na organizacyjny i finansowy trud zmian? Czy w dającej się przewidzieć perspektywie uda się Unii już z Polską jako jej członkiem stać się największym rynkiem na świecie? Jaki to będzie rynek: protekcjonistyczny i niezdolny do reakcji na światowe trendy, czy umiejący podjąć rzucaną wciąż przez resztę świata rękawicę? Czy wreszcie uda się zapewnić kontynentowi bezpieczeństwo? Kolejne rządy wynegocjowały szansę rozwoju jakiej nie mieliśmy w swojej historii. Nie stać nas, aby jej nie wykorzystać. Cudzoziemcy pytani o skojarzenia z Polską mają trudności z wymienieniem pozytywnych konotacji. Jesteśmy średnim, dość ociężałym krajem, który w niczym nie jest szczególnie dobry. Co z tego, że (już?) potrafimy zbudować niebieski laser, skoro nie jesteśmy w stanie skonsumować własnego wynalazku? Czeka nas gigantyczna praca, która w połączeniu z doświadczeniami unijnymi może i powinna, ale nie musi doprowadzić nas do cywilizacyjnego awansu jaki dotąd nie miał szans powodzenia. ‘Big Sky looked down on all the people looking up at the Big Sky” – śpiewała w 1968 roku kapela The Kinks. Nie warto pozwolić, aby Unia była dla nas jedynie błękitnym niebem. Mamy wpływ na pogodę na tym niebie. | |||