now@ on-line styczeń 2003

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Mariusz Dastych:

StefanDetko:

Andrzej Dudziński:

Marcin Małek:

Leszek Wątróbski:

 

 

Kuba S.

Reprywatyzacja

Po wielu zakrętach historii przyszedł po II Wojnie Światowej w Państwie Polskim moment, kiedy państwo wyciągnęło rękę po nie swoją własność. Budując nowe, chore wizje kazało sobie oddać dorobek życia tych, którzy mieli coś własnego. Później to, co zabrało jednym oddało innym, nie zapominając o sobie. Złodziejska filozofia poskutkowała marnotrawstwem na wielką skalę, nie od dzisiaj przecież wiadomo, że najlepiej o swoją własność dba właściciel.

Co zrobić, kiedy dawne majątki wskutek ignorancji włodarzy socjalistycznej gospodarki, stanowią dziś – z nielicznymi wyjątkami – ułamek wartości, jaką mogłyby osiągnąć, gdyby zarządzano nimi zgodnie z regułami zarządzania?

Na fali entuzjazmu roku 1989 prawowici właściciele byli skłonni pogodzić się ze smutnym faktem ubóstwa Państwa Polskiego, wydawało się, że na początku transformacji zaakceptowaliby gest w postaci zwrócenia znikomej części tego, co zostało im zrabowane. Tak, zrabowane, bo jakie znaczenie ma fakt, że próbowano się do kradzieży przygotować zmieniając prawo? Jakie to prawo, co pozwala kraść? Co warte prawo bez obyczajów? Pytań rodem ze starożytności nikt nie zadawał. Ani teraz, ani kiedy państwo kradło.

Dziś Państwo tłumaczy się pustkami w kasie, byli właściciele straszą międzynarodowymi trybunałami. Mleko rozlane, leninowskie „co robić” zdaje się być jak najbardziej na czasie.

Jak oddać to, co zrabowano, kiedy nie ma z czego oddać? W moim przekonaniu można próbować oddać w taki sposób, który nie przekroczy realiów skromnego i sztywnego budżetu oraz w taki, który – przy okazaniu dobrej woli przez wierzycieli – będzie również dla nich satysfakcjonujący.

Do tej pory Państwo zdaje się ignorować reprywatyzacyjne roszczenia, koronnym tego przykładem było zachowanie Pawlaka, który zaraz po objęciu rządów pozwolił na sprzedaż tych aktywów państwowych, które miały zaspokoić wierzycieli.

Wierzyciele nie są skłonni zaakceptować propozycji zmierzających do przekazania im niewielkiego procenta wartości zrabowanych nieruchomości.

Sytuacja wydaje się być patowa, ale w rzeczywistości tracą obie strony: Państwo traci reputację i wiarygodność na arenie krajowej i międzynarodowej, ryzykuje bolesne w skali finansowej wyroki sądów. Wierzyciele nie mogą dysponować swoją własnością, tracą korzyści, które ich własność mogłaby im przynosić. Roszczenia nominalnie (i realnie) rosną. W przyszłości obciążą budżet. Tracą więc także obywatele.

Sposób, który mógłby doprowadzić do zbliżenia stanowisk polega na zachęceniu wierzycieli do akceptacji niewielkich, lecz rosnących możliwości Państwa w zamian za zaakceptowanie płynnej reprywatyzacji i zrzeczenie się dochodzenia swoich racji na drodze sądowej.

Płynna reprywatyzacja miałaby polegać na zaakceptowaniu początkowo niewielkich płatności (gotówkowych, w postaci papierów skarbowych, w naturze, innych) – bo niewielkie są możliwości budżetu – i sukcesywne uzupełnianie płatności o środki wpływające do budżetu w latach późniejszych. Górną wartością roszczeń jest wielkość wynikająca z niezależnych oszacowań powiększona o odsetki z tytułu zwłoki w płatności oraz kosztów utraconych korzyści. Ponadto, Państwo może zaproponować wcześniejszą, większą płatność – oczywiście jeżeli stan środków na to pozwoli – w zamian za np. mniejszą wartość całego odszkodowania. Innymi słowy: weź dzisiaj trochę więcej, ale w przyszłości już nie dostaniesz; ewentualnie: weź dzisiaj tyle na ile nas stać, a jeżeli w przyszłości komukolwiek dopłacimy – ty także dostaniesz dopłatę.

Przyjęcie takiego rozwiązania pozwala na zmianę negatywnego wizerunku Państwa, które lekceważy wierzycieli jednocześnie umożliwi tym ostatnim czerpanie korzyści z własnych dóbr. Nie obciąża nadmiernie budżetu i w trakcie negocjacji może być niemalże w nieskończoność modyfikowana. Wprawdzie nie załatwia automatycznie wszystkich zawiłych problemów reprywatyzowanej własności, ale w moim przekonaniu ma szansę posunąć ten trudny temat w rozsądnym kierunku.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl