now@ on-line  grudzień  2002

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

David M. Dastych:

Zbyszek Koreywo:

Marcin Małek:

 

 

yogi

Na piechotę

Wczorajsze wydanie Dziennika Internetowego PAP (26 listopada) przyniosło informację: „Sejm nie przyznał Warszawie 100 mln złotych na kontynuację budowy metra i 2 mln złotych na budowę trasy łączącej Aleje Jerozolimskie z lotniskiem Okęcie.”

Wiadomość ta była dla większości warszawiaków dość szokująca. Przedwyborcze slogany SLD w pełni popierały plany sfinansowania budowy metra z środków budżetowych i zgoda Sejmu zdawała się zwykłą formalnością. Do tego Marek Balicki tyle opowiadał o swej prywatnej i partyjnej miłości do ludu Warszawy, zrozumieniu jego trosk i chęci usprawnienia funkcjonowania miasta, że aż prawie mu uwierzyłem, że budowa kolejnych stacji jest sprawą ogólno warszawską, ponad podziałami partyjnymi.

Napisałem powyżej „prawie uwierzyłem”, gdyż moja znajomość sztuczek komunistycznych pomogła mi przewidzieć taki obrót sprawy, ponieważ w odróżnieniu od wielu rodaków nie zapomniałem prl-owskiej nowomowy i jej niuansów. Otóż dla mnie, obietnice finansowania metra były współzależne ze zwycięstwem SLD w Warszawie, typową marchewką przedwyborczą miłośników dialektyki. Wystarczyło jednak, że pan Balicki poniósł smętną porażkę w walce o fotel Prezydenta Warszawy, a problemy komunikacyjne warszawiaków, tęsknie wyglądających za przedłużeniem linii metra wypadły ze scenariusza politycznego SLD. Dodatkową zapowiedzią braku finansów na tą inwestycję była wypowiedź pana Millera, że warszawiacy sami sobie zasłużyli na ten los, wygłoszona odnośnie zwycięstwa wyborczego Lecha Kaczyńskiego, stylem i wymową nawiązująca bezpośrednio do niesławnych wypowiedzi Jerzego Urbana o tym, że „rząd się wyżywi”.

Bezczelnością popisał się również coraz bardziej wieprzowaty Ryszard Kalisz, który w „Kropce nad i” stwierdził, że w Sejmie jest tylko 7 posłów SLD z Warszawy, więc reszta nie uznała wagi problemu oraz, że Lech Kaczyński nie poprosił Sojuszu o wsparcie w tej sprawie. Podobnie wyraził się, uznawany dotychczas przeze mnie za kulturalnego, Marek Balicki, który wyraził swe oburzenie z faktu, iż Prezydent Warszawy nie prosił (pokornie) o dotację.

Przyznaję rację Lechowi Kaczyńskiemu, który całą tą aferę skomentował krótko acz dosadnie: "To zemsta na warszawiakach, skutek złości z wyników wyborów samorządowych w stolicy i bezczelna decyzja".

Sojusz po raz kolejny pokazał, że nie zależy mu na niczym innym, tylko na władzy i w ten sposób ukarał mieszkańców Stolicy za porażkę w wyborach samorządowych. Popełnił jednak kardynalny błąd zrażając do siebie i tak już malejąca liczbę zwolenników.

A metro? Na pewno będzie dalej rozbudowywane, finansowane kredytami, które Lech Kaczyński uzyska bez łaski panów z ulicy Rozbrat, z tym, że na wejściu do nowopowstałych stacji będzie wisiał napis: „Kto głosował za komuchami, niech idzie piechotą!”.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl