now@ on-line  grudzień  2002

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

David M. Dastych:

Zbyszek Koreywo:

Marcin Małek:

 

 

Kuba

Lekcja z Ożarowa

Media obiegają dziś zawodowo udramatyzowane fotografie pałowanych ludzi rzucających zza pleców kolegów kamieniami w okna – w ich pojęciu – sprawców swojej niedoli. Obraz ciężarówek wywożących co się tylko da z budynków byłej fabryki pobudza zapewne wydzielanie żółci w niejednym wrażliwym na niedolę bliźniego Polaku-katoliku. Po górnikach, stoczniowcach, hutnikach, pracownikach FSO przyszła kolej na Ożarów.

O co ta walka? Zależy dla kogo. Dla byłych pracowników – o możliwość sprzedania swoich nikomu już w Ożarowie niepotrzebnych kwalifikacji. Dla właścicieli nierentownych fabryk – o powodzenie przedsięwzięcia, którego małym fragmentem były budynki, maszyny i załoga, a które polega na pomnażaniu pożyczonych od banku pieniędzy. Jak się okazuje – w polskiej rzeczywistości racje okazały się nie do pogodzenia.

Wielu pracowników nie było uprzejmych zauważyć, że świat zmienił się nie do poznania od czasów, kiedy w Polsce stawiano im mieszkania, przedszkola, ośrodki wypoczynkowe, szpitale i przychodnie zakładowe, byle tylko przychodzili do pracy.

Rozumiem ich wściekłość. Rozumiem nadzieje wciąż pokładane w padających jak na spowiedzi słowach ministrów o tym, jak bardzo zależy kolejnym rządom na „miejscach pracy”. Rozumiem nadzieje pokładane w modlitwach o zwalnianych, do których nawołują księża w kościołach. Opór człowieka przed zmianami to jedna z największych sił, jakie zna przyroda.

O święta naiwności... Nie znam pracodawcy, który w bilansie ma pozycję „miejsca pracy”. Czy rządowi ministrowie znają, skoro wciąż powołują się na to magiczne niemal określenie? Obawiam się, że od lat trwają w udawanym (bo nie wierzę, że wynikającym z niedouczenia) niezrozumieniu tego, że dla pracodawcy miejsca pracy są środkiem, a nie celem.

Należy dodać, że ten środek dość łatwo w przypadku robotników zastąpić innym – maszynami. A robi się to tym chętniej (mimo ponoszenia olbrzymich kosztów zakupu), im trudniej zwolnić pracownika i im więcej on kosztuje. Maszynę – jak się okazuje – łatwiej, niż pracownika przewieźć z Ożarowa do Bydgoszczy albo Szczecina, do maszyny nie wzywa się kordonów policji, tylko serwisantów. Maszyna nie rzuca kamieniami.

W dzisiejszym, pędzącym świecie zmiany są błyskawiczne i nieodwracalne. Nawet jeżeli się to komuś nie podoba – i tak musi się do tej prostej prawdy zastosować. Taka jest cena czegoś, do czego wszyscy się już zdążyli przyzwyczaić: do owoców postępu. Postęp przynosi – w największym uproszczeniu - rzeczy nowe, tańsze i lepsze. To robotnik z ożarowskiej fabryki (choć oczywiście nie on sam) wybierając zagraniczny telewizor (właśnie tańszy i lepszy) skazał na zapomnienie Diorę i Unitrę.

Jedna z niewielu niezmiennych reguł mówi, że są rządzeni i rządzący. W Polsce mamy jeszcze duchownych. Mogą odegrać wielką rolę w połączeniu z działaniami tych, od których zależy zbudowanie porządku ułatwiającego znalezienie i utrzymanie pracy. Nie słyszałem kazania, w którym padłyby słowa wzywające do większej mobilności i do brania własnego życia we własne ręce ze wszystkimi tego konsekwencjami. Włącznie z biedą, jeśli za odprawę za zwolnienie z pracy kupi się, nie mając innej, samochód.

Kto powiedział, że w takim kraju jak Polska trzeba inwestować? Kto każe kupować wytworzone tu produkty? Kto nam w końcu zabroni udawać, że tak po prostu być musi? Kto komu ma pokazywać, czego ma się spodziewać po wejściu na którąś ze ścieżek: trwania w otępieniu albo rozwoju?

Tylko odpowiedź na ostatnie pytanie nie brzmi: „nikt”. A lata mijają...

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl