| ||||
|
w tym
wydaniu:
David M. Dastych: Zbyszek Koreywo: Marcin Małek: Artur Zawisza: |
David M. Dastych (*) Zabij lub nawróć dla Allaha „Wybitni amerykańscy muzułmanie wypowiadają się na rzecz islamizacji Stanów Zjednoczonych. Śmierć 5,000 Amerykanów jest dostatecznym powodem, aby uznać te głosy za przestrogę.” – napisał Dr. Daniel Pipes w komentarzu zamieszczonym w „Jewish World”, pod tytułem „Na podbój Ameryki”: http://www.aish.com/jewishissues/middleeast/Conquering_America.asp. Ilustracja poniżej przedstawia flagę USA, na której muzułmańskie półksiężyce sąsiadują z gwiazdami symbolizującymi poszczególne stany.
Islamizacja Ameryki? Sama myśl o tym wydaje się dziś nonsensem, w sytuacji kiedy liczba muzułmanów w USA obliczana jest (przesadnie) na 6 – 7 milionów, w kraju liczącym prawie 300 milionów ludności. Jednakże stopień zorganizowania wyznawców islamu, ich aktywność, zamożność i rosnące wpływy polityczne i fakt, że jest to najszybciej rosnąca społeczność religijna w USA – nakazuje poważnie traktować wypowiedzi muzułmańskich przywódców. Tym bardziej, że agresywna ideologia „Wojującego Islamu” dała o sobie znać poprzez serię zamachów w ostatnich 10 latach, których kulminacją był samobójczy atak islamskich terrorystów na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 roku. Wojujący odłam islamu wydał wojnę Ameryce i całemu Zachodowi. Ogłosił też „Dżihad” (świętą wojnę) przeciwko wszystkim niewiernym i przeciw umiarkowanym muzułmanom i ich rządom. Okrutne akty terroryzmu islamskiego dotykają wiele krajów świata. Ameryka i jej sprzymierzeńcy (także Polska) zadeklarowali wojnę z terroryzmem, którą prowadzą wszelkimi środkami i metodami od 11 września ub. roku. Wojna ta trwa już ponad rok i nie widać jej końca. Ciosy zadane muzułmańskim fanatykom w Afganistanie okazały się, jak dotąd, mało skuteczne. Kraj ten nadal jest w stanie wojny, przywódcy al. Kaidy - Osama bin Laden i Talibów – mułla Mohammed Omar nadal pozostają na wolności. Wpływy islamistów w świecie muzułmańskim nie zmalały, a zamachy terrorystyczne nie ustały ( Afganistan, Pakistan, Kaszmir, indonezyjska wyspa Bali, Kuwejt, Kenia). Być może konflikt zbrojny między Wojującym Islamem a Zachodem i umiarkowanymi wyznawcami Allaha potrwa jeszcze wiele lat, nawet dziesięcioleci. Czy przeistoczy się w zapowiadaną przez niektórych filozofów i pisarzy „wojnę cywilizacji”? Czy jest swoistą zemstą świata muzułmańskiego za Wyprawy Krzyżowe z przełomu pierwszego tysiąclecia? Czy Europie grozi ponownie muzułmańska inwazja? Czy zagrożony jest byt Izraela? Czy umiarkowane państwa muzułmańskie, w tym najludniejszą Indonezję, czeka krwawa „islamizacja” wymuszona przez odłam Wojującego Islamu? Czy cywilizacji judeo-chrześcijańskiej, obejmującej Europę, obie Ameryki, Australię z Nową Zelandią i sporą część Azji grozi śmiertelne niebezpieczeństwo? Czy uda się powstrzymać falę nieokiełznanego terroru? Czy zamachy terrorystyczne dosięgną Polskę i Polaków, w kraju i na świecie? Takie pytania i wiele innych zadaje sobie dziś bardzo wielu ludzi różnych wyznań i narodowości, także my - Polacy. Dlatego ważne jest by zrozumieć przyczyny powstania obecnego zagrożenia, jego zasięg, prawdziwe zamiary islamistów (często ukrywane) i uświadomić sobie istotę grożącego nam niebezpieczeństwa. Warto sięgnąć po odpowiednią lekturę, po książki napisane przez specjalistów. Jednym z nich jest amerykański historyk i arabista, Dr. Daniel Pipes, który już 7 lat temu ostrzegał Amerykę przed groźbą ze strony Wojującego Islamu. W 1995 roku był to przysłowiowy „głos wołającego na puszczy” (raczej na pustyni!). Dziś Daniela Pipesa czyta i słucha większość Amerykanów i znaczna część republikańskiej administracji prezydenta George W. Busha. 11 września 2002 roku, w pierwszą rocznicę zamachów z 11 września 2001, odbyła się promocja jego najnowszej książki pt. „Militant Islam Reaches America” (“Wojujący Islam sięga po Amerykę”). Polski przekład tej książki jest w przygotowaniu i – być może jej polskie wydanie ukaże się w roku 2003. Tymczasem przedstawiamy najważniejsze tezy i wnioski, zawarte w pierwszym, amerykańskim wydaniu książki Daniela Pipesa.
„Wojujący Islam sięga po Amerykę” ALIBRIS: http://www.alibris.com/search/search.cfm?qwork=4366154&matches=9&qsort=rAMAZON : http://www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/0393052044/qid%3D1030789717/sr%3D11-1/ref%3Dsr%5F11%5F1/102-2901923-4984920 Książka pod tym tytułem, jedenasta z kolei książka Dr. Daniela Pipesa o problemach islamu i Bliskiego Wschodu, jest owocem studiów i przemyśleń 30 lat pracy badawczej. W 23 rozdziałach i na 309 stronach pierwszego (amerykańskiego) wydania (W.W.Norton & Company, 2002) autor pisze o genezie Wojującego Islamu, zwanego także fundamentalizmem islamskim albo islamizmem oraz o konsekwencjach, jakie wynikają z tej totalitarnej ideologii (porównywanej często do faszyzmu i komunizmu) dla Ameryki i dla świata. Praca składa się z dwu odrębnych części: Części I: Wojujący Islam oraz Części II: Islam sięga po Amerykę. Tytuły poszczególnych rozdziałów odnoszą się bezpośrednio do najważniejszych problemów, na przykład: (w Części I) „Czy islam jest zagrożeniem?”, „Wyimaginowana zielona zagłada”, „Walka o ducha islamu”, „Czy źródłem Wojującego Islamu jest bieda?”, „Zachodnia mentalność Wojującego Islamu”, „Czy rząd Stanów Zjednoczonych jest patronem islamu?” (D.Pipes & M. Stillman); (w Części II) „Podbijemy Amerykę”, „Nawrócenie i anty-amerykanizm”, „Wyłapywanie ‘śpiochów’”, „Jak śmiecie obrażać islam”, „Lekcje wynikające z dyplomacji Proroka Mahometa”, „Amerykańscy muzułmanie przeciwko amerykańskim żydom”, „Muzułmanie-niewolnicy w amerykańskiej historii” itp. Ostatni, 23-ci rozdział, nosi znamienny tytuł: „Wnioski: kto jest wrogiem?”. Już w pierwszym rozdziale Części I Autor wyjaśnia czym jest Wojujący Islam (nie tyle sekta religijna, co ruch zrodzony z totalitarnej ideologii) i zaznacza, że istnieje ogromna i zasadnicza różnica pomiędzy islamem jako religią, wiarą, a Wojującym Islamem (islamizmem, fundamentalizmem islamskim) jako ideologią. Dalej Daniel Pipes pisze, że nie idzie tu o starcie odrębnych cywilizacji, lecz o walkę o ducha islamu, która to walka toczy się wśród samych muzułmanów. Wskazuje przy tym, że prawdziwą przyczyną powstania Wojującego Islamu nie jest głównie bieda, a jego zwolennicy to nie „proletariusze” muzułmańscy, lecz – przeciwnie – ludzie wykształceni, utalentowani i nawet bardzo podatni na wpływy cywilizacji Zachodu. Charakterystyczne jest przy tym uderzające podobieństwo ideologii Wojującego Islamu do poprzednich ideologii totalitarnych: faszyzmu i komunizmu. Religia Proroka Mahometa i miliarda jej wyznawców opiera się na Koranie – świętej księdze mahometan. Jest uważana za objawienie Boga (Allaha) i źródło prawdy. Wojujący Islam wypacza wiarę, selektywnie interpretuje Koran dla własnych celów. Islamiści pragną podporządkować sobie ogół wiernych i zwrócić ich przeciwko niewiernym (chrześcijanom, żydom i in.) oraz przeciwko tym muzułmanom, którzy inaczej rozumieją zasady i ducha wiary. Ostatecznym celem Wojującego Islamu nie jest więc szerzenie wiary a dominacja ich odmiany islamu nad światem. Innymi słowy: władza nad wiernymi i poddanie sobie niewiernych. Środki prowadzące do ostatecznego celu są bardzo zróżnicowane: od pokojowego nawracania do podboju siłą. Taktyka także zależy od sytuacji i wyboru drogi: może to być zamach stanu w kraju muzułmańskim (przykład: Sudan), wygranie demokratycznych wyborów (nieudana próba w Algierii i Pakistanie; wygrana umiarkowanych islamistów w Turcji), wojna o władzę (przykładem jest inwazja Talibów na Afganistan), wojna partyzancka (o władzę nad Kaszmirem) i wreszcie taktyka terrorystyczna (całe serie zamachów przeciwko wybranym celom: od Izraela i Libanu po Stany Zjednoczone, Kenię, Indonezję, Filipiny, Pakistan, Afganistan i Indie). Wojna terrorystyczna praktycznie nie zna granic, może być (i jest) toczona przez militarne i cywilne grupy Wojującego Islamu na całym świecie, zarówno w państwach muzułmańskich jak i we wszystkich innych. W Części II, odnoszącej się do Stanów Zjednoczonych, Autor pisze, że islam jest stosunkowo nowym zjawiskiem w USA (jeśli nie liczyć afrykańskich niewolników-muzułmanów i nie tak licznej imigracji do Stanów z krajów arabskich i muzułmańskich). Ale w ostatnim dziesięcioleciu islam stał się popularnym, najszybciej rosnącym ruchem religijnym, werbującym swoich członków wśród emigrantów jak również (głównie) wśród czarnych Amerykanów. Sytuacja materialna i wpływy niektórych grup islamskich w USA wzrosły na tyle, że postulują one jawnie zastąpienie Konstytucji USA przez Koran i praw demokratycznego państwa przez islamskie prawo szariatu. Zdziwieni tym zjawiskiem Amerykanie odkrywają, iż w Stanach Zjednoczonych można pisać krytycznie o Jezusie, a nie wolno tykać Mahometa, bez narażenia się na brutalne protesty i krytykę ze strony amerykańskich muzułmanów. Wbrew powszechnie głoszonym (przez muzułmanów) opiniom, że spotykają się oni w USA z dyskryminacją, bezstronne dane statystyczne dowodzą, że jest to nieprawda. Muzułmanie amerykańscy nie tylko mogą bez przeszkód wyznawać wiarę, budować meczety, zakładać szkoły i uczelnie wyższe, organizacje społeczne i charytatywne – ale ich status materialny (dochody roczne) jest przeciętnie wyższy od średniej krajowej. Brak obiektywizmu w samoocenie muzułmanów dotyka także ich stosunku do obowiązującego prawa. Przykładem może być popularność Jamila Al.-Amina (dawniej H. Rap. Browna), skazanego prawomocnym wyrokiem na dożywocie bez prawa łaski za zabicie czarnoskórego oficera policji. Osobnik ten nadal cieszy się poparciem i jest gloryfikowany przez główne organizacje muzułmanów w USA. To prawda, że po terrorystycznych zamachach w Nowym Jorku i Waszyngtonie, których sprawcami byli znani dziś powszechnie „żołnierze-samobójcy” Wojującego Islamu, powiązani z organizacją terrorystyczną al. Kaida – pod wodzą Osamy bin Ladena – sytuacja amerykańskich muzułmanów i odwiedzających USA obywateli państw arabskich i muzułmańskich uległa pogorszeniu. Niemniej akty agresji przeciwko muzułmanom są nieliczne i z urzędu ścigane przez prawo. Prezydent George W. Bush i jego rząd oraz Kongres i cała administracja federalna i stanowa starają się chronić i nawet wyróżniać amerykańskich muzułmanów. Czasami – jak pisze Daniel Pipes – posuwają się nawet zbyt daleko, nie odróżniając ludzi i organizacji wspierających Wojujący Islam od praworządnych wyznawców Allaha. Tymczasem – głosi Autor – Stany Zjednoczone prowadzą wojnę z (islamskim) terroryzmem także po to, by uwolnić od Wojującego Islamu kraje muzułmańskie, traktujące islam wyłącznie jako religię i tradycję, wyznawaną przez blisko miliard ludzi na świecie. W ten sposób – czy kto lubi, czy nie – Ameryka przyczyni się do globalnej reformy i modernizacji islamu na świecie. Wspierając umiarkowaną większość przeciwko agresywnej i nietolerancyjnej mniejszości. ( Inna sprawa, czy umiarkowane kraje muzułmańskie, takie jak Egipt czy Turcja, Indonezja, a także Pakistan lub Malezja podobnie jak USA oceniają groźbę ze strony Wojującego Islamu. Wiele wskazuje, że nie. Egipt i inne kraje rozpętują nastroje antyżydowskie emitując w telewizji serial oparty na „Protokołach Mędrców Syjonu” – fałszywce opracowanej jeszcze przez carską Ochranę. Arabia Saudyjska, sojusznik USA rządzony przez wahabitów, ma często dwuznaczny stosunek do islamistów, a niektórzy bogaci saudyjczycy wspierali i nadal wspierają ten ruch finansowo). Przyszła batalia między zwolennikami umiarkowanego islamu a mniejszością Wojującego Islamu rozegra się głównie w krajach muzułmańskich, a zainicjowana przez Amerykę wojna z terroryzmem powinna wspierać rządy i społeczeństwa tych krajów, którym Wojujący Islam zagraża. Radość większości Afgańczyków po amerykańskim zwycięstwie nad Talibami dowodzi, że warto było walczyć o wyzwolenie tego kraju spod ucisku islamskich fanatyków. Podobnie w Pakistanie, którego władza opowiedziała się po stronie USA i sojuszników, dyktatura wojskowa mogła przystąpić do demokratycznych reform. Nie łudźmy się jednak, że wojna z islamskim terroryzmem, wypowiedziana po 11 września 2001 roku, będzie krótka i stosunkowo łatwa. Czas pokaże, czy jest ona skuteczna. Jedno jest pewne: konieczna jest determinacja i wytrwałość. Do tego zachęca właśnie Amerykanów (i nie tylko ich) książka Daniela Pipesa.Kilka cytatów z książki „Wojujący Islam sięga po Amerykę” :
Islamizm, czy jak kto woli fundamentalizm islamski, popularnie zwany Wojującym Islamem jest wrogiem ukrytym i podstępnym. W rozlicznych deklaracjach ideowych, które krążą po Ameryce, Europie i po świecie czołowi ideolodzy islamizmu pokazują dwie drogi do zwycięstwa islamu (w ich wersji): pokojową i wojenną. Wersja pokojowa to stopniowe przejmowanie władzy i zastępowanie miejscowych praw przez koranistyczne Prawo Szariatu, w wyniku szerokiej działalności misyjnej i nawracania na islam przywódców i wpływowych osobistości w danym kraju. Droga wojenna to użycie siły, zastraszenie ludności i obalenie siłą aktualnej władzy. Tej drugiej drodze służy terroryzm. A więc dwa hasła: „nawróć dla Allaha” albo „zabij dla Allaha”. Jak dotąd, to drugie hasło zdaje się dominować wśród Wojujących Islamistów. Choć nie zaniedbują oni też pierwszej drogi. I mimo to, że Polska nie posiada silnej reprezentacji muzułmańskiej (trudno spodziewać się zagrożenia ze strony garstki polskich Tatarów!), nasz udział w koalicji antyterrorystycznej, obecność polskiego wojska i wywiadu w krajach, gdzie trwa walka z terroryzmem islamskim – nie wykluczą nas z wojny i nie zapewnią bezpieczeństwa Polsce i Polakom. O to musimy zadbać sami, tak jak pod Wiedniem i wcześniej w polskiej historii. David M. Dastych Grudzień, 2002 roku Nota o autorze książki: Daniel Pipes, -syn profesora Josepha Pipesa (ur. w Cieszynie) amerykańskiego historyka i politologa, doradcy prezydentów USA - ma obecnie 53 lata i ponad 30 lat doświadczeń jako historyk, arabista i publicysta, autor 11 książek i niezliczonych artykułów, komentarzy i wywiadów poświęconych problematyce islamu, krajów arabskich i muzułmańskich. Jest również ekspertem od spraw terroryzmu w Departamencie Obrony (Ministerstwie Obrony) USA, doradcą Kongresu (Parlamentu) i wielu instytucji publicznych i prywatnych. Obecnie jest dyrektorem Middle East Forum z siedzibą w Filadelfii – instytucji doradczej w sprawach Bliskiego Wschodu. Jako publicysta znany jest z temperamentu i radykalnych poglądów, których nie musiał rewidować po 11 września 2001 roku. Jego prace były dotąd tłumaczone na 17 języków. Jest stałym komentatorem dzienników New York Post i Jerusalem Post. (*) David M. Dastych to ta sama osoba, co współpracownik now@on-line Mariusz Dawid Dastych. Tym podpisem opatruje wszystkie swoje publikacje obcojęzyczne. Ich aktualną listę można znaleźć w Internecie wrzucając do każdej przeglądarki hasło: „David M. Dastych”. | |||