now@ on-line  czerwiec  2002

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Mariusz Dastych:

Krzysztof Jakubowski:

Zbyszek Koreywo:

Maciej Korkuć:

czerwone szwadrony śmierci

Józef Krenz:

siekacz

Radom 1976

Radosław Sikora:

Marcin Zaręba:

 

siekacz

Radom czerwiec 1976

geneza

Wydarzenia radomskie z 1976r. nie były incydentem odosobnionym w „bogatej” pod tym względem historii Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Albowiem protesty, manifesty, zamieszki były w owej „utopi” zjawiskiem stosunkowo częstym. Bezpośrednie konfrontacje na ulicy – często brzemienne w ofiary, były do pewnego czasu jedyną formą prawdziwego dialogu prawdziwego społeczeństwa z państwem, z partią. Co prawda dekada lat siedemdziesiątych naznaczona przez „panowanie” Gierka – pierwszego sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, była okresem stosunkowo spokojnym, zestawiając ją np. ze stanem wojennym. Również same zajścia w Radomiu zestawiając je np. z Grudniem 1970r., były mniej spektakularne i dramatyczne. Jednak to właśnie zajścia w Radomiu były bardziej brzemienne w skutkach – zapoczątkowały skomplikowany proces obalania systemu, poruszyły społeczeństwo. W ich wyniku połączyły się siły opozycji politycznej, z siłą jaką stanowili coraz bardziej rozczarowani ideami Marksa robotnicy. Sam Radom było stolicą jednego z najbardziej zaniedbanych ekonomicznie i społecznie województw. Wielki, choć jak się okazało pozorny „boom” gospodarczy lat 1971-75, ominął ten region prawie zupełnie. Pod względem liczby osób przypadających na jedną izbę mieszkalną znajdował się na ostatnim miejscu miast wojewódzkich. Podobnie sytuował się w wskaźnikach dotyczących służby zdrowia i zaopatrzenia (infrastruktury handlowo-usługowej). Zatem nic dziwnego, że miasto to było szczególnie wrażliwe na wszystkie groźby obniżenia poziomu życia. Dobrobyt z pierwszej połowy lat 70’ tych okazał się pozorny, a jego konsekwencje zaczęły być już widoczne w 1976r.
Co prawda w tym okresie realny wzrost płac w skali ogólnokrajowej wyniósł 58%, zamiast planowanych na ten okres 17-18%. Jednak przede wszystkim bogaciła się grupa osób wpływowych czy „zaangażowanych”, na drugim biegunie, ludzi egzystujących na granicy minimum socjalnego było coraz więcej. Poczucie tej niesprawiedliwości w państwie „równości”, prowadziło do fermentu społecznego. Jednak brakowało bodźca i jedności do otwartego buntu. Jedyne walki na ulicy w okresie względnego „dobrobytu” ograniczały się do lokalnych protestów przy okazji reformy podziału terytorialnego, czy obrony wybudowanych bez zezwolenia miejsc sakralnych.
Siłą rzeczy z problemem płac wiązał się problem cen, bowiem oba te czynniki były całkowicie kontrolowane przez państwo. Społeczeństwo było nie zwykle wrażliwe na punkcie podwyżek, czego dowiodły dramatyczne zajścia na wybrzeżu w grudniu 1970r. Wstrząs jaki wtedy przetoczył się przez PRL nie ominął nawet ówczesnego I sekretarza Władysława Gomułkę. W konsekwencji nowa elita rządząca – „Jaroszewicz-Gierek” wycofała pod presją strajków projekt skoku cen w lutym 1971. W ten sposób społeczeństwo mogło się przekonać, że ceny w kraju zależą nie tyle od czynników ekonomicznych co politycznych, z kolei władzy wszelkie podwyżki zaczęły się kojarzyć z zagrożeniem wewnętrznego ładu w państwie. 9 stycznia, czyli jeszcze przed wycofaniem grudniowej podwyżki wydano zarządzenie o zamrożeniu cen na podstawowe artykuły żywnościowe do końca 1972r, w efekcie utrwalono ich fatalny kształt. Dwa lata później kiedy (zdaniem historyków, socjologów i ekonomów) sytuacja w kraju i zaufanie do władz było stosunkowo duże podwyżkę odsunięto, zamrażając 30.X1972 ceny na dalsze dwa lata. W tym wypadku władzę zmarnowały doskonałą okazję do naprawy upośledzonego sytemu cen, zatem musiał tu zaważyć syndrom grudniowy.
Na inflacje będącą skutkiem trwania szkodliwej struktury cen przy jednoczesnym wzroście płac, nie trzeba było długo czekać. Pierwsze groźne syndromy zaczęły się pojawiać już w 1973r. Z roku na rok dotacja państwa do produkcji chleba, mięsa itd. Nieuchronnie rosła. Rząd próbował przeciwdziałać inflacji i pustym sklepom „półśrodkami” wprowadzając podwyżki „ukryte”. Pierwsze projekty zmiany cen leżały w szufladach już od 1973r., jednak w 1976r. sytuacja okazała się na tyle beznadziejna, że podwyżka stała się koniecznością. Oto co na ten temat wspomina Edward Gierek: „W kierownictwie partii i państwa nieuchronnej nowej podwyżki baliśmy się wszyscy, podświadomie też staraliśmy się odwlec ją w czasie jak najdalej. W połowie roku 1976 nie było już jednak od niej żadnej ucieczki” . Prace nad jej kształtem trwały od VII Zjazdu Zjednoczonej Partii Robotniczej, na który triumf święciła „strategia dynamicznego rozwoju”, opierająca się na gigantycznych kredytach zachodnich. Jaroszewicz powołał specjalny zespół na, którego czele stanął T. Pyka, którego zadaniem było przygotowanie najstosowniejszego wariantu podwyżki. Sam premier był za „głębokimi” zmianami – do 60 i więcej procent, ostateczne decyzja należała jednak do biura politycznego KC PZPR, którego niektórzy członkowie byli przeciw radykalnym posunięciom, proponując mniejsze podniesienie cen i rekompensaty dla wszystkich. Jak Stwierdził Zdzisław Grudzień: „(…) nikt nie zabrał głosu. Wszyscy go <projekt Jaroszewicza> na milcząco przyjęliśmy.(…) I ja byłem w takiej sytuacji, zabrać głos czy nie. Jeżeli inni nie zabierają, wszyscy się zgadzają, to ja też, nie powiedziałem nie”. Konsekwencje można było przewidzieć jak czytamy w artykule „Polityki” autorstwa T. Turskiego pt. „Radom 1976”: „społeczeństwo od dłuższego czasu spodziewało się podwyżki (…) gotowe było ją zaakceptować. Nie było wszakże gotowe na tak drastyczne zmiany”
Państwo nie przewidywało większych odzewów społecznych nie mniej jednak na kilka tygodni przed uchwaleniem ustawy w MSW rozpoczęto operacje „Lato’76”. Jeden z najistotniejszych działań prewencyjnych było powoływanie osób uznanych za politycznie „nieprawidłowych” na „ćwiczenia wojskowe”, w samym tylko Radomiu powołano do wojska 40 kryminalistów i 17 osób podejrzewanych o opozycyjność. Ponadto podjęto decyzje w sprawie ewentualnego użycia oddziałów ZOMO i innych zwartych formacji MO. Należy pamiętać, że od Grudnia 1970r. zmotoryzowane odwody zostały liczebnie podwojone, stając się w ten sposób bardziej dyspozycyjne. Ponadto na ich wyposażenie wprowadzono nowe armatki wodne polskiej produkcji „Hydromil 1”.
Już 22 i 23 czerwca w społeczeństwie odnotowuję się zwiększone zainteresowanie obradami sejmu, na których ma zapaść decyzja dotycząca oczekiwanych podwyżek cen. Jednak dopiero 24 czerwca poza normalnym porządkiem obrad sejm głosuje nad zgłoszonym przez premiera „wnioskiem rady ministrów w sprawie propozycji niektórych zmian w strukturze cen detalicznych oraz zasad rekompensaty społeczeństwu tych zmian” . Zanim sejm przyjął ustawę „bohatersko” z sejmowej mównicy przemówił poseł E. Babiuch w imieniu PZPR, ZSL, i SD oraz „grona posłów bezpartyjnych” z jego ust padały słowa: „Sejm PRL po wysłuchaniu Prezesa Rady Ministrów w sprawie niektórych zmian w strukturze cen (...) – udziela poparcia propozycjom rządu i zaleca poddać je pod konsultacje z przedstawicielami załóg zakładów pracy, instytucji i gmin oraz przedstawić sprawozdanie z przebiegu tych konsultacji na posiedzeniu Sejmu” . Oczywiście konsultacje, o których nie zapomniał wspomnieć poseł Babiuch to rzecz jasna fikcja. Nowy cennik miał wejść wżycie już od Niedzieli 27 czerwca, zatem na konsultacje pozostawało raptem dwa dni. Po za tym w dniu obrad sejmu, rozesłano już do wszystkich województw instrukcje dotyczące reformy, czy raczej rewolucji cenowej. Zatem szeroko zakrojona polemika społeczna miała ograniczyć się do poparcia poczynań partii. Co wcale nie znaczy, że tak się stało.
Jeszcze tego samego dnia premier Jaroszewicz przedstawił zasady „propozycji” w przemówieniu transmitowanym przez radio i telewizję. Produkty mięsne i rybne miały podrożeć o 69%, sery i masło o połowę, drób, fasola i groch o 30%, zaś cukier o 100%. Zgodnie ze sprawiedliwością wprowadzano również rekompensaty społeczne zgodnie z zasadą: im większe zarobki tym większa rekompensata. I tak obywatele mający niższe zarobki dostali 240zł, zaś najlepiej zarabiający (powyżej8000zł) otrzymali 600. Wszystko to w ramach rozpowszechnionego wówczas w społeczeństwie hasła że „wszyscy mają jednakowe żołądki”. Podczas przemówienia premier używał trybu przypuszczającego, na koniec zaś dodał: „ zmiany cen zostałyby wprowadzone w poniedziałek, 28 czerwca br. (…) Podanie do publicznej wiadomości terminu i zasad reformy na kilka dni przed wejściem jej wżycie stanowi wyraz zaufania do społeczeństwa, wiary w poczucie godności i dyscypliny obywatelskiej. Rząd jest głęboko przekonano, że ludność nie zawiedzie tego zaufania” . Pomimo jednak głębokiego przekonania rozczarowanie przyszło już dnia następnego…

przebieg

Protesty przeciw drastycznym podwyżkom odbiły się szerokim echem w całej Polsce jednak największych rozmiarów nabrały w Ursusie, a przede wszystkim w Radomiu.
Wczesnym rankiem ok. godz. 7.00 w Zakładach mechanicznych im. „Waltera” w Radomiu jako pierwsza przestała pracować załoga Wydziału P-6. Następnie w wyniku ich działań w ciągu godziny praca ustała w całym zakładzie. Do strajkujących przemówił dyrektor ZM „WALTER”, jednak nie będąc wstanie spełnić ich żądań nic nie wskórał. O godz. 8.20 około tysiąc pracowników opuściło zakład udając się do innych miejsc pracy. Po drodze w tłum wmieszali się funkcjonariusze SB mający na celu dezintegrowanie grupy oraz zbieranie dowodów na uczestników zajść. Najpierw przyłączyła się do pracowników „Waltera” robotnicza kadra Zakładów Sprzętu Grzejnego. Następnie do protestu przyłączali się kolejno robotnicy z „Radoskóra”, z Fabryki Wyrobów Ogniotrwałych, ZNTK, Wytwórni Telefonów i Zakładów Tytoniowych. Groźby ze strony aparatu kierowniczego poszczególnych zakładów, a także kierownictwa partii, podgrzewały tylko nastroje. Śpiewając hymn i Międzynarodówkę, wydając okrzyki: „Precz z podwyżką, Jesteśmy głodni. Chcemy chleba i wolności” tysięczny tłum udał się na ulicę I maja, gdzie znajdował się gmach KW PZPR. Strajkujący chcieli rozmawiać z I sekretarzem KW PZPR Januszem Prokopiakiem. O 11.00 zamiast niego wyszedł J. Adamczyk, apelował do tłumu aby się rozszedł, następnie zaproponował wyłonienie delegatów do rozmowy z partią. Miarka przebrała się gdy Adamczyk odpowiedział na zdecydowana odmowę tłumu; „ że z motłochem rozmawiać nie będzie” wówczas tłum się rozwścieczył jak wspomina jeden ze świadków tamtego wydarzenia „zmuszono Adamczyka do zdjęcia garnituru. Następnie w samej bieliźnie uciekał w kierunku KW. Wraz z nim do gmachu KW dostali się niektórzy członkowie protestu, zachowywali się jednak stosunkowo spokojnie, próbując nakłonić I sekretarza do podjęcia działań przeciw zmianom cen. W tym samym czasie tłum udał się pod Zakłady Mięsne położone na ulicy Mireckiego, ażeby rozkraść mięso i wędliny. Ok. 10.30 przed „Wytwórnią Telefonów” doszło do bójki czterystu osobowej 1905r. z pracującymi robotnikami. Do rękoczynów doszło również na terenie „Radoskóru”, zaś na ul. Rewolucji trzystu młodych w większości ludzi zablokowało ruch, zapalonymi flagami.
O zajściach zawiadomiono wiceministra spraw wewnętrznych B. Stachurę. Ten natychmiast wezwał masę posiłków z różnych części kraju. Wezwano m.in. jednostki ZOMO z Lublina, Łodzi, Kielc i Warszawy. Drogą lotniczą przybyli słuchacze ze Szczytna i oddział SPMO z Piły. Na miejscu lokalne władze nie podejmowały do przybycia posiłków żadnych działań. Nic też dziwnego, albowiem 74 ZOMO’wców nie było w stanie przeciwstawić się rozszalałemu tłumowi, którego liczebność pod samą KW PZPR szacowano na 8 tys. W tym samym czasie w gmachu Komitetu Wojewódzkiego protestanci wymogli na I sekretarzu rozmowę telefoniczną z sekretarzem KC Janem Szydlakiem w sprawie zniesienia podwyżek. Prokopiak wspominał po latach: „ Domagałem się wydania decyzji w ciągu dwóch godzin, bo była jeszcze możliwość uratowania sytuacji”. Oczywiście Szydlak oświadczył, że on sam nie jest władny odwołać ustawy. Prokopiak pragnąc zyskać na czasie poinformował protestujących, że decyzja zapadnie za 2 godziny. Po kilkunastu minutach do Prokopiaka zatelefonował Mozgawa Komendant Wojewódzki MO, żądał wyjaśnień w sprawie ostatniej rozmowy z Szydlakiem - czy była pozorowana, czy tez nie. Prokopiak odpowiedział, że nie trzeba jej brać poważnie, gdyż to tylko zagrywka. Natychmiast zorganizowano akcje zabrania personelu KW z oblężonego gmachu, ok. 14.35 opuścili oni budynek, który wkrótce potem został zniszczony przez zniecierpliwiony tłum.
W godzinach popołudniowych większe grupki demonstrantów zaczęły skupiać się w różnych częściach miasta. I tak zablokowany został dostęp do kompleksu Urzędu Miejskiego i Wojewódzkiego oraz KW MO, a ludzie obrzucali wyzwiskami pilnujących go milicjantów. Dwa tysiące protestujących pod więzieniem nie wiele mogło wskórać, istniała jednak obawa, że stamtąd skierują w kierunku do zakładów „Walter” po broń, która była tam produkowana.
W okolicach godziny 14.30 do miasta zaczęły wkraczać kolumny milicji, posuwały się ul.1maja, Żeromskiego i 22 lipca. Zomowcy pragnęli się dostać do płonącego komitetu. Siły porządkowe torowały sobie drogę armatkami wodnymi i miotaczami gazów łzawiących, musieli jednak omijać porzucone na ulicy wraki samochodów, przyczep i rusztowań. Zażarcie atakowani byli milicjanci ze Szczytna. Wkroczyli oni do miasta bez pojazdów poruszając się pieszo po ulicach Radomia. Anonimowy świadek opisuje: „w jednym wypadku oblężony i ściśnięty oddział milicji musiał utworzyć jeża, zastawionego tarczami i miotającego na wszystkie strony granaty z gazem łzawiącym. Wówczas to pewien młody człowiek wdarł się na dach kamienicy górującej nad jeżem i z góry kamieniami obrzucał jego wnętrze. Kilkunastu milicjantów odskoczyło od jeża, chcąc uchwycić tego chłopca biegli w kierunku bramy domu. Spostrzegły to kobiety mieszkanki domu i zaczęły obrzucać milicjantów doniczkami z ziemią i drobnym sprzętem domowym.. Milicjanci nie sforsowali tego domu.”
Tuż przed godziną 15.00 tłum demonstrantów zgromadzonych przed siedzibą UW i KW MO natarł na kordon kamieniami i butelkami. Milicjanci zabarykadowali się w gmachu KW MO, atakując protestujących gazem łzawiącym. Z zaatakowanych obiektów filmowano i fotografowano protestujących. Grupa demonstrantów, która przez izbę dziecka chciała się dostać do gmachu MO została szybko obezwładniona i aresztowana.
Apogeum walk nastąpiło pomiędzy szesnasta a siedemnastą. Paliły się wówczas KW PZPR, UW, KW MO, a także kilka wozów strażackich i milicyjnych. Na ulicy Żeromskiego pojawiły się grupki mężczyzn, które rozbijały kijami wystawy sklepowe i dokonywały rabunku. Zdemolowano 66 sklepów, zniszczono 12 kiosków ruchu, 2 kawiarnie, restaurację, bar i aptekę.
Milicjanci mieli do dyspozycji gazy łzawiące, armatki wodne, pojazdu, pałki, zaś demonstranci atakowali ich kamieniami, butelkami, cegłami. W celu utrudnienia poruszania się zmotoryzowanym odwodami milicji palono na ulicach duże ilości szmat. Podczas niektórych starć demonstranci atakowali zomowców toporkami zabranymi wcześniej strażakom. Pojawiły się również próby odcięcia energii miastu.
Około godziny 17.00 podczas próby zepchnięcia przyczepy z betonowymi płytami w dół ulicą 1 maja zginęło pod jej kołami dwóch protestujących: Jan Łabęcki i Tadeusz Zębecki. W tym czasie do KW PZPR dotarły już jednostki straży pożarnej, które pod osłoną ZOMO, przystąpiły do działań. Ogień w gmachu KW zdołano ugasić dopiero około godziny 19.00.
Tymczasem zakłady pracy puściły pracujących normalnie robotników do domu o godzinie 17.00. Wówczas oddziały milicji zaczęły ich zatrzymywać stosując zasadę: brudne ręce równa się uczestnictwo w zamieszkach.
O godzinie 18 tłum milicji odparł atak na Komendę Miejską MO, równocześnie zaczęto gasić ogień pod KW MO. W mieście nadal dochodziło do rabunków. We wczesnych godzinach wieczornych do Radomia przybyły kolejne posiłki ZOMO oraz pododdział żołnierzy Nadwiślańskiej Jednostek Wojskowych MSW. Żołnierze byli uzbrojeni w broń palną i otoczyli kordonem KW PZPR. Liczba milicjantów w Radomiu sięgnęła 1543. Dowództwo nad całością objął zastępca Komendanta Głównego MO – gen. St. Zaczkowski.
Wówczas powoli liczba demonstrantów na ulicach zaczęła się zmniejszać. Milicja zepchnęła walczących na peryferie, przejmując powoli centrum miasta. Nad Radomiem krążyły śmigłowce a milicja waliła pałkami każdego kto znalazł się w jej zasięgu. Do ostatnich starć doszło na ulicy Słowackiego. Rozpraszanie grup demonstrantów trwało do północ.
Jeszcze tego samego dnia Gierek odwołuje podwyżkę w telewizyjnym wystąpieniu. „Był zgaszony, szary, obolały”.

skutki

W czasie starć 25 czerwca w Radomiu pod kołami przyczepy zginęło dwóch protestujących, 121 zostało rannych. Do tego należy dodać 75 poszkodowanych milicjantów. W dniach wzmożonego patrolu ulic śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach poniosły jeszcze dwie osoby: Jan Brożyna i ks. Roman Kotlarz. Zamieszki nie przybrały większych rozmiarów ze względu na niski stopień zorganizowania demonstrantów oraz stosunkowo (24godziny) szybkiej decyzji o zniesieniu podwyżek. Nie bez wpływu na przebieg zamieszek odegrał zakaz używania broni palnej. 26 czerwca towarzysz Gierek mówił do swoich współpracowników: „Tylko moja zimna krew, towarzysze, pozwoliła zachować spokój i uchronić od rozlewu krwi. Gdybym był bardziej emocjonalny, gdybym mniej panował nad nerwami, to prawdopodobnie wczoraj polałaby się krew i nie wiadomo ile osób by zginęło”
Odwołana podwyżka stała się w obliczu bezlitosnych praw gospodarki konieczności, a zatem zapowiedziana przez Jaroszewicza podwyżka cen została tylko odsunięta w czasie. Tak więc skutek i pierwszy postulat, będący zarazem głównym bodźcem protestujących nie został spełniony tylko odłożony w czasie. Władze jednak nie odważyły się już więcej na wcześniejsze poinformowanie społeczeństwa o zmianach w strukturze cen. Ponadto jako środek doraźny zdecydowano się na sprzedawania większej liczby produktów po cenach komercyjnych oraz <co pamięta każdy kto przeżył ten okres> od 20 sierpnia 1976 wprowadzono bony na zakup cukru, co w konsekwencji prowadziło do przywrócenia w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej sytemu kartkowego. Oto jaki wpływ na problem cen wywarł czerwiec 1976r. Faktem jest, iż bezkrytyczna polityka partii musiała ulec zmianie pod presją społeczną.
„Choć strajki z 25 czerwca nie przybrały tak drastycznych form jak w 1970r, MO nie użyła broni palnej , zasięg poczerwcowej represji był niewiele mniejszy niż po Grudniu, (…) szczególnie w Radomiu panowała atmosfera strachu przy całkowitej bezkarności brutalnych i pozaprawnych działań MO i SB oraz usłużności sądów” Masowe represje uczestników manifestacji (pobicia, aresztowania, kolegia, sprawy sądowe, zwolnienia z pracy) będące naturalną (dla władz) konsekwencją zajść zapoczątkowały nie mniej doniosły i jeszcze bardziej brzemienny w skutki proces. Szacuje się że w wyniku łapanki, którą zapoczątkowano już 25 czerwca na ulicach Radomia, zatrzymano 600 osób, z który zdecydowana większość z nich jeżeli nie wszystkie przeszły przez tzw. ścieżki zdrowia. Był to proceder stosowany już wcześniej przez milicję, jednak w czerwcu 1976r. był praktykowany masowo. Polegał na tym, iż potencjalnego „warchoła” prowadzono przez korytarz uformowany przez zomowców podczas gdy oni okładali go czym tylko się dało – najczęściej pałkami.
Wszystkie te brutalne akty przemocy wyglądały wyjątkowo cynicznie w obliczu czułych słówek cedzonych przez usta I sekretarza na zarządzonych odgórnie wiecach społeczeństwa będących wyrazem potępienia warchołów burzących spokój w kraju sprawiedliwości i równości „nasze socjalistyczne państwo jest państwem rządnym, opartym na ładzie i konstytucyjnych swobodach i obowiązkach obywateli” . Gigantyczna kampania propagandowa solidarności z partią, sprowadzała się do trzymania ludzi w pełnym słońcu na nudnych wiecach.
Kolegia, zapoczątkowały swą działalność już 27 czerwca karały początkowo tylko grzywną, następnie w wyniku odgórnych machinacji na trzymiesięczny areszt. Uczestnicy skazywani już wcześniej na grzywnę byli nie rzadko sądzeni raz jeszcze tym razem na karę więzienia. Ogółem w Radomiu przed kolegium stanęło 200 osób.
Masowe zwolnienia z pracy objęły w Radomiu 987 osób.
W lipcu do represji zostały użyte sądy, które choć niezawisłe, bardzo usłużnie słuchały się zaleceń partii. Był problem z selekcją protestantów mających stanąć przed sądem, wkrótce jednak z pośród nich wybrano tych, którzy posiadali kryminalną przeszłość. Miało to swoje podłoże propagandowe. Akty oskarżenia objęły około 190 osób, zostały przy tym tak sformułowane, że oskarżony odpowiadał za to co czynił tłum. Był to zatem rodzaj odpowiedzialności zbiorowej. Spośród oskarżonych skazano 72 osoby z czego 24 na bardzo wysokie kary 5-10 lat więzienia.
Właśnie na salach sądowych zostały nawiązane pierwsze kontakty rodzin poszkodowanych z środowiskami politycznymi i młodzieżowymi, które tym razem nie chciały stać z boku jak w grudniu 1970r. W wyniku zaangażowania prawie wszystkich środowisk politycznych w pomoc represjonowanym przy jednoczesnej potrzebie zorganizowania i skoordynowania działań powstał Komitet Obrony Robotników. Jak pisze w swej książce pt. „PRL dla początkujących” Jacek Kuroń„Bez wątpienia powołanie KOR’u było wielkim sukcesem. Oto bowiem po raz pierwszy powstała jawna organizacja, która stawiając sobie za cel walkę o prawa człowieka pod komunistyczną władzą połączyła tak wiele odmiennych środowisk. W swoim pierwszym szerokim składzie KOR łączył niemal wszystkie (poza niewielkimi grupkami trockistów i endeków) realnie istniejąceśrodowiska niezależne”
W istocie w skład KOR’u wchodziła: chadecja (Kaczorowski), umiarkowana katolicka prawica (Naimski) i lewica (Wujec), tradycyjni socjaliści (Pajdak, Szczypiorski), rewizjoniści ( Jacek Kuroń),
KOR łączył wszystkie pokolenia działaczy od czołowych autorytetów środowisk Akowskich, J. Rybickiego po Borusewicza. Łączył ks. Zieję ze stuprocentowym ateistą Michnikiem. Na liście KOR świadomie nie umieszczono adwokatów – Siły-Nowickiego, Taylora i Olszewskiego.
Pozwolę sobie na zakończenie zacytować raz jeszcze zacytować J. Kuronia, który w błyskotliwy sposób puentuje rolę KOR’u w kształtowaniu się jawnej opozycji, która w konsekwencji doprowadziła do upadku Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Faktem jest, iż KOR powstał na potrzebę chwili – czerwiec 1976r., dopiero potem przekształcił się w stałą organizację KSS „KOR”. W tym świetle najistotniejszym skutkiem czerwcowych zajść jest powstanie KOR, bez wątpienia miało to kluczowy wpływ na losu Narodu Polskiego. Dlaczego?
„Podziały i kontrowersje w środowisku opozycyjnym miały znaczenie drugorzędne tempa, w jakim obrastało ono nowymi ludźmi i instytucjami. W ciągu kilku miesięcy na przełomie 1977 i 1978r. KOR – pierwsza od likwidacji PSL działająca całkowicie jawnie organizacja opozycyjna – osiągnęła więcej niż mogliśmy marzyć: Przełamała barierę społecznego strachu i uruchomiła proces budowania niezależnego społeczeństwa.”

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl