|
powrót
do strony głównej
archiwum
w tym
wydaniu:
Krzysztof Jakubowski:
Maciej
Korkuć:
|
siekacz
Radom czerwiec 1976
geneza
Wydarzenia radomskie z 1976r. nie były incydentem
odosobnionym w „bogatej” pod tym względem historii Polskiej
Rzeczpospolitej Ludowej. Albowiem protesty, manifesty, zamieszki były w
owej „utopi” zjawiskiem stosunkowo częstym. Bezpośrednie
konfrontacje na ulicy – często brzemienne w ofiary, były do
pewnego czasu jedyną formą prawdziwego dialogu prawdziwego społeczeństwa
z państwem, z partią. Co prawda dekada lat siedemdziesiątych naznaczona
przez „panowanie” Gierka – pierwszego sekretarza
Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, była okresem stosunkowo
spokojnym, zestawiając ją np. ze stanem wojennym. Również same zajścia
w Radomiu zestawiając je np. z Grudniem 1970r., były mniej spektakularne
i dramatyczne. Jednak to właśnie zajścia w Radomiu były bardziej
brzemienne w skutkach – zapoczątkowały skomplikowany proces
obalania systemu, poruszyły społeczeństwo. W ich wyniku połączyły się
siły opozycji politycznej, z siłą jaką stanowili coraz bardziej
rozczarowani ideami Marksa robotnicy. Sam Radom było stolicą jednego z
najbardziej zaniedbanych ekonomicznie i społecznie województw. Wielki,
choć jak się okazało pozorny „boom” gospodarczy lat
1971-75, ominął ten region prawie zupełnie. Pod względem liczby osób
przypadających na jedną izbę mieszkalną znajdował się na ostatnim
miejscu miast wojewódzkich. Podobnie sytuował się w wskaźnikach dotyczących
służby zdrowia i zaopatrzenia (infrastruktury handlowo-usługowej).
Zatem nic dziwnego, że miasto to było szczególnie wrażliwe na
wszystkie groźby obniżenia poziomu życia. Dobrobyt z pierwszej połowy
lat 70’ tych okazał się pozorny, a jego konsekwencje zaczęły być
już widoczne w 1976r.
Co prawda w tym okresie realny wzrost płac w skali ogólnokrajowej wyniósł
58%, zamiast planowanych na ten okres 17-18%. Jednak przede wszystkim
bogaciła się grupa osób wpływowych czy „zaangażowanych”,
na drugim biegunie, ludzi egzystujących na granicy minimum socjalnego było
coraz więcej. Poczucie tej niesprawiedliwości w państwie „równości”,
prowadziło do fermentu społecznego. Jednak brakowało bodźca i jedności
do otwartego buntu. Jedyne walki na ulicy w okresie względnego
„dobrobytu” ograniczały się do lokalnych protestów przy
okazji reformy podziału terytorialnego, czy obrony wybudowanych bez
zezwolenia miejsc sakralnych.
Siłą rzeczy z problemem płac wiązał się problem cen, bowiem oba te
czynniki były całkowicie kontrolowane przez państwo. Społeczeństwo było
nie zwykle wrażliwe na punkcie podwyżek, czego dowiodły dramatyczne zajścia
na wybrzeżu w grudniu 1970r. Wstrząs jaki wtedy przetoczył się przez
PRL nie ominął nawet ówczesnego I sekretarza Władysława Gomułkę. W
konsekwencji nowa elita rządząca – „Jaroszewicz-Gierek”
wycofała pod presją strajków projekt skoku cen w lutym 1971. W ten sposób
społeczeństwo mogło się przekonać, że ceny w kraju zależą nie tyle
od czynników ekonomicznych co politycznych, z kolei władzy wszelkie
podwyżki zaczęły się kojarzyć z zagrożeniem wewnętrznego ładu w państwie.
9 stycznia, czyli jeszcze przed wycofaniem grudniowej podwyżki wydano
zarządzenie o zamrożeniu cen na podstawowe artykuły żywnościowe do końca
1972r, w efekcie utrwalono ich fatalny kształt. Dwa lata później kiedy
(zdaniem historyków, socjologów i ekonomów) sytuacja w kraju i zaufanie
do władz było stosunkowo duże podwyżkę odsunięto, zamrażając
30.X1972 ceny na dalsze dwa lata. W tym wypadku władzę zmarnowały
doskonałą okazję do naprawy upośledzonego sytemu cen, zatem musiał tu
zaważyć syndrom grudniowy.
Na inflacje będącą skutkiem trwania szkodliwej struktury cen przy
jednoczesnym wzroście płac, nie trzeba było długo czekać. Pierwsze
groźne syndromy zaczęły się pojawiać już w 1973r. Z roku na rok
dotacja państwa do produkcji chleba, mięsa itd. Nieuchronnie rosła. Rząd
próbował przeciwdziałać inflacji i pustym sklepom „półśrodkami”
wprowadzając podwyżki „ukryte”. Pierwsze projekty zmiany cen
leżały w szufladach już od 1973r., jednak w 1976r. sytuacja okazała się
na tyle beznadziejna, że podwyżka stała się koniecznością. Oto co na
ten temat wspomina Edward Gierek: „W kierownictwie partii i państwa
nieuchronnej nowej podwyżki baliśmy się wszyscy, podświadomie też
staraliśmy się odwlec ją w czasie jak najdalej. W połowie roku 1976
nie było już jednak od niej żadnej ucieczki” . Prace nad jej
kształtem trwały od VII Zjazdu Zjednoczonej Partii Robotniczej, na który
triumf święciła „strategia dynamicznego rozwoju”, opierająca
się na gigantycznych kredytach zachodnich. Jaroszewicz powołał
specjalny zespół na, którego czele stanął T. Pyka, którego zadaniem
było przygotowanie najstosowniejszego wariantu podwyżki. Sam premier był
za „głębokimi” zmianami – do 60 i więcej procent,
ostateczne decyzja należała jednak do biura politycznego KC PZPR, którego
niektórzy członkowie byli przeciw radykalnym posunięciom, proponując
mniejsze podniesienie cen i rekompensaty dla wszystkich. Jak Stwierdził
Zdzisław Grudzień: „(…) nikt nie zabrał głosu. Wszyscy go
<projekt Jaroszewicza> na milcząco przyjęliśmy.(…) I ja byłem
w takiej sytuacji, zabrać głos czy nie. Jeżeli inni nie zabierają,
wszyscy się zgadzają, to ja też, nie powiedziałem nie”.
Konsekwencje można było przewidzieć jak czytamy w artykule
„Polityki” autorstwa T. Turskiego pt. „Radom
1976”: „społeczeństwo od dłuższego czasu spodziewało się
podwyżki (…) gotowe było ją zaakceptować. Nie było wszakże
gotowe na tak drastyczne zmiany”
Państwo nie przewidywało większych odzewów społecznych nie mniej
jednak na kilka tygodni przed uchwaleniem ustawy w MSW rozpoczęto
operacje „Lato’76”. Jeden z najistotniejszych działań
prewencyjnych było powoływanie osób uznanych za politycznie
„nieprawidłowych” na „ćwiczenia wojskowe”, w
samym tylko Radomiu powołano do wojska 40 kryminalistów i 17 osób
podejrzewanych o opozycyjność. Ponadto podjęto decyzje w sprawie
ewentualnego użycia oddziałów ZOMO i innych zwartych formacji MO. Należy
pamiętać, że od Grudnia 1970r. zmotoryzowane odwody zostały liczebnie
podwojone, stając się w ten sposób bardziej dyspozycyjne. Ponadto na
ich wyposażenie wprowadzono nowe armatki wodne polskiej produkcji „Hydromil
1”.
Już 22 i 23 czerwca w społeczeństwie odnotowuję się zwiększone
zainteresowanie obradami sejmu, na których ma zapaść decyzja dotycząca
oczekiwanych podwyżek cen. Jednak dopiero 24 czerwca poza normalnym porządkiem
obrad sejm głosuje nad zgłoszonym przez premiera „wnioskiem rady
ministrów w sprawie propozycji niektórych zmian w strukturze cen
detalicznych oraz zasad rekompensaty społeczeństwu tych zmian” .
Zanim sejm przyjął ustawę „bohatersko” z sejmowej mównicy
przemówił poseł E. Babiuch w imieniu PZPR, ZSL, i SD oraz „grona
posłów bezpartyjnych” z jego ust padały słowa: „Sejm PRL
po wysłuchaniu Prezesa Rady Ministrów w sprawie niektórych zmian w
strukturze cen (...) – udziela poparcia propozycjom rządu i zaleca
poddać je pod konsultacje z przedstawicielami załóg zakładów pracy,
instytucji i gmin oraz przedstawić sprawozdanie z przebiegu tych
konsultacji na posiedzeniu Sejmu” . Oczywiście konsultacje, o których
nie zapomniał wspomnieć poseł Babiuch to rzecz jasna fikcja. Nowy
cennik miał wejść wżycie już od Niedzieli 27 czerwca, zatem na
konsultacje pozostawało raptem dwa dni. Po za tym w dniu obrad sejmu,
rozesłano już do wszystkich województw instrukcje dotyczące reformy,
czy raczej rewolucji cenowej. Zatem szeroko zakrojona polemika społeczna
miała ograniczyć się do poparcia poczynań partii. Co wcale nie znaczy,
że tak się stało.
Jeszcze tego samego dnia premier Jaroszewicz przedstawił zasady
„propozycji” w przemówieniu transmitowanym przez radio i
telewizję. Produkty mięsne i rybne miały podrożeć o 69%, sery i masło
o połowę, drób, fasola i groch o 30%, zaś cukier o 100%. Zgodnie ze
sprawiedliwością wprowadzano również rekompensaty społeczne zgodnie z
zasadą: im większe zarobki tym większa rekompensata. I tak obywatele
mający niższe zarobki dostali 240zł, zaś najlepiej zarabiający (powyżej8000zł)
otrzymali 600. Wszystko to w ramach rozpowszechnionego wówczas w społeczeństwie
hasła że „wszyscy mają jednakowe żołądki”. Podczas przemówienia
premier używał trybu przypuszczającego, na koniec zaś dodał: „
zmiany cen zostałyby wprowadzone w poniedziałek, 28 czerwca br.
(…) Podanie do publicznej wiadomości terminu i zasad reformy na
kilka dni przed wejściem jej wżycie stanowi wyraz zaufania do społeczeństwa,
wiary w poczucie godności i dyscypliny obywatelskiej. Rząd jest głęboko
przekonano, że ludność nie zawiedzie tego zaufania” . Pomimo
jednak głębokiego przekonania rozczarowanie przyszło już dnia następnego…
przebieg
Protesty przeciw drastycznym podwyżkom odbiły się
szerokim echem w całej Polsce jednak największych rozmiarów nabrały w
Ursusie, a przede wszystkim w Radomiu.
Wczesnym rankiem ok. godz. 7.00 w Zakładach mechanicznych im.
„Waltera” w Radomiu jako pierwsza przestała pracować załoga
Wydziału P-6. Następnie w wyniku ich działań w ciągu godziny praca
ustała w całym zakładzie. Do strajkujących przemówił dyrektor ZM
„WALTER”, jednak nie będąc wstanie spełnić ich żądań
nic nie wskórał. O godz. 8.20 około tysiąc pracowników opuściło zakład
udając się do innych miejsc pracy. Po drodze w tłum wmieszali się
funkcjonariusze SB mający na celu dezintegrowanie grupy oraz zbieranie
dowodów na uczestników zajść. Najpierw przyłączyła się do
pracowników „Waltera” robotnicza kadra Zakładów Sprzętu
Grzejnego. Następnie do protestu przyłączali się kolejno robotnicy z
„Radoskóra”, z Fabryki Wyrobów Ogniotrwałych, ZNTK, Wytwórni
Telefonów i Zakładów Tytoniowych. Groźby ze strony aparatu
kierowniczego poszczególnych zakładów, a także kierownictwa partii,
podgrzewały tylko nastroje. Śpiewając hymn i Międzynarodówkę, wydając
okrzyki: „Precz z podwyżką, Jesteśmy głodni. Chcemy chleba i
wolności” tysięczny tłum udał się na ulicę I maja, gdzie
znajdował się gmach KW PZPR. Strajkujący chcieli rozmawiać z I
sekretarzem KW PZPR Januszem Prokopiakiem. O 11.00 zamiast niego wyszedł
J. Adamczyk, apelował do tłumu aby się rozszedł, następnie
zaproponował wyłonienie delegatów do rozmowy z partią. Miarka przebrała
się gdy Adamczyk odpowiedział na zdecydowana odmowę tłumu; „ że
z motłochem rozmawiać nie będzie” wówczas tłum się rozwścieczył
jak wspomina jeden ze świadków tamtego wydarzenia „zmuszono
Adamczyka do zdjęcia garnituru. Następnie w samej bieliźnie uciekał w
kierunku KW. Wraz z nim do gmachu KW dostali się niektórzy członkowie
protestu, zachowywali się jednak stosunkowo spokojnie, próbując nakłonić
I sekretarza do podjęcia działań przeciw zmianom cen. W tym samym
czasie tłum udał się pod Zakłady Mięsne położone na ulicy
Mireckiego, ażeby rozkraść mięso i wędliny. Ok. 10.30 przed
„Wytwórnią Telefonów” doszło do bójki czterystu osobowej
1905r. z pracującymi robotnikami. Do rękoczynów doszło również na
terenie „Radoskóru”, zaś na ul. Rewolucji trzystu młodych w
większości ludzi zablokowało ruch, zapalonymi flagami.
O zajściach zawiadomiono wiceministra spraw wewnętrznych B. Stachurę.
Ten natychmiast wezwał masę posiłków z różnych części kraju.
Wezwano m.in. jednostki ZOMO z Lublina, Łodzi, Kielc i Warszawy. Drogą
lotniczą przybyli słuchacze ze Szczytna i oddział SPMO z Piły. Na
miejscu lokalne władze nie podejmowały do przybycia posiłków żadnych
działań. Nic też dziwnego, albowiem 74 ZOMO’wców nie było w
stanie przeciwstawić się rozszalałemu tłumowi, którego liczebność
pod samą KW PZPR szacowano na 8 tys. W tym samym czasie w gmachu Komitetu
Wojewódzkiego protestanci wymogli na I sekretarzu rozmowę telefoniczną
z sekretarzem KC Janem Szydlakiem w sprawie zniesienia podwyżek.
Prokopiak wspominał po latach: „ Domagałem się wydania decyzji w
ciągu dwóch godzin, bo była jeszcze możliwość uratowania
sytuacji”. Oczywiście Szydlak oświadczył, że on sam nie jest władny
odwołać ustawy. Prokopiak pragnąc zyskać na czasie poinformował
protestujących, że decyzja zapadnie za 2 godziny. Po kilkunastu minutach
do Prokopiaka zatelefonował Mozgawa Komendant Wojewódzki MO, żądał
wyjaśnień w sprawie ostatniej rozmowy z Szydlakiem - czy była
pozorowana, czy tez nie. Prokopiak odpowiedział, że nie trzeba jej brać
poważnie, gdyż to tylko zagrywka. Natychmiast zorganizowano akcje
zabrania personelu KW z oblężonego gmachu, ok. 14.35 opuścili oni
budynek, który wkrótce potem został zniszczony przez zniecierpliwiony tłum.
W godzinach popołudniowych większe grupki demonstrantów zaczęły
skupiać się w różnych częściach miasta. I tak zablokowany został
dostęp do kompleksu Urzędu Miejskiego i Wojewódzkiego oraz KW MO, a
ludzie obrzucali wyzwiskami pilnujących go milicjantów. Dwa tysiące
protestujących pod więzieniem nie wiele mogło wskórać, istniała
jednak obawa, że stamtąd skierują w kierunku do zakładów
„Walter” po broń, która była tam produkowana.
W okolicach godziny 14.30 do miasta zaczęły wkraczać kolumny milicji,
posuwały się ul.1maja, Żeromskiego i 22 lipca. Zomowcy pragnęli się
dostać do płonącego komitetu. Siły porządkowe torowały sobie drogę
armatkami wodnymi i miotaczami gazów łzawiących, musieli jednak omijać
porzucone na ulicy wraki samochodów, przyczep i rusztowań. Zażarcie
atakowani byli milicjanci ze Szczytna. Wkroczyli oni do miasta bez pojazdów
poruszając się pieszo po ulicach Radomia. Anonimowy świadek opisuje:
„w jednym wypadku oblężony i ściśnięty oddział milicji musiał
utworzyć jeża, zastawionego tarczami i miotającego na wszystkie strony
granaty z gazem łzawiącym. Wówczas to pewien młody człowiek wdarł się
na dach kamienicy górującej nad jeżem i z góry kamieniami obrzucał
jego wnętrze. Kilkunastu milicjantów odskoczyło od jeża, chcąc
uchwycić tego chłopca biegli w kierunku bramy domu. Spostrzegły to
kobiety mieszkanki domu i zaczęły obrzucać milicjantów doniczkami z
ziemią i drobnym sprzętem domowym.. Milicjanci nie sforsowali tego
domu.”
Tuż przed godziną 15.00 tłum demonstrantów zgromadzonych przed siedzibą
UW i KW MO natarł na kordon kamieniami i butelkami. Milicjanci
zabarykadowali się w gmachu KW MO, atakując protestujących gazem łzawiącym.
Z zaatakowanych obiektów filmowano i fotografowano protestujących. Grupa
demonstrantów, która przez izbę dziecka chciała się dostać do gmachu
MO została szybko obezwładniona i aresztowana.
Apogeum walk nastąpiło pomiędzy szesnasta a siedemnastą. Paliły się
wówczas KW PZPR, UW, KW MO, a także kilka wozów strażackich i
milicyjnych. Na ulicy Żeromskiego pojawiły się grupki mężczyzn, które
rozbijały kijami wystawy sklepowe i dokonywały rabunku. Zdemolowano 66
sklepów, zniszczono 12 kiosków ruchu, 2 kawiarnie, restaurację, bar i
aptekę.
Milicjanci mieli do dyspozycji gazy łzawiące, armatki wodne, pojazdu, pałki,
zaś demonstranci atakowali ich kamieniami, butelkami, cegłami. W celu
utrudnienia poruszania się zmotoryzowanym odwodami milicji palono na
ulicach duże ilości szmat. Podczas niektórych starć demonstranci
atakowali zomowców toporkami zabranymi wcześniej strażakom. Pojawiły
się również próby odcięcia energii miastu.
Około godziny 17.00 podczas próby zepchnięcia przyczepy z betonowymi płytami
w dół ulicą 1 maja zginęło pod jej kołami dwóch protestujących:
Jan Łabęcki i Tadeusz Zębecki. W tym czasie do KW PZPR dotarły już
jednostki straży pożarnej, które pod osłoną ZOMO, przystąpiły do
działań. Ogień w gmachu KW zdołano ugasić dopiero około godziny
19.00.
Tymczasem zakłady pracy puściły pracujących normalnie robotników do
domu o godzinie 17.00. Wówczas oddziały milicji zaczęły ich zatrzymywać
stosując zasadę: brudne ręce równa się uczestnictwo w zamieszkach.
O godzinie 18 tłum milicji odparł atak na Komendę Miejską MO, równocześnie
zaczęto gasić ogień pod KW MO. W mieście nadal dochodziło do rabunków.
We wczesnych godzinach wieczornych do Radomia przybyły kolejne posiłki
ZOMO oraz pododdział żołnierzy Nadwiślańskiej Jednostek Wojskowych
MSW. Żołnierze byli uzbrojeni w broń palną i otoczyli kordonem KW
PZPR. Liczba milicjantów w Radomiu sięgnęła 1543. Dowództwo nad całością
objął zastępca Komendanta Głównego MO – gen. St. Zaczkowski.
Wówczas powoli liczba demonstrantów na ulicach zaczęła się zmniejszać.
Milicja zepchnęła walczących na peryferie, przejmując powoli centrum
miasta. Nad Radomiem krążyły śmigłowce a milicja waliła pałkami każdego
kto znalazł się w jej zasięgu. Do ostatnich starć doszło na ulicy Słowackiego.
Rozpraszanie grup demonstrantów trwało do północ.
Jeszcze tego samego dnia Gierek odwołuje podwyżkę w telewizyjnym wystąpieniu.
„Był zgaszony, szary, obolały”.
skutki
W czasie starć 25 czerwca w Radomiu pod kołami
przyczepy zginęło dwóch protestujących, 121 zostało rannych. Do tego
należy dodać 75 poszkodowanych milicjantów. W dniach wzmożonego
patrolu ulic śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach poniosły
jeszcze dwie osoby: Jan Brożyna i ks. Roman Kotlarz. Zamieszki nie
przybrały większych rozmiarów ze względu na niski stopień
zorganizowania demonstrantów oraz stosunkowo (24godziny) szybkiej decyzji
o zniesieniu podwyżek. Nie bez wpływu na przebieg zamieszek odegrał
zakaz używania broni palnej. 26 czerwca towarzysz Gierek mówił do
swoich współpracowników: „Tylko moja zimna krew, towarzysze,
pozwoliła zachować spokój i uchronić od rozlewu krwi. Gdybym był
bardziej emocjonalny, gdybym mniej panował nad nerwami, to prawdopodobnie
wczoraj polałaby się krew i nie wiadomo ile osób by zginęło”
Odwołana podwyżka stała się w obliczu bezlitosnych praw gospodarki
konieczności, a zatem zapowiedziana przez Jaroszewicza podwyżka cen
została tylko odsunięta w czasie. Tak więc skutek i pierwszy postulat,
będący zarazem głównym bodźcem protestujących nie został spełniony
tylko odłożony w czasie. Władze jednak nie odważyły się już więcej
na wcześniejsze poinformowanie społeczeństwa o zmianach w strukturze
cen. Ponadto jako środek doraźny zdecydowano się na sprzedawania większej
liczby produktów po cenach komercyjnych oraz <co pamięta każdy kto
przeżył ten okres> od 20 sierpnia 1976 wprowadzono bony na zakup
cukru, co w konsekwencji prowadziło do przywrócenia w Polskiej
Rzeczpospolitej Ludowej sytemu kartkowego. Oto jaki wpływ na problem cen
wywarł czerwiec 1976r. Faktem jest, iż bezkrytyczna polityka partii
musiała ulec zmianie pod presją społeczną.
„Choć strajki z 25 czerwca nie przybrały tak drastycznych form jak
w 1970r, MO nie użyła broni palnej , zasięg poczerwcowej represji był
niewiele mniejszy niż po Grudniu, (…) szczególnie w Radomiu panowała
atmosfera strachu przy całkowitej bezkarności brutalnych i pozaprawnych
działań MO i SB oraz usłużności sądów” Masowe represje
uczestników manifestacji (pobicia, aresztowania, kolegia, sprawy sądowe,
zwolnienia z pracy) będące naturalną (dla władz) konsekwencją zajść
zapoczątkowały nie mniej doniosły i jeszcze bardziej brzemienny w
skutki proces. Szacuje się że w wyniku łapanki, którą zapoczątkowano
już 25 czerwca na ulicach Radomia, zatrzymano 600 osób, z który
zdecydowana większość z nich jeżeli nie wszystkie przeszły przez tzw.
ścieżki zdrowia. Był to proceder stosowany już wcześniej przez milicję,
jednak w czerwcu 1976r. był praktykowany masowo. Polegał na tym, iż
potencjalnego „warchoła” prowadzono przez korytarz uformowany
przez zomowców podczas gdy oni okładali go czym tylko się dało –
najczęściej pałkami.
Wszystkie te brutalne akty przemocy wyglądały wyjątkowo cynicznie w
obliczu czułych słówek cedzonych przez usta I sekretarza na zarządzonych
odgórnie wiecach społeczeństwa będących wyrazem potępienia warchołów
burzących spokój w kraju sprawiedliwości i równości „nasze
socjalistyczne państwo jest państwem rządnym, opartym na ładzie i
konstytucyjnych swobodach i obowiązkach obywateli” . Gigantyczna
kampania propagandowa solidarności z partią, sprowadzała się do
trzymania ludzi w pełnym słońcu na nudnych wiecach.
Kolegia, zapoczątkowały swą działalność już 27 czerwca karały początkowo
tylko grzywną, następnie w wyniku odgórnych machinacji na trzymiesięczny
areszt. Uczestnicy skazywani już wcześniej na grzywnę byli nie rzadko sądzeni
raz jeszcze tym razem na karę więzienia. Ogółem w Radomiu przed
kolegium stanęło 200 osób.
Masowe zwolnienia z pracy objęły w Radomiu 987 osób.
W lipcu do represji zostały użyte sądy, które choć niezawisłe,
bardzo usłużnie słuchały się zaleceń partii. Był problem z selekcją
protestantów mających stanąć przed sądem, wkrótce jednak z pośród
nich wybrano tych, którzy posiadali kryminalną przeszłość. Miało to
swoje podłoże propagandowe. Akty oskarżenia objęły około 190 osób,
zostały przy tym tak sformułowane, że oskarżony odpowiadał za to co
czynił tłum. Był to zatem rodzaj odpowiedzialności zbiorowej. Spośród
oskarżonych skazano 72 osoby z czego 24 na bardzo wysokie kary 5-10 lat
więzienia.
Właśnie na salach sądowych zostały nawiązane pierwsze kontakty rodzin
poszkodowanych z środowiskami politycznymi i młodzieżowymi, które tym
razem nie chciały stać z boku jak w grudniu 1970r. W wyniku zaangażowania
prawie wszystkich środowisk politycznych w pomoc represjonowanym przy
jednoczesnej potrzebie zorganizowania i skoordynowania działań powstał
Komitet Obrony Robotników. Jak pisze w swej książce pt. „PRL dla
początkujących” Jacek Kuroń„Bez wątpienia powołanie
KOR’u było wielkim sukcesem. Oto bowiem po raz pierwszy powstała
jawna organizacja, która stawiając sobie za cel walkę o prawa człowieka
pod komunistyczną władzą połączyła tak wiele odmiennych środowisk.
W swoim pierwszym szerokim składzie KOR łączył niemal wszystkie (poza
niewielkimi grupkami trockistów i endeków) realnie istniejąceśrodowiska
niezależne”
W istocie w skład KOR’u wchodziła: chadecja (Kaczorowski),
umiarkowana katolicka prawica (Naimski) i lewica (Wujec), tradycyjni
socjaliści (Pajdak, Szczypiorski), rewizjoniści ( Jacek Kuroń),
KOR łączył wszystkie pokolenia działaczy od czołowych autorytetów środowisk
Akowskich, J. Rybickiego po Borusewicza. Łączył ks. Zieję ze
stuprocentowym ateistą Michnikiem. Na liście KOR świadomie nie
umieszczono adwokatów – Siły-Nowickiego, Taylora i Olszewskiego.
Pozwolę sobie na zakończenie zacytować raz jeszcze zacytować J.
Kuronia, który w błyskotliwy sposób puentuje rolę KOR’u w kształtowaniu
się jawnej opozycji, która w konsekwencji doprowadziła do upadku
Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Faktem jest, iż KOR powstał na potrzebę
chwili – czerwiec 1976r., dopiero potem przekształcił się w stałą
organizację KSS „KOR”. W tym świetle najistotniejszym
skutkiem czerwcowych zajść jest powstanie KOR, bez wątpienia miało to
kluczowy wpływ na losu Narodu Polskiego. Dlaczego?
„Podziały i kontrowersje w środowisku opozycyjnym miały znaczenie
drugorzędne tempa, w jakim obrastało ono nowymi ludźmi i instytucjami.
W ciągu kilku miesięcy na przełomie 1977 i 1978r. KOR – pierwsza
od likwidacji PSL działająca całkowicie jawnie organizacja opozycyjna
– osiągnęła więcej niż mogliśmy marzyć: Przełamała barierę
społecznego strachu i uruchomiła proces budowania niezależnego społeczeństwa.”
powrót
do strony głównej
now@
on-line czasopismo Internautów http://nowamedia.w.interia.pl
|