"Zgarnęli nas na rogu Żeromskiego i 1 Maja. Do
nyski. Tak nas porzucali, jak worki z kartoflami. Na podłogę. Leżałem
na plecach, a oni - chyba milicjanci MO albo ZOMO - nie pamiętam - stanęli
mi na dłonie i na stopy i dawaj okładać tymi pałami. W kwietniu tego
roku byłem operowany na wyrostek. Bałem się, że od tego bicia szew mi
się otworzy, i prosiłem, żeby mnie chociaż w brzuch nie bili... A oni
tłukli jeszcze mocniej". Stanisław Górski.
Takich - lapidarnych, ale niezwykle ekspresyjnych -
relacji jest na wystawie kilkanaście. Nosi ona tytuł "Czerwiec 1976
- lekcja "socjalistycznej demokracji". Przygotowało ją Biuro
Edukacji Publicznej warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.
W drugiej połowie sierpnia tę ekspozycję można było oglądać w sali
konferencyjnej Starostwa Powiatowego w Mławie. Jednakże zeznania świadków
i pozostałe dokumenty pisane są drugorzędnym materiałem poglądowym
wykorzystanym na tej "lekcji". Zasadniczy środek wyrazu stanowią
zdjęcia z wydarzeń, do jakich doszło w czerwcu 1976 r. w Radomiu i
innych polskich miastach. Wykonali je funkcjonariusze Milicji
Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa (do celów operacyjnych),
reporterzy Centralnej Agencji Fotograficznej (agendy rządowej, obsługującej
prasę), a także osoby prywatne - po kryjomu. Nie bez powodów wystawę
otwierają portrety Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza Komitetu
Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, i pozostałych członków
Biura Politycznego, wybranego w grudniu 1970 r. w wyniku protestów klasy
robotniczej Wybrzeża, krwawo stłumionych przez wojsko i milicję. Dalej
widzimy fotografie małego fiata, Trasy Łazienkowskiej , Zamku Królewskiego
w Warszawie, Gierka z gospodarską wizytą u wielkopolskiego chłopa.
Starsi pamiętają: to propagandowe symbole "drugiej Polski" -
hasła, które rzucił szef partii, rozbudzając konsumpcyjne apetyty społeczeństwa.
Ów "przyspieszony rozwój", który miał doprowadzić do
zbudowania czegoś, co można by nazwać komunistycznym kapitalizmem,
realizowany był głównie za kredyty zaciągane na Zachodzie. Ogromnych
sum dolarów nie mogła racjonalnie spożytkować scentralizowana, oparta
na "księżycowej" ekonomii gospodarka. Załamanie nastąpiło w
połowie lat siedemdziesiątych, kiedy trzeba było zacząć spłacać pożyczki.
Pod sklepami (kolejne charakterystyczne zdjęcie ) pojawiły się
"ogonki".

Władze zdecydowały się zrównoważyć podaż z
popytem sposobem administracyjnym. 24 czerwca 1976 r. premier Piotr
Jaroszewicz zapowiedział podwyżki cen artykułów żywnościowych. I
tak: mięso i jego przetwory miały zdrożeć o 69%, masło i nabiał - o
50%, cukier - o 100%. Wzrost cen powiązany został z rekompensatami pieniężnymi,
ale obliczanymi podług skrajnie niesprawiedliwych zasad. Ci, których
pensje nie przekraczały 1300 zł, mieli otrzymać tzw. osłonę socjalną
w wysokości 240 zł, podczas gdy lepiej sytuowani - zarabiający ponad
8000 zł - nawet po 600 zł. Z politycznego punktu widzenia była to po
prostu głupia decyzja. Trudno nie odnieść wrażenia, że ekipa Gierka -
mająca przecież w pamięci Grudzień '70, zapoczątkowany również
podwyżkami cen żywności - zupełnie straciła głowę. Jednorazowego i
prawie 70-procentowego wzrostu cen mięsa nie mogła zaakceptować klasa
robotnicza, oficjalnie nazywana "przewodnią siłą". Nazajutrz
z rana pracownicy Zakładów Metalowych im. Waltera w Radomiu -
niezadowoleni ze skali podwyżek - rozpoczęli strajk. W południe wyszły
na ulice, dołączyły się do nich załogi innych przedsiębiorstw.
Liczny tłum zgromadził się przed gmachem Komitetu Wojewódzkiego PZPR.
Część demonstrantów wdarła się do wnętrza budynku, po czym
wyrzucano przez okna dywany, meble, telewizory, a także markowe wędliny,
które było znaleźć w normalnych sklepach. W końcu zapłonęła
siedziba partii; nie wiadomo, kto podłożył ogień.
Od godz. 15.00 na ulicy Żeromskiego grupa osób -- nie nękana przez siły
porządkowe - rozbijała witryny sklepów; część z nich zostanie splądrowana
i okradziona. Tymczasem do Radomia nadciągnęły posiłki milicji,
funkcjonariuszy służb specjalnych i wojska. Otrzymały rozkaz
rozproszenia zgromadzeń, napotkały opór. Rozpoczęła się regularna
bitwa uliczna. Zakończyła się ok. 19.00. Zginęło dwu manifestantów
Jan Łabędzki i Tadeusz Ząbecki. Rannych zostało - według źródeł
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - 75 funkcjonariuszy MO i co najmniej 121
cywilów. Ze zgromadzonych na wystawie zdjęć wieje grozą: płonący
komitet, barykady, wywrócone samochody, armatki wodne, uciekający w popłochu
robotnicy, uzbrojeni w pałki i gaz łzawiący ZOMO-wcy. W tym samym dniu
- o czym przypomina ekspozycja - do demonstracji ulicznych doszło również
w Płocku i w Ursusie. Strajki protestacyjne zaś objęły 97 zakładów w
24 województwach (dane KC PZPR).
Władze postanowiły surowo rozprawić się z manifestantami. Według
oficjalnych informacji: w Radomiu zatrzymano 634 osoby, w Ursusie - 172, w
Płocku - 55. Dane środowisk opozycyjnych mówią o znacznie większej
liczbie szykanowanych. Tylko w Radomiu miano zwolnić z pracy w trybie
natychmiastowym 939 osób. Symbolem represji, przypominającym najbardziej
ponure lata stalinowskie, stały się wszakże tzw. "ścieżki
zdrowia". Nazwa jest przewrotna. Nawiązuje - o ironio losu! - do
popularyzowanego wtedy w telewizji nawyku codziennego biegania i powstających
tu i ówdzie miejsc do uprawiania sportu dla zdrowia. W Radomiu "ścieżka
zdrowia" wyglądała tak: schwytanych na ulicach demonstrantów, a
nierzadko i przypadkowych przechodniów, przywożono do budynku MO, gdzie
przepuszczano ich między ZOMO-wcami z pałami w rękach i pianą na
ustach. "Trzeba było szybko biec. Twarz zasłoniłem , to tłukli po
rękach. Puchły mi. Cztery palce złamane, po dwa w każdej ręce" -
wspomina jeden z mieszkańców miasta. Dlaczego Gierek - strojący się w
szaty liberała - aprobował tak brutalne i perfidne metody karania
niepokornych robotników? Niewątpliwie I sekretarz był zaskoczony
protestem, potraktował go nader osobiście. On -- uważający się za
opatrznościowego przywódcę narodu - nawet nie dopuszczał do siebie myśli,
że świat pracy może podnieść na niego rękę. "Ścieżki
zdrowia" i pozostałe formy represji były zemstą za "niewierność"
i "niewdzięczność". Jednocześnie została uruchomiona
ogromna i agresywna machina propagandowa. Nie przebierała w słowach.
Uczestników demonstracji nazywano "warchołami" i był to chyba
najbardziej wulgarny epitet od czasów owego "łańcuchowego psa
reakcji". Co więcej, partia chcąc podtrzymać mit o swoim
powszechnym autorytecie, organizowała masowe spędy. Na wielotysięcznych
wiecach wybrani "przedstawiciele robotników" wygłaszali, najczęściej
w prymitywny sposób, deklaracje o całkowitym poparciu dla
"kierowniczej siły" i jej szefa.
W rzeczywistości Czerwiec'76 był wyrazem klęski polityki "przyśpieszonego
rozwoju", a przede wszystkim stanowił przestrogę, z której rządzący
nie potrafili wyciągnąć właściwych wniosków. Gospodarka zaczęła
staczać się po równi pochyłej. Wystraszone władze wycofały się z
planu podwyżki cen, ale w zamian wprowadziły kartki na cukier. W następnych
latach reglamentacja obejmowała coraz to nowe towary codziennego użytku,
przybierając nierzadko groteskowy charakter. System karkowy dotrwał w
Polsce do 1989 r. Nie ma wątpliwości, iż bezpośrednią przyczyną wystąpień
robotniczych w 1976 r. była zapowiedź wzrostu cen. Ale nie był to tylko
bunt rozgoryczonych konsumentów. Miał również głębsze źródła.
Szukać ich trzeba w ekonomicznej i politycznej niewydolności ustroju
komunistycznego.
-- Takie sceny, jak robotnicy na wózkach z biało-czerwoną flagą czy płonący
komitet partii, świadczyły o tym, że nie chodziło tylko o kiełbasę -
na otwarciu wystawy w Mławie mówił prof. Jerzy Eisler, naczelnik Biura
Edukacji Publicznej IPN.
Czerwciec'76 - choć pozostaje w cieniu Czerwca'56 czy Grudnia'70 - miał
również kapitalne znaczenie dla kształtowania się opozycji
demokratycznej. Działalność utworzonego wtedy Komitetu Obrony Robotników
i już wcześniej powstałych niezależnych grup zaczęła przybierać
formy zorganizowanej, systematycznej i jawnej pracy. W społeczeństwie
polskim została wówczas przełamana kolejna bariera strachu przed władzą.
To już historia. Niemniej jeszcze długo będziemy odczuwać skutki
polityki gospodarczej, przed którą ostrzegał Radom. Gierkowskie długi
należy bowiem spłacić. Na przykład w 2008 r. z tego tytułu na
statystycznego Polaka przypadnie ponad 800 zł.
Wystawa powstała według scenariusza Pawła Sasanki - w dwu niemal
identycznych egzemplarzach. Jeden z nich przeznaczony jest do prezentacji
w regionalnych oddziałach IPN, drugi - w powiatowych ośrodkach Mazowsza.
Oprócz fotografii i dokumentów pisanych w klimat tamtych czasów
wprowadzają widza nagrania dźwiękowe i audiowizualne, m.in. przemówienie
premiera Jaroszewicza i relacje z "wieców poparcia". W Mławie
zainaugurowano wędrówkę ekspozycji po województwie mazowieckim. Stąd
trafiła ona do Przasnysza, potem znajdzie się w Ciechanowie, Pułtusku i
innych miastach.