|
powrót
do strony głównej
archiwum
w tym
wydaniu:
Patryk Dole:
Krzysztof Kawalec:
Krzysztof
Mazowski:
PiS:
Marek
Rezler:
Marcin Urban:
|
Roman Mazurkiewicz
SIEDEM PIECZĘCI BOGURODZICY
Bogurodzica dziewica, Bogiem sławiena Maryja,
U twego syna Gospodzina matko zwolena, Maryja!
Zyszczy nam, spuści nam.
Kyrieleison.
Twego dziela Krzciciela, bożycze,
Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze.
Słysz modlitwę, jąż nosimy,
A dać raczy, jegoż prosimy:
A na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie rajski przebyt.
Kyrieleison.
Nie ma chyba w dziejach naszej literatury dzieła bardziej
zagadkowego niż Bogurodzica
- pierwsze słowo polskiej, chrześcijańskiej poezji, najdawniejsza
nasza pieśń - "pieśń ojców" (carmen patrium), jak
nazwali ją potomni (m.in. Jan Długosz). Jeden z najwytrwalszych jej
badaczy, Aleksander Brückner, stwierdził niegdyś, że na zawsze
pozostanie ona "zagadką zamkniętą na siedem pieczęci".
Jeśli się pomylił, to niewiele; pomimo ogromnego w ostatnich dziesięcioleciach
postępu badań nad naszym Średniowieczem, najważniejszych z owu
"siedmiu pieczęci" nie udało się dotychczas - i zapewne
nie uda się w przyszłości - złamać. Nie rozstrzygnięto
definitywnie tak podstawowych kwestii, jak czas i miejsce powstania Bogurodzicy,
jej autorstwo czy ewentualna zależność od wzorów obcych. Wciąż
nie potrafimy precyzyjnie powiedzieć, jak daleko w głąb naszych
dziejów sięgają korzenie tej pieśni. Czy rzeczywiście aż do czasów
"ojców" - pierwszych naszych władców i cudzoziemskich
misjonarzy rzucających w pogańską glebę ziarna chrześcijańskiej
wiary, do czasów świętego Wojciecha, którego już zapewne w Średniowieczu,
a na pewno od początku XVI stulecia uznawano za natchnionego autora Bogurodzicy?
A może zrodziły ją wieki późniejsze, gdy wiara nieco okrzepła,
na tyle przynajmniej, że poczęła zasilać swym ożywczym
strumieniem rodzimą kulturę literacką i artystyczną - stulecie
XIII - jak coraz powszechniej uważa się pośród filologów? Byli i
tacy (np. Julian Krzyżanowski), którzy datowali powstanie pieśni
dopiero na schyłek wieku XIV.
A nieznany twórca Bogurodzicy? Wiemy, że w Średniowieczu
kwestię autorstwa postrzegano zupełnie inaczej niż obecnie; autor,
najczęściej duchowny, pisał przede wszystkim dla "pomnożenia
chwały Bożej", o prawdach powszechnie znanych i akceptowanych
(najczęściej objawionych lub przekazanych przez tradycję), swoje własne
imię pokornie przemilczając, lub w najlepszym razie zaszyfrowując w
kunsztownych akrostychach. W przypadku jednak dzieła tak wybitnego i
starożytnego jak Bogurodzica, jest rzeczą całkiem zrozumiałą, że
wielu jej badaczy za wszelką cenę starało się ustalić imię twórcy.
Prócz wspomnianego już św. Wojciecha (ok. 956-997) wymieniano np.
św. Jacka Odrowąża (ok. 1200-1257) czy franciszkanina Boguchwała
(XIII w.).
Oryginału czy choćby inspiracji naszej pieśni szukano gdzie
tylko było można: w hymnografii grecko-bizantyńskiej, w tradycji
cerkiewnosłowiańskiej, ruskiej, łacińskiej, czeskiej,
niemieckiej... Nigdzie jednak bezpośredniego wzorca literackiego nie
udało się odnaleźć, choć podobieństw treściowych,
kompozycyjnych i melodycznych jest sporo, zarówno w spuściźnie
chrześcijańskiego Wschodu, jak Zachodu. Coraz donośniej mówi się
więc - choć brzmi to wręcz niewiarygodnie na tle naszej wiedzy o
poziomie rodzimej kultury literackiej w wieku XIII - o artystycznej
oryginalności Bogurodzicy.
Najstarszy zachowany przekaz pieśni (dwuzwrotkowa "część
archaiczna", do której później dołączano dalsze strofy)
pochodzi dopiero z początku wieku XV, a zatem z pewnością różni
się od brzmienia oryginału, który musiał powstać o wiele wcześniej.
O ile wcześniej? Porównanie języka Bogurodzicy
z językiem zachowanych fragmentów tzw. Kazań
świętokrzyskich,
spisanych w wieku XIV, ale z pewnością ze starszego pierwowzoru,
dowodzi, że dwie najstarsze strofy pieśni zawierają słowa i formy
gramatyczne, jakich w Kazaniach,
a tym bardziej w zabytkach późniejszych już nie spotykamy; są
zatem unikatami lub archaizmami. Należą tu przede wszystkim wyrazy:
"Bogurodzica" (dziś powiemy: "Bogarodzico"),
"dziela" ("dla", "za przyczyną") oraz
"bożycze" ("Synu Boga"). Pozostałe zwroty pieśni
są bardziej zrozumiałe, choć ich poprawne odczytanie również
nastręczało filologom niemało kłopotów. Co jest zatem treścią Bogurodzicy?
W "tłumaczeniu" na język dzisiejszej polszczyzny dwie
najstarsze zwrotki można by wyłożyć w sposób następujący:
Bogarodzico Dziewico, przez Boga uwielbiona Maryjo,
U twego Syna Pana matko wybrana, Maryjo!
Pozyskaj nam, ześlij (daj) nam!
Panie, zmiłuj się!
Przez wzgląd na twego Chrzciciela, Synu Boga,
Usłysz głosy, spełnij (użyźnij) myśli (pragnienia) ludzkie.
Wysłuchaj modlitwy, którą zanosimy,
I racz nam dać to, o co prosimy:
Na świecie pobożne (szczęśliwe) życie,
Po żywocie przebywanie w raju.
Panie, zmiłuj się!
Wcale jednak nie jest pewne, czy tak właśnie rozumieli słowa pieśni
ruszający do grunwaldzkiego starcia wojowie Jagiełły. Bo oto już
dwa początkowe wersy niosą ładunek sensu trudny do uchwycenia w
"pierwszej lekturze". Wypełnia je rozbudowana, składająca
się z dwóch symetrycznych członów apostrofa do Maryi. Ale nie do
tej z tkliwych obrazków betlejemskich czy przejmujących współczuciem
scen Ukrzyżowania; przeciwnie - do królującej w chwale niebiańskiej
("Bogiem sławiena"), w przedziwny, niepojęty dla ludzkiego
rozumu sposób przedwiecznie wybranej na Matkę ("Matko
zwolena") Boga. Tytuł "Bogurodzica" (zwróćmy uwagę
na niezwykłą formę połączenia członów tego złożenia: nie dopełniaczową
- "Boga-rodzica", lecz celownikową:
"Bogu-rodzica"; a więc nie "kogo" a
"komu") wywodzi się od greckiego słowa Theotokos
(przez pośrednictwo starosłowiańskiego Bogorodica)
i niesie w sobie pamięć polemik pierwszych stuleci chrześcijaństwa
wokół dogmatu o boskości Chrystusa, a co za tym idzie, również o
prawo Maryi do tytułu Bożej Rodzicielki. Kwestię rozstrzygnął
ostatecznie Sobór w Efezie w roku 431 i odtąd w hymnografii, zwłaszcza
na chrześcijańskim Wschodzie, powstają niezliczone pieśni na cześć
Theotokos.
W apostrofie Bogurodzicy zawiera się zatem maksymalnie
skondensowany wykład podstawowych prawd mariologicznych: o Jej Boskim
Macierzyństwie, wieczystej czystości, chwale niebiańskiej.
Charakterystyczne, że w obu wersach apostrofy "ziemskie"
imię - Maryja - przesunięte zostało na sam koniec (choć większość
łacińskich hymnów maryjnych od niego się właśnie rozpoczyna). A
zatem całe dwa inicjalne wersy pierwszej strofy wyrażają dogmat równoczesnego
bosko-ludzkiego macierzyństwa Maryi oraz ogrom płynącej stąd chwały
i mocy. Co ciekawe, perspektywa charakterystyki adresatki jest jakby
"odwrócona" w stosunku do czasu ludzkiego, historycznego:
postępuje w ruchu zstępującym "od góry" - od tytułu
"niebiańskiego" ("Bogurodzica"), wiecznego
"teraz i zawsze", do wspomnienia centralnego dla teologii
pieśni faktu Wcielenia Chrystusa, zapoczątkowanego przyzwoleniem
Maryi wypowiedzianym w ciszy Nazaretu ("A Dziewicy było na imię
Maryja"). Jeśli teraz uświadomimy sobie, że podmiotem mówiącym
(modlącym się) w pieśni jest społeczność wiernych (zob. zaimki
osobowe i formy czasownikowe) pozostająca w świecie doczesnym, na
poziomie "ziemskiego pobytu", uderzy nas "strzelistość"
tej modlitwy, jej potężna energia pozwalającą przekroczyć ogromną
przestrzeń pomiędzy "dołem" ziemskiego bytowania, a
"górą" niebiańskiej chwały, w której przebywa adresatka
pieśni.
Zanim jednak zapytamy o treść kierowanej do Niej prośby, zastanówmy
się przez chwilę nad gramatycznymi formami wołaczy nagromadzonych w
apostrofie pierwszej zwrotki. "Bogurodzica",
"Dziewica", "Maryja" - to formy mianownikowe;
"matko" - to wołacz. Skąd to zróżnicowanie? Tradycyjnie
uważano, że mianownik pełnił wówczas jakby bardziej "dostojną"
funkcję wołacza; poza tym nagromadzenie form mianownikowych daje
efekt nasycenia pierwszej zwrotki współbrzmieniami samogłoski
"a", co było charakterystyczne dla ówczesnej hymnografii
łacińskiej. Ale możliwa jest też inna hipoteza: pierwszy wers pieśni
to nie apostrofa, ale jakby "niebiański adres" czy
wizerunek "Bogiem sławienej" Maryi; dopiero wołacz
"matko" dynamizuje ów statyczny, dostojny, chciałoby się
rzec "ikonowy" obraz, inicjując ruch modlitwy skierowanej
"w górę". To tylko jedno z wielu miejsc Bogurodzicy,
do których winniśmy podchodzić z interpretacyjną pokorą.
Bo już kolejny fragment tekstu pierwszej zwrotki jawi się jeszcze
bardziej zagadkowo: "zyszczy nam, spuści nam!". Wyraźne,
świadome skontrastowanie rozbudowanej apostrofy z dwoma,
skonstruowanymi symetrycznie, maksymalnie zwięzłymi rozkaźnikami.
Wyczuwamy, że zawarto w nich całą żarliwość ludzkiej modlitwy -
o co jednak?
Przez dziesięciolecia toczono spory o właściwe odczytanie sensu
prośby skierowanej do Maryi w pierwszej zwrotce pieśni:
"zyszczy nam, spuści nam!". Kogo lub co miałaby nam Boża
Rodzicielka "zyskać" i "spuścić"? Problem w
tym, że modlitwa ta nie zawiera dopełnienia; trzeba go więc samemu
poszukać w tekście pieśni. Od wieku XVI odczytywano to miejsce
najprościej: zjednaj i spuść nam Syna (w sensie: "ześlij",
"daj" - podobnie jak w jednej z średniowiecznych modlitw
maryjnych: "Da mihi, o dulcissima, / Tuum da dilectum" -
"Daj mi, o Przenajsłodsza, / Daj twego umiłowanego", czy
też we współczesnej pieśni kościelnej - "Daj mi Jezusa, o
Matko droga..."). Zjednaj zatem i spuść (daj) nam twego Syna -
jako Jego i nasza Matka, przez którą On rodzi się w sercu każdego
człowieka, w życiu każdego - zwłaszcza świeżo ochrzczonego -
narodu. Ponieważ jednak takiemu rozumieniu prośby do Maryi niektórzy
badacze zaczęli zarzucać "niezgodność z doktryną katolicką",
pojawiły się próby przenośnego odczytania rozkaźnika "spuści
nam" jako "uczyń nam przychylnym" (Ewa Ostrowska).
Istnieje jeszcze inna możliwość: uznać za domyślne dopełnienie
skierowanej do Maryi prośby "spuści nam" łaski pozyskane
przez Nią ("zyszczy nam") u Syna Gospodzina. Tu jednak
pozostaniemy przy tradycyjnej (tak "czytał" Bogurodzicę
m.in. Piotr Skarga) interpretacji: chodzi o pozyskanie i
"spuszczenie" Chrystusa - w sensie duchowym rzecz jasna - a
więc o jego duchowe przyjście, narodziny (stąd pośrednictwo Matki)
w życiu każdego wiernego i całej chrześcijańskiej społeczności.
Zauważmy bowiem, że przy takiej lekturze Bogurodzica
byłaby świadectwem żywej wiary w trojakie przyjście Chrystusa:
przyjście historyczne (przeszłość Wcielenia), nieustanne Jego
przychodzenie duchowe (teraźniejszość modlitwy "zyszczy nam,
spuści nam"), wreszcie przyjście ostateczne, przyszły Sąd, który
ma być bramą wiodącą od "zbożnego pobytu" na ziemi do
"rajskiego przebytu" w niebie.
Jeśli nawet zaproponowane powyżej odczytanie prośby
"zyszczy nam, spuści nam" wydawać by się mogło zbyt śmiałe
z perspektywy teologicznej ortodoksji (jakkolwiek w wielu pieśniach
średniowiecznych prosi się Matkę Boga o zmiłowanie czy wręcz o
odpuszczenie win), owa śmiałość modlitewnej ekspresji łagodzona
jest nadrzędnym odniesieniem całej modlitwy do Chrystusa-Boga; zaraz
po "spuści nam" następuje refreniczna aklamacja Kirie
eleison -
"Panie, zmiłuj się". Bo przecież nie Maryja lecz Chrystus
- Kyrios,
Gospodzin, Bożyc - jest nadrzędnym, głównym adresatem modlitwy Bogurodzicy;
maryjny charakter ma jedynie pierwsza zwrotka, nie zaś cała pieśń,
jak to się zwykło uważać.
W drugiej strofie jako pośrednik i orędownik ludzkich modlitw
adresowanych do Chrystusa pojawia się św. Jan Chrzciciel:
"Twego dziela Krzciciela, bożycze..." Dlaczego właśnie
on? Dlaczego - powtórzmy za wspomnianym już Aleksandrem Brücknerem
- nie św. Józef, św. Anna, matka Maryi, czy umiłowany uczeń
Jezusa, Jan Ewangelista? Odpowiedź jest w istocie banalna: bo w
tradycji chrześcijaństwa pierwszego tysiąclecia (szczególnie na
Wschodzie) to właśnie Jan, Herold i Poprzednik Chrystusa, Jego
Chrzciciel (a więc jakby "ojciec chrzestny"!) uważany był
za największego po Bogarodzicy świętego w niebiańskiej hierarchii.
Zresztą przypomnijmy słowa samego Jezusa: "Między narodzonymi
z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela" (Mt 11,
11). Tę prawdę wyrażała chrześcijańska liturgia, hymnografia, a
nade wszystko sztuka. Od VI wieku w Bizancjum, a od czasów wypraw
krzyżowych również na łacińskim Zachodzie przedstawiano Chrystusa
jako Pana i Sędziego świata w asyście dwojga największych orędowników
grzesznej ludzkości - właśnie Bogarodzicy
i Jana Chrzciciela. W historii sztuki przedstawienie to określa się
terminem deesis
(gr. modlitwa, błaganie). Z czasów najbliższych przypuszczalnemu
datowaniu Bogurodzicy zachowało się m.in. malowidło deesis w
kolegiacie w Tumie pod Łęczycą (ok. poł. XII w.). Trudno jednak byłoby
doszukiwać się jakichś genetycznych zależności pomiędzy deesis
a Bogurodzicą
- pokrewieństwo obrazu i pieśni wynika przede wszystkim stąd, że
wyrażają tę samą, najwidoczniej powszechnie wówczas akceptowaną
ideę.
A zatem Chrystus jako adresat nadrzędny, oraz Maryja i Jan
Chrzciciel jako pośrednicy pomiędzy ludźmi a Nim - i odwrotnie: za
przyczyną Jana prosimy: "usłysz głosy, napełń myśli człowiecze",
a zatem i o wysłuchanie modlitw, i o spełnienie ludzkich myśli -
zgodnie z Prawdą Objawienia. Bo podobnie jak Maryja była w pierwszej
strofie Pośredniczką Boskiego Wcielenia, tak Jan jest tutaj Pośrednikiem
Boskiego Objawienia - całkiem jak w Ewangelii: Maryja daje (rodzi)
Chrystusa, Jan Go objawia światu. Zauważmy przy tym głęboki związek
pośrednictwa Jana ze Słowem (Chrystus jako "Słowo, które Ciałem
się stało") - "usłysz głosy, słysz modlitwę" -
bynajmniej nie przypadkowy! Wszakże Jan Chrzciciel, objawiający
ludowi nadchodzącego Mesjasza, nazwany został w Ewangelii "głosem
wołającego na pustyni" (Mt 3, 3).
O co nasi przodkowie modlili się zatem w Bogurodzicy?
Do Maryi o owoce Wcielenia ("spuści nam"); przez Jana
Chrzciciela o owoce Objawienia ("napełń myśli"); do
Chrystusa - za wstawiennictwem obojga pośredników - o dobra
najprostsze i najcenniejsze zarazem: "na świecie zbożny pobyt,
po żywocie rajski przebyt".
Powtórzmy raz jeszcze - nieznany twórca Bogurodzicy, bez wątpienia
znakomity teolog, zawarł w pieśni liczącej niespełna pół setki słów
elementarne prawdy chrześcijańskiej wiary: o Wcieleniu Chrystusa, o
Boskim Macierzyństwie Maryi i Jej wieczystym dziewictwie, o Jej
przebywaniu w chwale niebiańskiej, o skuteczności pośrednictwa świętych,
o ludzkim bytowaniu w perspektywie wieczności. Nie przypadkiem zatem
przez stulecia uważano Bogurodzicę
za "katechizm ojców"; jeszcze na początku wieku XVII pisał
Stanisław Grochowski:
Ta jedna była ich wiary tablica:
Pacierz a Credo i Bogurodzica.
Ale nie tylko ogromna kondensacja treści teologicznych zdumiewa w Bogurodzicy.
Zadziwia również niezwykle precyzyjna, chciałoby się powiedzieć
"matematyczna" dyscyplina rytmiczna i brzmieniowa tekstu,
kunsztowna melodia, znakomite operowanie antytezą. Zacznijmy od tego
ostatniego, gdyż wiąże się bezpośrednio z charakteryzowaną powyżej
warstwą treściową. Antyteza, paradoks, oksymoron - to figury naszej
myśli i mowy, które choć w przybliżeniu zdolne są oddać
tajemnice podstawowych prawd wiary (dogmatów). Ponieważ w Bogurodzicy,
jak stwierdziliśmy, mamy do czynienia z całym wykładem prawd
teologicznych, nie dziwi fakt, że podstawowymi środkami ich wyrażania
są antytezy i paradoksy:
Bogurodzica Dziewica - Maryja, stworzenie Boga, jest Jego
rodzicielką; jest matką i dziewicą zarazem;
twego Syna Gospodzina - Syn Maryi jest równocześnie jej Panem;
Matko zwolena - Syn wybrał sobie Maryję na matkę;
spuści nam - Maryja, Matka Chrystusa, jakkolwiek przebywając z
Nim w chwale niebiańskiej jest od Niego zależna, może - jako
wieczysta Bogarodzica - pośredniczyć w nieustannych Jego narodzinach
w świecie;
Bożycze - człowiecze - antyteza "Bóg - człowiek"
przezwyciężana w akcie krążenia modlitwy i łaski;
pobyt (doczesność) - przebyt (wieczność)
Zauważmy przy tym, że w większości z wymienionych antytez określenia
przeciwstawne znaczeniowo spaja ze sobą podobieństwo brzmieniowe i
rytmiczne, co - na zasadzie coincidentia
oppositorum
(zgodność przeciwieństw) - jeszcze mocniej akcentuje ich
paradoksalność.
Również konstrukcja rytmiczna i brzmieniowa Bogurodzicy
świadczy o wszechstronnej erudycji anonimowego twórcy. W sferze
poetyki czerpał on mistrzowsko z tradycji ówczesnej łacińskiej
poezji liturgicznej, ściśle związanej z muzyką i z chóralnym śpiewem
kościelnym. W zakresie gatunkowym natomiast Bogurodzica
uznawana jest przez badaczy za tzw. trop, czyli tekstowe rozwinięcie
modlitewnej, ogromnie w średniowiecznej liturgii popularnej aklamacji
Kyrie eleison.
Jak pokazała ostatnio Teresa Michałowska, tekst Bogurodzicy,
zapisywany tradycyjnie w dwóch niejednakowych co do długości
zwrotkach, można - idąc za wzorem tropów i sekwencji łacińskich -
podzielić na rymowane cząstki o ustabilizowanej liczbie sylab i
pogrupować w odpowiadające sobie (a więc paralelne) pod względem
rytmicznym i brzmieniowym tzw. mikrostrofki. Zwrotka pierwsza rozpada
się wówczas na trzy, natomiast zwrotka druga na cztery
"mikrostrofki":
|
Bogurodzica
dziewica
Bogiem sławiena
Maryja
|
5
3
5
3
|
U twego Syna
Gospodzina
matko zwolena,
Maryja!
|
5
4
5
3
|
|
Zyszczy nam,
Spuści nam.
|
3
3
|
|
Kyrieleison.
|
|
Twego
dziela
Krzciciela,
bożycze,
|
4
3
3
|
Usłysz głosy,
Napełń myśli
człowiecze.
|
4
3
3
|
|
Słysz
modlitwę,
jąż nosimy
a dać raczy,
jegoż prosimy:
|
4
4
4
5
|
A na świecie
Zbożny pobyt,
Po żywocie
rajski przebyt.
|
4
4
4
4
|
|
Kyrieleison.
|
Zasada paralelizmu rytmicznego i brzmieniowego wiąże nie tylko
pary poszczególnych "mikrostrofek", ale również pary składających
się na nie wersów. Tak np. dwie pierwsze zwrotki zbudowane są
niemal symetrycznie pod względem rytmicznym, a ponadto wszystkie ich
wersy kończą się rymem samogłoskowym -a. Możnaby wręcz doszukiwać
się w budowie Bogurodzicy
realizacji zasad średniowiecznej estetyki opartej na idei proporcji,
symetrii i symboliki liczbowej (ostatnio ukazało się na ten temat
obszerne studium zatytułowane - jakże znamiennie - Architektura
"Bogurodzicy".
Na początku dziejów polskiej literatury zdarzył się cud
arcydzieła. Arcydzieło wszakże zawsze jest tajemnicą. Jest nią i
pozostanie również Bogurodzica
- "zagadka zamknięta na siedem pieczęci".
*Tekst niepublikowany.
http://www.staropolska.gimnazjum.com.pl/
powrót
do strony głównej
now@
on-line czasopismo Internautów http://nowamedia.w.interia.pl
|