now@ on-line  maj  2002

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

Mariusz Dastych:

Patryk Dole:

Krzysztof Kawalec:

Zbyszek Koreywo:

Krzysztof Mazowski:

pułapka

Roman Mazurkiewicz:

siedem pieczęci

Józef Piłsudski:

PiS:

Marek Rezler:

Marcin Urban:

 

Krzysztof Mazowski

Polonijna pułapka 2

pod rozwagę na spotkaniu Polonii w Senacie RP

Nie dysponuję danymi ilu Polaków poza krajem ma polskie obywatelstwo i tym samym prawo wyborcze w Polsce. Na pewno jednak jest to grupa znacząca i mogąca mieć niewątpliwy wpływ na wynik wyborów parlamentarnych w kraju. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych utworzono jak zwykle okręgi wyborcze za granicą. Frekwencja jednak była umiarkowana i głosy polonijne miały marginalny wpływ na wynik wyborów.

Dlaczego tak się stało? Dlaczego tak się dzieje od kilku ostatnich kadencji polskiego parlamentu? Polacy za granicą głosują w okręgu wyborczym Warszawa - Sródmieście. Konsulaty w poszczególnych krajach przygotowują głosowanie podobnie jak lokalne komisje wyborcze w kraju. Rejestruje się wszystkie osoby uprawnione do głosowania, które wyrażą chęć wzięcia udziału w wyborach. Nie wiem, czy we wszystkich krajach prowadzone są rejestry osób posiadających obywatelstwo polskie, ale podejrzewam, że procent osób biorących udział w wyborach jest znikomy w stosunku do ilości osób z polskim obywatelstwem.

Składa się na to kilka powodów. Po pierwsze odległość geograficzna od punktu głosowania. Przykładowo w Szwecji były trzy okręgi wyborcze: Sztokholm, Malmo i Goteborg. Trudno sobie wyobrazić, aby Polacy mieszkający w okolicach Kiruny na północy Szwecji udali się masowo do urny wyborczej w Sztokholmie. Podobnie rzecz ma się w innych krajach. Jedynym i bezdyskusyjnym rozwiązaniem problemu jest głosowanie drogą korespondencyjną. Przy czym konsulaty winny być zobowiązane do prowadzenia rejestru osób z polskim obywatelstwem i automatycznie wysyłać karty do głosowania bez obowiązku rejestracji i sprawdzania list wyborców. Konsulat posiada przecież wszelkie niezbędne dane o ważności polskiego paszportu i rejestracja na liście wyborców jest zwykłym utrudnieniem dla osób posiadających prawo pobytu w danym kraju. Co innego jeżeli chodzi o osoby czasowo przebywające za granicą, ale takie osoby nie mieszczą się w definicji Polonii. Do samej definicji powrócimy później...

Kolejnym powodem jest wymóg czysto formalny - ważności polskiego paszportu. Do rozważenie jest kwestia zniesienie tego wymogu, bowiem brak ważności dokumentu nie oznacza przecież, że posiadacz dokumentu utracił polskie obywatelstwo. Ma go nadal i tym samym powinien być uprawniony do głosowania. Tymczasem wiele osób nie przedłuża polskiego paszportu z powodów czysto ekonomicznych. W kraju osiedlenia wystarcza im karta stałego pobytu lub drugi paszport kraju osiedlenia. Uprawnione do głosowania za granicą powinny być osoby posiadające polskie obywatelstwo i stały pobyt w danym kraju.

Ostatni, główny powód, nie mniej jednak ważny, a może i najważniejszy, to fakt pewnej próżni politycznej, w którą wpadają głosy polonijne. Polonia po prostu nie ma na kogo głosować, żadna bowiem z głównych sił politycznych w kraju nie zajmuje stanowiska w sprawach istotnych z punktu widzenia Polonii. Po co więc głosować skoro i tak nic z tego nie wyniknie. Dobrym przykładem takiego pomijania Polonii było expose premiera Millera, ale to już było po wyborach więc kto tam będzie się przejmował Polonią...

Tymczasem stanowimy olbrzymią siłę polityczną, choć może wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wyobraźmy sobie jakie wrażenie na decydentach w kraju wywołałoby żądanie ustawowego przyznania obywatelstwa polskiego wszystkim Polakom na świecie. A jest to zupełnie realne żądanie, nikomu jednak nie przyszło do głowy, aby je wyraźnie sformułować, a potem egzekwować.

Nawet jeżeli nie będzie takiego ustawowego stwierdzenia to i tak umiejętnie zorganizowani Polacy za granicą byliby w stanie wpływać na wyniki wyborów w kraju i tym samym realizować swoje postulaty polityczne, które w innym wypadku trafią pod sukno odnośnym urzędników. Jedyny wpływ polityczny w kraju można mieć poprzez wykorzystanie jego demokratycznych instytucji. Taką okazję stanowią wybory parlamentarne.

Władze polskie zdają sobie dobrze sprawę z wagi, jaką mogliby odegrać Polacy za granicą w życiu politycznym kraju, ale wolą z oczywistych powodów rozmyć cały problem, oferując zastępczo np. Kartę Polaka, i tak konstruować instytucje uprawnione do kontaktów z Polakami za granicą, aby kontakty te miały jak najniższą rangę i, aby nie wynikało z nich nic konkretnego. Władzom krajowym zależy na petryfikacji dotychczasowego układu stosunków polsko-polonijnych, a nawet na demontażu niektórych instytucji, takich jak Senat, Wspólnota Polska, Komisja Sejmowa d.s. kontaktów z Polakami za Granicą, Radio Polonia, TV Polonia itp. W ramach tej polityki zmniejsza się fundusze na finansowania organizacji polonijnych i prasy polonijnej. Ktoś może powiedzieć, że jest to absolutnie nieprawda i że takie postawienie sprawy jest krzywdzące dla władz krajowych... Cóż, mówmy zatem o wrażeniu, jakie odnosi się obserwując politykę władz krajowych wobec Polonii, a wrażenie jest właśnie takie, jak opisałem powyżej!

Załóżmy, że Polonia jest już doskonale zorganizowana i masowo bierze udział w przyszłych wyborach. Na kogo jednak postawić, skoro żadna z partii politycznych w kraju nie ma w swoim programie spraw polonijnych, brak jest programu polityki zagranicznej, nie mówiąc już o tym, że i sprawy krajowe, a raczej sposób ich prezentowania, zniechęcają od wzięcia udziału w wyborach. Istnieje co prawda partia polonijna Liga Polska, ale to raczej folklor polityczny. Czyli, że nadal tkwimy w naszej polonijnej pułapce.

Błędem jest też myślenie, że sprawy polonijne mogą zostać załatwione przez organizacje polonijne. Nawet najlepiej zorganizowana grupa polska nic nie zdziała, jeżeli jej postulaty trafią w próżnię, a tak jest dzisiaj, kiedy praktycznie nie ma instytucji uprawnionej do przyjęcia tych postulatów, nie mówiąc już o ich wyegzekwowaniu.

Organizacje polonijne idą jak mogą na rękę władzom krajowym, pokazując, że nie są w stanie ani zorganizować się, ani w zorganizowany sposób wyartykułować swoich postulatów. Postulaty bowiem są i nikt tego nie neguje - właśnie sprawa obywatelstwa, podwójnego obywatelstwa, paszporty, opłaty paszportowe i opłaty konsularne, emerytury, ubezpieczenie społeczne itp. Co z tego jednak, że postulaty są, skoro z jednej strony nie ma ich kto przedłożyć, a z drugiej strony nie ma ich kto przyjąć. Nie mówiąc już, kto by je miał realizować...

Tu też pewnie usłyszę głosy, że takie stanowisko jest krzywdzące, i że Polonia organizuje się ostatnio coraz lepiej i jest to niezaprzeczalny fakt... Także odpowiem, że każdy ma prawo do własnych ocen, a ja oceniam na podstawie wrażenia, jakie odnoszę obserwując życie polonijne... Choćby sprawę trudności ze zwołaniem Rady Polonii Świata, czy to tylko wrażenie, czy też fakt? Tutaj poszedłbym nawet dalej i powiedział, że organizacje polonijne dzielą się dziś na dwa rodzaje - organizacje polonijne i anty-polonijne, to jest takie, które skupiając w swoich szeregach Polaków zapewniają im złudne wrażenie, że działają na rzecz zachowania kultury polskiej i kontaktów z krajem, że są w stanie występować w ich interesie zarówno wobec władz kraju osiedlenia jak i władz polskich, podczas gdy w istocie nie są w stanie realizować swoich statutowych zadania. Takie organizacje nadużywają zaufania swoich członków, angażując ich siły i zapał w pozornej działalności. W sumie tworzy to pewien negatywny mit o "polskich organizacjach", jako miejscu nieporozumień i kłótni, mit, który niekorzystnie wpływa także na dobrze działające grupy i który powoduje, że Polacy za granicą niechętnie uczestniczą w życiu polonijnym. Dlatego też tworząc wszelkie organizacje parasolowe, powinno się zwracać uwagę, aby nie przyjmować do nich wszystkich organizacji, które wyrażają wolę przestąpienia. Może to być dla nich jeszcze jeden sposób na uwiarygodnienie się w oczach członków, jeszcze jeden sposób na dotarcie do dotacji...

Wspomniałem wyżej o definicji Polonii, od które pomału się zresztą odchodzi. Dziś, nadal jeszcze w potocznym rozumieniu, jest to worek, do którego wrzuca się wiele różnych grup. Ich jedynym wspólnym mianownikiem jest miejsce zamieszkania poza aktualnymi granicami RP. O kim więc mówimy?

Po pierwsze są to Polacy na byłych ziemiach wschodnich RP. Nie jest to żadna Polonia tylko polska mniejszość narodowa i grupa ta wymaga osobnego traktowania. Pytanie czy należy im przyznać automatycznie obywatelstwo polskie i tym samym uprawnić do głosowania w RP, czy też wykręcić się Kartą Polaka? Druga grupa to zesłańcy z terenów byłej RP, głównie w rejon Kazachstanu. Ta grupa także wymaga osobnego traktowania, ponieważ w znacznej większości chce wrócić do kraju. Też nie jest to Polonia w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.

Polacy w Europie zarówno z polskim jak i z obcymi obywatelstwami. Z krajowego punktu widzenia ta grupa ma bardzo duże znaczenie, gdyż w momencie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i z racji bliskości geograficznej będzie jej zależało na kontaktach z krajem. Po przyjęciu Polski do Unii status Polaków mieszkających w krajach europejskich wzrośnie. Należy liczyć się z masowym powrotem do polskiego obywatelstwa, które w tym momencie straci posmak obywatelstwa drugiej kategorii. Pytanie jak zdefiniować tę grupę? Dziś to jeszcze Polonia lub emigranci, ale niebawem będą to po prostu Polacy mieszkający w Europie, coś w rodzaju polskiej mniejszości narodowej w krajach europejskich, czy Polaków na kontraktach zagranicznych. Wolny przepływ siły roboczej niebawem zatrze zresztą wszelkie granice i w rzeczywistości i w definicji. Ta grupa to potencjalni wyborcy w polskich wyborach parlamentarnych, grupa, która zgodnie z logiką powinna głosować na siły polityczne opowiadające się za integracją z Unią.

I wreszcie Polacy w Ameryce i na antypodach. Odległość geograficzna i polityczna zmniejsza zainteresowanie polskim życiem politycznym, ale nie należy wykluczać powrotów do polskiego obywatelstwa i chęci załatwienia podstawowych spraw, np. paszportowych. Dziś powrót do polskiego obywatelstwa i polskiego paszportu, a nawet przedłużenie polskiego paszportu nie jest sprawą ani oczywistą, ani prostą, czego dowodem trwając od kilku lat dyskusja, powiedzmy dość jałowa.

Dziś władze krajowe nie mają jeszcze wizji co zrobić z Polakami za Granicą, i wcale nie muszą nic robić. Mają dość roboty w kraju. Tymczasem 20 milionowa grupa polska za granicą nie ma żadnych mechanizmów wpływania, ani na swoją sytuację, ani na oblicze polityczne kraju, choć wszystko jest teoretycznie w zasięgu ręki. Ale tylko teoretycznie...

Relacje, Sztokholm

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl