now@ on-line  kwiecień  2002

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

AKI:

 

erenice

Z notatnika blondynki

Być blondynką – to jest to! Wygodnie! Zawsze w trudnej sytuacji można bezkarnie powiedzieć: „nie rozumiem” albo „nie wiem”. No i oczywiście przybrać odpowiedni, niewinnie nieinteligentny wyraz twarzy. Ale nie to spędza mi czasem sen z powiek, lecz zastanawiam się, jak tu cokolwiek rozumieć z otaczającej rzeczywistości? I to nawet nie będąc absolutnie płowowłosą blondynką, lecz normalnym tak zwanym „szarym obywatelem”? No i tak oto nieuchronnie zbliżam się do ulubionego tematu wszystkich Polaków: POLITYKI. Jak Polska długa i szeroka, czy to u cioci Jadzi na imieninach, czy na niedzielnym obiedzie u teściów, czy też przy tłusto zastawionym świątecznym stole, wszyscy ochoczo pomiędzy zupą a schaboszczakiem, z pewną dozą masochizmu oddają się temu tematowi. No i oczywiście wszyscy, a jakże, narzekają: że tamci w rządzie to tacy wredni, że dorwali się do żłobu i bez pardonu rozkradają Ojczyznę, a co najgorsze chcą sprzedać Naszą Ziemię obcym. No cóż, my zawsze musimy narzekać, a zwłaszcza na tych, co u steru. No ale, proszę Państwa, ktoś przecież ich wybrał! I to na dodatek w tak zwanych demokratycznych wyborach! Nie narzekajmy więc, że SLD i PSL zachowują się arogancko wobec obywateli. Niech nas nie oburza zachowanie w Sejmie posłów Samoobrony. Chyba tak naprawdę nikt nie wierzył w to, że pan Andrzej Lepper z nieposkromionego watażki przeobrazi się w nieskazitelnego i dobrze ułożonego parlamentarzystę? Mamy to, co chcieliśmy: DEMOKRACJĘ, więc przyjmijmy ją z pokorą i może w przyszłości kierujmy się innym kryterium wyboru. Zamiast wybierać przeciwko jakiemuś ugrupowaniu, wybierzmy myśląc o tym, co lub kogo mają ci ludzie reprezentować w przyszłym Parlamencie. A więc dobrze, mamy upragnioną, wywalczoną demokrację, a ja nie za bardzo nadążam z interpretacją tego słowa „made in Poland”. Blondynka, i już! Mamy zatem w związku z ową demokracją wolny sejm, czyli tych, którzy reprezentują naród (jakby na to nie patrzeć, mnie również), tworzy, również w moim imieniu, prawo. No i poza tym, w pewnym sensie w moim imieniu i, co gorsza za moje pieniądze urządza na Wiejskiej efektowne, acz w nienajlepszym guście przedstawienia. Jakiś czas temu w Sejmie rozegrała się przedziwna i kompletnie niezrozumiała scena. Trudno powiedzieć czy była ona tragiczna czy też komiczna, każdy ma prawo sam ocenić. Miała ona miejsce wtedy, gdy próbowano pozbawić immunitetu byłego już wtedy, na szczęście, marszałka Andrzeja Leppera. Nie dość, że sama obecność Samoobrony w Sejmie wśród wielu budzi wielkie emocje, to co dopiero, niektóre ekscesy jej posłów. Trudno bowiem inaczej określić zachowanie drużyny Leppera, okupującej owego dnia sejmową mównicę. No cóż mamy wolność wyboru. Akurat tak zadecydowało 9% tych, którzy uznali za słuszne i celowe wypełnienie 23 września 2001 roku tzw. „obywatelskiego obowiązku”. Wspomniani posłowie w sposób daleki od tak zwanych „dobrych obyczajów” uniemożliwiali normalne obrady sejmu, chcąc w ten dziecinny sposób nie dopuścić do pozbawienia swojego przywódcy poselskiego immunitetu. Ale nawet nie to w tej całej scenie było najdziwniejsze. Otóż po całym tym harmidrze wywołanym przez Leppera nagle jedna z posłanek, bodaj z Ligi Polskich Rodzin z sejmowej mównicy rozpoczęła recytować niczym na antenie pewnej rozgłośni radiowej „Zdrowaś Maryja”. Czy ja aby nie mam gorączki? A może ktoś inny? Nikt? No to witamy w Polsce!

Czasami aż wstyd patrzeć na to całe widowisko na Wiejskiej, na chamstwo, agresję i brak tolerancji. Marszałek Borowski, człowiek zdecydowany i zbyt dobrze, jak na ten Sejm wychowany, zupełnie nie radzi sobie z rozbrykaną niczym przedszkolaki Wysoką Izbą. No, ale kiedyś Andrzej Lepper proroczo zagrzmiał z mównicy: „na Wiejskiej wersalu nie będzie”. No i póki co słowa dotrzymuje. Czy to ja zbzikowałam czy tamci? Ależ nie, ja po prostu jestem blondynką...

Cdn...

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl