| ||||
|
w tym
wydaniu:
AKI: burak wydania: Doti: erenice: Barbara Litwiniukowa: PiS: Sveeg: Marek Wojciechowski: Romuald Szeremietiew: TG: |
Sveeg Dzień piąty To był w miarę zwykły piąty dzień. Pomimo, że
masy powietrza podnosiły się Po wykonaniu stu czynności drobnych i podobno potrzebnych można było wreszcie stanąć na brzegu. Spadałem ułamek sekundy, potem był ten znajomy dźwięk przebijania tafli wodnej i zanurzyłem się w zimnym uścisku cieczy. Powierzchnia skóry natychmiast oddała energię nowemu środowisku i całe ciało krzyknęło ukłute chłodem. Delektowałem się popłochem wywołanym wśród receptorów i chwilowym zamarciem poprzedzającym totalną mobilizację. Moment później ciepło z wnętrza dotarło do przerażonej skóry. To było oczywiście za mało. Należało płynąć. Najpierw na powierzchnię – po tlen, potem przed siebie – aż po zanik banalnego rozumowania. Szerokie, swobodne ruchy ramion zapewniały dobrą mobilność. Chwytałem powietrze równo, ból powodowany zmęczeniem smakowałem bez zachłanności. Wkrótce pozostałem sam na sam z upływem czasu. Minuty ulegały deformacjom, skracały się, wydłużały, urywały w połowie, zamieniały miejscami. Wypełniało je pulsowanie krwi i praca płuc. Znikło pragnienie dotarcia dokądkolwiek. Zawisnąłem ponad sobą, czyli odnalazłem moją starą kryjówkę, w której można przestać dbać o cokolwiek. Uspokojony umysł zasnął. Po wszystkim czekałem jak zwykle na deser i nie zawiodłem się. Błogi stan upojenia endorfinowego dopełniał katharsis. Byłem punktualnie. Znajome drzwi i twarze dodawały
otuchy. Działanie endokryn jeszcze nie ustało i dlatego był to idealny
czas na pogłębienie oddechu. Wszystko odbywało się jak zawsze. Po wytłumaczeniu
wszystkim stawom, jak powinny się zachowywać, poprawialiśmy elastyczność
ścięgien, a potem próbowaliśmy zrozumieć zasady nieszkodliwego
przygotowania do obrony i walki poprzez oddech, koncentrację i rozluźnienie.
Nie całe moje doświadczenie w oddychaniu pochodzi z tego miejsca, ale to
tutaj udało mi się pierwszy raz odczuć kanał biegnący wzdłuż kręgosłupa.
Tak, trzeba tylko zapomnieć, że posiada się ograniczone ciało, wbić
się w ziemię i pozwolić na to, Wyszedłem na zewnątrz. Moje ciało sprawiało wrażenie
ciężkiego, ale był to ciężar związany z relaksem. Wiedziałem, że
zgromadziłem nowe pokłady sił, bezcenne zapasy, które zostaną użyte
w swoim czasie. Wszelkie hałaśliwe niepokoje przykryte zostały grubą
warstwą zmęczenia. Był to jednak zarazem odpoczynek. Zapanowała wielka
cisza. Obserwowałem wszystko z perspektywy kosmosu. Świat zwolnił,
obracał się z namysłem, delikatnie, jakby nie chciał zaburzyć
odwiecznego porządku jakimś niespodziewanym, gwałtownym wypadkiem. Nie
zajmowałem stanowiska. Nie miałem nic do powiedzenia, Powoli wracałem, a raczej – to do mnie wracały kąśliwe bodźce otoczenia. Tak jest zawsze, bo tak musi być. Ucieczka nie może trwać wiecznie. Dzień piąty, w którym zwykle nadarza mi się sposobność oderwania od zwykłego poziomu egzystencji, kończył się. Po pokoju latały muchy. Ciśnienie spadało. Wiedziałem, że mój system immunologiczny dozna jak zawsze niewielkiego wstrząsu. Jak zwykle w takich przypadkach zastanawiałem się przez chwilę, czy nie udać się do najbliższego serwisu i po raz kolejny doszedłem do wniosku, że większego sensu to niestety nie ma, ponieważ nasze serwisy są zupełnie bezradne, jeżeli chodzi o ogólnosystemowe wstrząsy. Zajmują się tym jedynie serwisanci hen, hen, na Dalekim Wschodzie. Postanowiłem zatem zapaść w głęboki sen, który miałem przecież gwarantowany przez ewolucję. Byłem pewien, iż nazajutrz dokonam wielu rzeczy. Między innymi – zdobędę dobro, którego nie zdobędę. Sveeg – przyjaciel kotów | |||