now@ on-line  kwiecień  2002

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

AKI:

 
 

Dr. Romuald Szeremietiew

NIM POWSTAŁA POLSKA ODRODZONA

Warunki niewoli powodowały, że świadomość narodowa, myśl i działania polityczne Polaków rodziły się przy braku własnego państwa. Miało to istotne znaczenie dla kształtowania wyobrażeń społecznych o celach narodowych i w konsekwencji o sposobach i metodach ich osiągania.

W związku z tym można polskie ugrupowania polityczne podzielić - najogólniej biorąc - na trzy grupy.

Pierwszą stanowili ci, którzy uważali się za realistów. Ten realizm nakłaniał ich do korzenia się przed siłą najbardziej realną - zaborcami. Wyrazem takiej postawy było przekonanie, że rozbiory stały się faktem nieodwracalnym, ziemie polskie zostały na zawsze włączone do trzech różnych organizmów gospodarczych, a państwo polskie nie odrodzi się. Polski program polityczny miał więc ograniczyć się do dążenia, aby stać się najbardziej uprzywilejowaną mniejszością narodową na terenie Rosji, Austrii lub Prus. Skrajnym przykładem takiej postawy były np. poglądy Kazimierza Krzywickiego, współpracownika Aleksandra Wielopolskiego, który w broszurze "Polska i Rosja po 1872 r." zalecał Polakom wyrzeczenie się wszelkich aspiracji narodowych, językowych nie wyłączając i pełne zlanie się z narodem rosyjskim. Łagodniejszym przejawem takiego myślenia mniejszościowego był tzw. "trójlojalizm". W tym nurcie myślenia mieściła się też koncepcja SDKPiL, będąca swoistym lewicowym odbiciem takiego pseudorealistycznego rozumowania. Róża Luksemburg również głosiła pogląd o nieodwracalności rozbiorów uzasadniając to "organicznym wcieleniem" ziem polskich do państw rozbiorczych. Dlatego uważała, że postulat niepodległości jest szkodliwy dla interesów polskich robotników, którzy będą chcieli utrzymać istniejące powiązania gospodarcze i społeczne z Rosją.

Druga grupa obejmowała te siły polityczne, które można określić mianem orientacji. Swoją koncepcję działania opierała ona na założeniu, że Polacy byli zbyt słabi, aby odzyskać niepodległość. Dlatego należało szukać jakiegoś modus vivendi dla zabezpieczenia istnienia narodowego, albo oprzeć się o mocarstwo, które będzie w konflikcie z państwami rozbiorowymi. Sądzono, że w ten sposób dojdzie do faktycznego zjednoczenia ziem polskich, a z czasem pozwoli sięgnąć po inne cele. Póki co, należało poddać się politycznemu kierownictwu np. Napoleona I, Mikołaja II czy Franciszka Józefa. W zamian można było otrzymać Księstwo Warszawskie, autonomię w ramach Rosji, lub awans na trzeci człon monarchii Austro-Węgierskiej. Cenę tę - rezygnację z niepodległości - trzeba było płacić w imię zachowania narodu polskiego. A więc chociaż za każdym razem adresat orientacji mógł być inny, to istota polityczna tej koncepcji była taka sama. Niekiedy słyszy się, że jest to jedyna możliwa koncepcja polskiej polityki zagranicznej. Ma to wynikać z geopolitycznego położenia Polski. Nie jest to prawdą. Kiedy istniało państwo polskie, wówczas nie było potrzeby orientowania się na siły zewnętrzne. Jedynym wyznacznikiem orientacji był interes państwowy kraju. Nie należy mylić orientacji z polityką sojuszy. Są to różne sprawy. Sojusz zawierany jest dla realizacji własnych interesów i przestaje obowiązywać, gdy tym interesom nie służy. Sojusz staje się orientacją, gdy okazuje się, że utrzymanie go jest ważniejsze od interesów strony, która go zawarła. Polityka orientacji sprowadza się w rzeczywistości do składania jednostronnych ofert-deklaracji, z którymi adresat mógł uczynić wszystko lub nic. A składający ofertę czekał.

Wreszcie trzecia grupa skupiała zwolenników walki o niepodległość kraju. Jej przedstawiciele byli przekonani, że będą w stanie wywalczyć własne państwo, jeżeli tylko zdołają skupić całość sił narodowych, których podstawę widzieli w masach pracujących. Myśl ta, rozwijana przez takich ludzi jak Tadeusz Kościuszko i Józef Bem, realizowana w Czynie Listopadowym Podchorążych i podniesiona raz jeszcze w Powstaniu Styczniowym znalazła swych kontynuatorów w działaczach niepodległościowych Polskiej Partii Socjalistycznej. Kazimierz Kelles-Krauz pisał w artykule pt. "Czy jesteśmy patriotami we właściwym znaczeniu tego słowa?": "Otóż właśnie pośród (...) potrzeb jedną z najbardziej naglących jest potrzeba praw politycznych (...). Z tej właśnie potrzeby wypływa dla polskiej klasy robotniczej konieczność wywalczenia niepodległej Polski republikańskiej i możliwie jak najbardziej demokratycznej".

Koniec XIX stulecia był okresem formowania się nowoczesnych partii politycznych. Powstawały one również na ziemiach polskich. Jedną z nich była partia polskiego mieszczaństwa - Narodowa Demokracja.

Ideologia endecji kształtowała się pod wpływem wewnętrznej sytuacji kraju pamiętającego klęskę powstania 1863 roku. Nowoczesne i przemysłowe Niemcy - pogromca Francji - dysponujące sprawną machiną państwową, przerażały mieszczaństwo polskie. Przemysł, opanowany przez kapitał niemiecki, nie dawał wielkich szans przemysłowcom polskim. Toteż do całej argumentacji politycznej przybyły jeszcze argumenty gospodarcze - przemysł polski na terenie Kongresówki rozwijał się szybko a Rosja wydawała się chłonnym rynkiem zbytu. Wszystko to orientowało mieszczaństwo na Rosję i nastrajało wrogo do Niemiec. "Problem niemiecki - pisze Wojciech Wrzesiński (Niemcy w polskiej myśli politycznej 1864-1914 w: "Polska i jej sąsiedzi") - był traktowany instrumentalnie, mianowicie był wykorzystywany do kształtowania postaw społeczeństwa polskiego zgodnie z interesami określanymi przede wszystkim przez potrzeby ekonomiczne burżuazji. W imię wrogości wobec Niemiec ideolodzy polskiego mieszczaństwa w Królestwie dążyli do umocnienia postawy ugodowej wobec Rosji, wracając niejednokrotnie do generalnej tezy o nieuchronności konfliktu germańsko-słowiańskiego".

Czołowy ideolog Narodowej Demokracji, Jan Ludwik Popławski wskazywał na istotę konfliktu z Prusami (najpełniejszy zbiór jego artykułów ukazał się w 1910 r. w wydanych pośmiertnie dwutomowych "Pismach Politycznych"). Pisał on, że utrzymanie zagrabionych Polsce ziem, to dla Prus "kwestia bytu". Bez tych ziem - dowodził Popławski - Prusy przestaną istnieć. Dlatego żywotnych interesów Polski nie można było w żadnym układzie połączyć z interesami Prus. Popławski krytycznie oceniał ówczesne plany odbudowy Rzeczypospolitej na wschodzie: "Nasi politycy marzą jeszcze o Wilnie i Kijowie, ale o Poznań mniej dbają, o Gdańsku zapomnieli prawie zupełnie, a o Królewcu i Opolu nie myślą zgoła". I dalej pisał: "(...) czas już po tylu wiekach błąkania się po manowcach wrócić na starą drogę, którą ku morzu trzebiły krzepkie dłonie piastowskich wojów". Z całą konsekwencją nawoływał Popławski do odzyskania wszystkich ziem na zachodzie, również tych utraconych dawno przed rozbiorami.

Do realizacji takiej koncepcji endecja nie miała dość sił. Na możliwość rozbicia Prus można było liczyć tylko w przypadku wojny rosyjsko-pruskiej. Ewentualność takiego konfliktu w układzie politycznym tworzonym przez Bismarcka wydawała się nierealna. Tym bardziej, że Rosja zaangażowana w konflikt z Turcją i narodami azjatyckimi nie mogła myśleć o konfliktach w Europie. Jednak bieg wydarzeń zdawał się urealniać plany endecji. W 1899 roku Narodowa Demokracja postawiła swą polityczną kartę na rosyjskie zwycięstwo nad Rzeszą. Popławskiego wspierał wówczas młody i wybijający się działacz Roman Dmowski. On sam jeszcze w 1903 roku ("Myśli nowoczesnego Polaka") nie wykluczał możliwości współpracy z Niemcami przeciwko Rosji. Później zajął zdecydowane stanowisko antyniemieckie i prorosyjskie, tworząc po raz pierwszy w 1909 r. ("Niemcy, Rosja i kwestia polska") zarys programu terytorialnego na zachodzie.

W książce swojej Dmowski - za Popławskim - powtarzał argumenty przemawiające za nieuchronnością konfliktu z Prusami. "Dla państwa, które wyrosło na ziemiach zachodniej Słowiańszczyzny, dla którego te ziemie są głównym punktem oparcia w jego panowaniu nad całymi Niemcami, którego potęga w głównej mierze wyrosła na upadku Polski, podniesienie głowy przez polskość oznaczałoby położenie tamy jego wzrostowi, w konsekwencji zachwianie jego roli w Rzeszy Niemieckiej". Obawiając się Prus, Dmowski dostrzegał słabość państwa rosyjskiego. Twierdził, że musi ono, jeżeli chce istnieć, przekształcić się wewnętrznie. "To nie może być państwo jednego narodu rosyjskiego, wszystkim innym narzucającego swą kulturę i swe instytucje - siły innych narodów, a przede wszystkim polskiego, muszą być na równi z rosyjskimi powołane do życia, dla samoistnej twórczości". "Polacy zrozumieli - pisał dalej Dmowski - że odbudowanie własnego państwa w wytworzonym położeniu międzynarodowym jest celem nieziszczalnym (a jednak w ciągu 10 lat odbudowano niepodległe państwo 1909-1918 r. - R.Sz.) że wszelkie działanie przedsiębrane w tym kierunku byłoby tylko zabójstwem sił własnych i oddaleniem od drogi na jakiej należy w obecnych warunkach walczyć o byt narodowy i pracować dla narodowej przyszłości".

Wniosek: należało dążyć do zjednoczenia ziem polskich pod berłem Romanowów, uzyskać autonomię i w ten sposób umocnić naród. Wniosek ten był uprawniony w kontekście koncepcji ideologicznej stworzonej przez Dmowskiego. Jego formuła ideologii narodowej streszczała się w założeniu, że naród stanowił czynnik nadrzędny nie tylko ponad podziałami społecznymi, ale także ponad państwem. Naród - zdaniem ideologa ND - mógł istnieć bez państwa, ale nie mogło być odwrotnie. A więc podstawowym zadaniem było umacnianie kultury narodowej, świadomości i tożsamości Polaków. To, że zadanie to było niemożliwe do zrealizowania bez niepodległego państwa, tego Dmowski zdawał się nie dostrzegać. A może tylko udawał, że nie dostrzega, działając w zaborze rosyjskim.

Zarówno w "Myślach...", jak i w wymienionej wyżej pracy uderzała fascynacja prężnością i siłą państwa pruskiego. Niemcy imponowały Dmowskiemu jako groźny i bezkompromisowy wróg. Wróg, którego można było pokonać po zjednoczeniu się z innym przeciwnikiem Niemiec. Wybierając pomiędzy Rosją a Niemcami - a uważał, że powinien wybierać - uznawał państwo Mikołaja II za "mniejsze zło". Widział słabość i wady tego "sojusznika". Twierdził jednak, że właśnie dlatego Rosja nie będzie zdolna "do zdobycia się na system polityki antypolskiej".

Dmowski twierdził, że zmiany w sytuacji międzynarodowej spowodowały, że "Wschód europejski przestał być groźnym, a natomiast głównym źródłem niebezpieczeństwa dla innych krajów, a także dla samej Polski, stała się Europa środkowa, "niemiecka". Ideolog endecji obawiał się nawet, że Niemcy wykorzystając słabość Rosji i uczynią ją "powolnym narzędziem polityki berlińskiej". Nawoływał więc rządy państw Europy zachodniej, aby starały się wzmacniać Rosję, która powinna stać się "zdolną do przeciwstawienia się Niemcom".

W takim kontekście odbudowanie państwa, a zwłaszcza podjęcie czynnej walki o niepodległość wydawało się narodowcom nie tylko czymś nierealnym, ale wręcz zbrodniczym dla istnienia narodu. Akcja niepodległościowa musiała rozwijać się głównie w zaborze rosyjskim, to znaczy osłabiałaby carat i umacniała Niemcy. Tak to przynajmniej widzieli endecy. W rozumieniu Dmowskiego Polacy stanęli wobec alternatywy: albo zniszczenie polskości przez Niemców, albo istnienie narodu w skromniejszych ramach pseudoautonomii rosyjskiej.

Rozwój wypadków po 1909 r. zwłaszcza po wybuchu wojny światowej dowiódł błędności koncepcji politycznych Dmowskiego. Potęga Niemiec okazała się mniejsza niż sądzono, a upadek Rosji carskiej nie spowodował następstw, których obawiał się Dmowski. Zastanawiające jest, że tak wybitny polityk nie potrafił prawidłowo określić tego, co miało nastąpić. Błąd Dmowskiego zdawał się wynikać z metody, którą usiłował on wnioskować. Dysponując szeroką wiedzą o otaczającej go rzeczywistości traktował ją jako coś statycznego. Dmowski nie potrafił wnioskować uwzględniając dynamikę zmian. W szczególności nie dostrzegał procesów osłabiających i wzmacniających różne siły polityczne, tworzące zarodki nowego układu sił. Dlatego np. komentując upadek caratu w lutym 1917 r. uważał, że "Rosja jako wielkie mocarstwo zniknie z widowni historycznej na okres, być może wielu pokoleń". Po latach, podobną przyszłość prorokował Niemcom, opierając się na analizie sytuacji wewnętrznej Rzeszy w okresie wielkiego kryzysu gospodarczego lat trzydziestych. Wypadki historyczne zaskakiwały endecję, która musiała pod ciśnieniem wydarzeń zmieniać orientację z rosyjskiej na francuską, aby dopiero w 1918 r. zorientować się ostatecznie, że powstała niepodległa Polska.

W innym kierunku zmierzały partie niepodległościowe. Mamy tu też na myśli nurt niepodległościowy ruchu robotniczego w Polsce. Publicystyka tego kierunku politycznego zgadzała się z opiniami, że Prusy były państwem reakcyjnym, militarystycznym i wrogim Polsce. Dostrzegała jednak elementy umożliwiające walkę z zaborcami. Państwo pruskie - stwierdzano - było państwem pewnego porządku prawnego, wrogiego Polakom, ale jednak porządku. Wykorzystując obowiązujące prawa, Polacy mogli organizować opór przeciw germanizacji. Szans takich nie było w zaborze rosyjskim. Drzymała, wraz ze swoim wozwm - twierdzono - znalazłby się na Syberii, gdyby to zdarzenie miało miejsce w Kongresówce. Carat mógł pokonać Prusy, ale to w niczym nie poprawiłoby losu Polaków. Ludność polska stanowiłaby nadal pewien odsetek ludności potężniejszej jeszcze Rosji. Nie przekreślało to możliwości rusyfikowania Polaków. Stanowisko PPS w kwestii rosyjskiej sformułował Józef Piłsudski, w artykule "Rosja", ogłoszonym jeszcze w 1895 roku. Redaktor naczelny "Robotnika" podkreślał konieczność walki zbrojnej z caratem i zastanawiał się, jakie siły mogłyby stać się sojusznikiem Polaków w tej walce. Jedną z takich sił upatrywał wówczas w międzynarodowym ruchu robotniczym. Piłsudski twierdził, że Polacy nie mogli liczyć na pomoc ze strony rosyjskich sił opozycyjnych. Wniosek ten opierał na analizie składu społeczeństwa rosyjskiego. Najliczniejsza grupa - chłopi - uważali cara za dobroczyńcę ludu, obarczając winą za swe nieszczęścia urzędników, oszukujących batiuszkę z Pitra. "Długa i ciężka niewola tatarska - pisał Piłsudski - która trwała kilka wieków, niezatarte zostawiła ślady w historii Rosji i wyryła swe piętno na charakterze ludności. Wszczepiła ona ten duch niewolniczy, tę pokorę wobec władzy, to zgadzanie się z losem, jakie cechuje lud rosyjski. (...) Masa więc chłopska, która po smutnej historii ciemnotę i niewolniczość w spadku otrzymała, jest naturalną podstawą caratu". Robotników rosyjskich uważał Piłsudski za słabo zorganizowanych i niedoświadczonych politycznie. Szlachta rosyjska została skazana przez historię "na zniknięcie", a burżuazja była zbyt słaba aby zagrozić caratowi. W konkluzji stwierdzał, że jedyną zorganizowaną siłą w Rosji jest masa urzędnicza. To spostrzeżenie okazało się wysoce trafne. Zostało ono potwierdzone w Rosji porewolucyjnej plagą tzw. biurokratyzmu.

W tej sytuacji sojuszników Polski widział Piłsudski jedynie w narodach ujarzmionych przez Rosję.

Z tej myśli wyniknął program odbudowy Rzeczypospolitej w dawnym wielonarodowym składzie. Taką koncepcję niepodległego państwa rozwijał inny działacz PPS-u, Edward Abramowski. Twierdził on, że Polska "etnograficzna" to "pojęcie utopijne, nierealne". Dowodził, że różnice językowe pomiędzy Polakami a Białorusinami czy Ukraińcami były mniejsze niż pomiędzy mieszkającymi we Francji Bretończykami a Sabaudczykami, lub Szkotami i Walijczykami w Anglii. Abramowski stwierdzał, że narody Rzeczypospolitej połączyła "wspólnota losu", że narody te mają "tę samą ojczyznę, tę samą przyszłość". Według Abramowskiego, polskie państwo etnograficzne byłoby tylko inną formą carskiego "priwislinia", skazanego prędzej czy później na podpadnięcie w zależność od któregoś z potężnych sąsiadów. Dlatego też - konkludował - "bez Litwy i Rusi nie może być już Polski, tak samo jak bez Polski nie może istnieć Litwa i Ruś".

Idei zjednoczenia trzech rozerwanych części Rzeczypospolitej wiele uwagi poświęcał bliski współpracownik Piłsudskiego, Leon Wasilewski. W pracy "O wschodnią granicę państwa polskiego" (wyd. 1917 r.) napisał on, że Litwini, Białorusi i Ukraińcy stanęli wobec alternatywy: z Polską lub z Rosją. Rosja dla tych narodów - według Wasilewskiego - oznaczała zagładę bytu narodowego. Oparcie się o Polskę miało gwarantować perspektywy pomyślnego rozwoju.

Zwolennikom programu niepodległościowego chodziło więc o odbudowę państwa. W przeciwieństwie do Dmowskiego, Piłsudski widział w organizacji państwowej czynnik tworzący naród w procesie historycznym. Dlatego niepodległe państwo stanowiło podstawowy warunek zabezpieczający narodową egzystencję Polaków. Według piłsudczyków państwo miało istotne znaczenie polityczne a nie taki czy inny przebieg granic. Granice w tym przypadku były sprawą drugorzędną, wystarczało aby w składzie tego państwa znalazły się trzy części historycznej Rzeczypospolitej - Polska, Litwa i Ruś.

Plany te godziły przede wszystkim w imperialną politykę Rosji. Przywódcy PPS-Frakcji Rewolucyjnej uważali, że nawet demokratyczna Rosja nie zniesie ucisku narodowego na ziemiach polskich. W polityce zagranicznej każdej Rosji - twierdzono - znajdzie się dążenie do podporządkowania interesów Polski rosyjskiej polityce w Europie.

PPS nazywała złudzeniem endecki program zjednoczenia ziem polskich pod berłem cara. Odmienna sytuacja rysowała się - zdaniem piłsudczyków - gdyby Prusy chciały atakować Rosję i zająć resztę ziem polskich. Czy wówczas Berlin zdołałby na trwałe utrzymać w ryzach dwadzieścia milionów Polaków? "Już dziś - pisano w "Przedświcie" - Prusy dławią się polskimi ziemiami, które miały gładko przełknąć. Czyż nie udławią się, gdy kęs będzie znacznie większy?". Dlatego - twierdził L.Wasilewski - Polacy powinni stanąć po stronie Niemiec przeciwko Rosji. Stając się sojusznikiem Niemiec nie należało jedynie zapominać o polskim "rachunku z polityką rządu niemieckiego" i zrealizować go we właściwym czasie. Rachunek ten obejmował zwrot historycznych ziem polskich z uwzględnieniem procesów odrodzenia narodowego na zachód od granicy 1772 r. Działacz piłsudczykowskiej PPS-Frakcji Rewolucyjnej powtarzał w tym miejscu poglądy nestora polskiego socjalizmu niepodległościowego, Bolesława Limanowskiego.

Wybuch I wojny światowej nie tyle podzielił politycznie społeczeństwo polskie, co utrwalił istniejące podziały.

Najpoważniejszymi wpływami cieszyli się tzw. pasywiści, oczekujący zwycięstwa Ententy - w tym głównie Rosji. Jak nietrudno spostrzec, byli to narodowi demokraci i ugodowe, prorosyjskie koła konserwatywne. Obóz ten uważał, że zwycięstwo rosyjskie pozwoli zrealizować postulat autonomii dla zjednoczonych tą drogą ziem Polski, a w przyszłości przekształcić ten rejon w samodzielne państwo polskie - sojusznika Rosji. Sądzono nawet, że wojna z Prusami osłabi wypływy niemieckiej kamaryli na dworze petersburskim i Polacy zaczną odgrywać kluczową rolę w rosyjskim aparacie władzy. O planach tych napisał Andrzej Micewski w biografii Dmowskiego: "Opierała się ona (koncepcja - R.Sz.) o chęć utrzymania społecznego status quo i sprzeciwiała rewolucji. Cokolwiek więc mówimy o przemyślności polityki Dmowskiego, nie zmienia to faktu, że w ostatecznym rezultacie nie prowadziła ona do sukcesu, nie przewidziała najważniejszych współczynników wydarzeń pod koniec I wojny światowej. (...) Zresztą nie za długo zrozumiał on to sam (Dmowski - R.Sz.) i opuścił Rosję. Przyznał się w ten sposób do klęski własnej koncepcji i całej swej polityki prorosyjskiej".

Drugim ugrupowaniem byli aktywiści popierający wystąpienie mocarstw centralnych (Austria, Niemcy) przeciwko Rosji. Ugrupowanie to było jednak poważnie zróżnicowane. Znalazły się w nim wywodzące się z PPS związki niepodległościowe, którym przyświecały cele zasadniczo inne od zamiarów zwolenników związania Polski z Austrią.

Kierownictwo ruchu niepodległościowego starało się wykorzystać sprzeczności wśród zaborców dla utworzenia jedynej realnej wówczas siły - wojska. Mogło ono walczyć o sprawę polską nie tylko z Rosją. Założenie działań przedstawił Piłsudski jeszcze w styczniu 1914 r. w czasie odczytu wygłoszonego w Towarzystwie Geograficznym w Paryżu. "Zwycięstwo pójdzie z zachodu na wschód - mówił wówczas Piłsudski - Co to znaczy? To znaczy, że Rosja będzie pobita przez Austrię i Niemcy, a te z kolei będą pobite przez siły anglo-francuskie lub anglo-amerykańsko-francuskie. To wskazuje Polakom kierunek działania". Padło wówczas pytanie, czy Polacy powinni zrezygnować z ziem zaboru pruskiego i austriackiego? Odpowiedział na nie Witold Jodko-Narkiewicz: "po rozbiciu armii carskiej Europa zachodnia nie złoży broni i blok niemiecki prędzej czy później podzieli z kolei los Rosji, wtedy to przyjdzie czas na uwalnianie pruskiej i austryjackiej części Polski". Założenie to sprawdziło się dość dokładnie. Kierownictwo ruchu niepodległościowego trafnie przewidywało bieg wydarzeń. Zamiary nurtu niepodległościowego przedstawiamy na podstawie relacji Wiktora Czernowa, przytoczonej m.in. przez Adolfa Juzwenkę w pracy o "białej" Rosji. Czernow uczestniczył w paryskim spotkaniu z Piłsudskim i po latach spisał tę relację. Potwierdzeniem prawdziwości tego wspomnienia jest relacja Walerego Sławka, cytowana w III tomie "Pism zbiorowych" J.Piłsudskiego, z której wynika, że Piłsudski przedstawił podobny tok rozumowania, jak to wspomniał Czernow, w wywiadzie udzielonym Józefowi Hłasce.

Sprawa ta budzi do dziś spory. Wielu odmawia Piłsudskiemu zdolności przewidywania zdarzeń, których przed 1914 r. - jak się twierdzi - nikt nie był w stanie przewidzieć. Często uważa się, że relacja Czernowa posiada nikłą wartość, a została odgrzebana jedynie w tym celu, by umacniać legendę Piłsudskiego. Stanowisko takie jest nieuprawnione. Jan Molenda ("Piłsudczycy i narodowi demokraci 1908-1918") uważa relację Czernowa za wiarygodną. Pisze: "... potwierdza się wiele przytaczanych przez niego (Czernowa - R.Sz.) faktów i poglądów, możliwych do skonfrontowania ze źródłami polskimi. Prawdopodobieństwo zaś korzystania z nich przez Czernowa jest raczej znikome". Ponadto autor relacji nie zgadzał się wówczas z poglądami Piłsudskiego, a jego polscy rozmówcy usiłowali zjednać Czernowa i jego partię (Partia Socjalistów Rewolucyjnych) dla planów Piłsudskiego. Taka polemiczna wymiana zdań musiała utkwić głęboko w pamięci przywódcy eserowców.

Trzeba też przypomnieć o drugim wystąpieniu Piłsudskiego. Miało ono miejsce przed frontem paryskiej, strzeleckiej Szkoły Oficerskiej. Wystąpienia tego słuchali przyszli generałowie WP Jerzy Błeszyński i Bolesław Wieniawa-Długoszowski, pułkownicy Konrad Libicki i January Grzędziński a także Andrzej Strug i Wacław Sieroszewski. K.Libicki zanotował słowa Piłsudskiego: "... W pierwszej fazie wojny z Niemcami i Austrią wystąpimy przeciwko Rosji, by wyzwolić Królestwo Polskie. W drugiej fazie, po zwycięstwie Anglii i Francji nad Niemcami, ...my upomnimy się o wolność zaborów niemieckiego i austriackiego". Sama koncepcja musiała być znana wcześniej. Sieroszewski prezentował ją rok wcześniej na łamach pism francuskojęzycznych.

Wreszcie można wskazać na dokument odnaleziony przez A.Juzwenkę wśród papierów Walerego Sławka, przechowywanych w Archiwum Akt Nowych. Jest to notatka z 16 maja 1917 r. zatytułowana "Aktywizm a pasywizm". Wrocławski historyk zacytował fragment dokumentu w miesięczniku "Znak" (10-11 z 1978 r.): "Aktywizm winien wybierać przeciwnika najgroźniejszego. Przed kilkoma miesiącami Rosja była formalnym właścicielem Polski - wówczas front nasz musiał być skierowany przeciwko niej. Z chwilą, gdy Rosja przestała być najgroźniejszym przeciwnikiem, wysunął się na pierwszy plan okupant (tj. Niemcy - R.Sz.). Naczelne zasady nasze, jeszcze sprzed wojny, pobicie Rosji przez państwa centralne, a następnie tych ostatnich przez Zachód".

Przedstawione powyżej fakty przemawiają na rzecz relacji Czernowa. Piłsudski, dążąc do niepodległości musiał liczyć się z wrogą postawą nie tylko Rosji, ale także Austrii i Niemiec. Będąc realistą, chciał dążyć do swego celu realnymi drogami. Według Garlickiego, Piłsudski zamierzał wkroczyć do Kongresówki na czele swych oddziałów, maksymalnie rozbudować wojsko, zająć Warszawę i ogłosić powstanie państwa polskiego. W ten sposób państwa centralne stanęłyby przed faktem dokonanym. Plan ten nie powiódł się, ale w warunkach 1914 r. wkroczenie do Kongresówki było jedną z możliwych dróg, jakimi mógł kroczyć Piłsudski. Sądzimy, że Komendant wybrałby bez wahania inny wariant działań, gdyby dostrzegł w jego realizacji większe szanse zbliżenia się do niepodległości. Nietrudno więc spostrzec, że w Paryżu mówił Piłsudski o strategii ruchu. Nie przesądzało to o konkretnych posunięciach taktycznych i operacyjnych. Dysponując rzetelnymi dynymi o sytuacji społecznej, gospodarczej i militarnej państw zaangażowanych w konflikcie, można było przy większej dozie wyobraźni założyć pokonanie Rosji przez Niemcy i rozbicie Niemiec przez Anglię i Francję. Był to wariant jeden z wielu, jakie musiał rozpatrzyć Piłsudski. Można sądzić, że Czernow napisał prawdę. Trudno zresztą byłoby zrozumieć, dlaczego przywódca rosyjskich socjalistów rewolucyjnych miałby potwierdzać przenikliwość Piłsudskiego.

Zwolennicy rozwiązania "austriackiego" chcieli, aby legiony były formacjami lojalnymi wobec cesarza Franciszka Józefa. Miało to zapewnić uzupełnienie Austro-Węgier trzecim członem - Polską. Charakterystyczną dla tych poglądów była np. opinia wystawiona Piłsudskiemu przez lojalną wobec Austriaków Komendę Legionów i przesłana do Wiednia (z 29 listopada 1915 r.): "Piłsudski dowodzi pierwszą brygadą legionów, którą sam stworzył, a która duchem i nastrojami różni się całkowicie od 2-giej i 3-ciej brygady uformowanej przez Komendę Legionów. Przedstawia on, wraz ze swą brygadą ten element, który dąży do całkowicie wolnej i niezawisłej Polski, a kierunek austrofilski uważając jedynie za środek do celu, gotów jest w każdej chwili przyjąć inną, w danym momencie mu odpowiadającą, albo za odpowiednią uważaną orientację. Od samego początku wojny postawił sobie za cel zdobycie z biegiem czasu dowództwa całego Legionu Polskiego w tej nadziei, że w stosownym momencie, w oparciu o niego, będzie mógł stawiać żądania o charakterze narodowym i wpłynąć w ten sposób na rozstrzygnięcie sprawy polskiej w sensie swych żądań. Biorąc pod uwagę, że fantastyczne idee Piłsudskiego, nie tylko nie mają żadnej podstawy realnej, ale są także sprzeczne z austriacką racją stanu, starała się Komenda Legionów od samego początku wojny tłumić w miarę możności wpływy Piłsudskiego (...)".

Jednakowe traktowanie aktywistów zaciemnia prawdziwy obraz sytuacji politycznej lat wojny i powoduje, że nie rozumiemy przyczyn sporów pomiędzy takimi politykami jak Piłsudski a Stanisław Stroński czy Władysław Sikorski. Chodziło przecież nie o animozje personalne, które występowały, lecz o dwie koncepcje polityczne wychodzące z przeciwstawnych przesłanek i dążące do uzyskania różnych celów.

Przebieg działań wojennych w latach 1914-1918 i rosnąca fala rewolucyjna w Europie tworzyły korzystną dla Polski koniunkturę międzynarodową - dodajmy nie tylko dla Polski. "Wielka wojna" 1914-1918 wymazała z politycznej mapy świata cesarstwa Habsburgów, Hohenzolernów i Romanowów. Wprawdzie poczynania bolszewików po wystąpieniu listopadowym 1917 r. mąciły obraz kontynentu oglądany z Londynu czy Paryża, ale nawet powstanie władzy sowieckiej traktowano jako epizod, po którym "III Rosja" - biała i demokratyczna wróci na przeznaczone jej miejsce w gronie zwycięzców mocarstw centralnych. Polacy po części nie uświadamiali sobie w pełni, że sprawa polska mogła trafić spod rozbiorczego deszczu pod wersalską rynnę. Zwycięstwo białych Rosjan nad czerwonymi oznaczało dla Polski przekreślenie jej aspiracji terytorialnych nie tylko za Bugiem, ale także na Lubelszczyźnie (Chełmszczyzna była formalnie włączona do Rosji). Nie widzieli tego endecy. "Dmowski i jego obóz - pisze Juzwenko - po rewolucji październikowej opowiadali się po stronie kontrrewolucji, za czynnym udziałem Polski w rekonstrukcji Rosji". "Rosja - twierdzili - odżyje albo przeciw nam, albo przy naszym udziale". Dla Polski, zdaniem endecji, byłoby korzystniejsze, gdyby to odrodzenie dokonało się w drugi sposób. W rzeczywistości interes Polski wymagał czegoś wręcz odwrotnego.

W rezultacie wojny uległy zmianie granice, które przez wiele lat uważano za stałe i nienaruszalne. Rzesza zwróciła terytoria, które stanowiły 12% jej poprzedniego obszaru. Austria i Węgry rozdzielone spadły na pozycje małych państw o powierzchni około 90 tys. km 2 każde. Na ziemiach byłych monarchii rosyjskiej i austriackiej powstały nowe państwa - Estonia, Finlandia, Jugosławia i Łotwa. W nowym kształcie terytorialnym odrodziła się Litwa i zjednoczone ze Słowacją Czechy. Ogłoszono też powstanie Rzeczypospolitej Polskiej, wówczas państwa bez granic.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl