| ||||
|
|
niuko o snach, demokracji i zaklinaniu deszczu Ostatnimi czasy tak się składa że coraz częściej spotykam ludzi którzy otrzymują ciekawe korespondencje z Sądów Pracy. No w czasie dynamicznie budującego się kapitalizmu pracodawcy bidulki mają ważniejsze kłopoty niż wypłacanie swoim pracownikom wynagrodzenie za pracę. W końcu muszą zaciągać kredyty na działanie swoich firm, muszą koniecznie czynić liczne wyjazdy krajowe i zagraniczne, a ponieważ reprezentują poważne godne zaufania firmy to nie uchodzi podróżować byle czym i zatrzymywać się byle gdzie. No i te wyczerpujące spotkania biznesowe odbywać się muszą też w godnej oprawie. To oczywiście wszystko w interesie utrzymania miejsc pracy w imię dbałości ... itd. Muszą dokonywać bardzo wyczerpujących i ciało i umysł kombinacji z wyprowadzaniem majątku z jednych firm do drugich co się nazywa tworzeniem nowych miejsc pracy, co każdy tępak powinien rozumieć jest priorytetem w obecnej chwili. Tak samo jak priorytetem dla niektórych urzędników jest przyspieszenie tempa prywatyzacji (bo przecież będą z tego wpływy do budżetu). Nie dziwne więc że ludzie o tak obywatelskiej postawie szybko znajdą wspólny obywatelski język ponad podziałami. Bo czyż nie prościej urzędnikowi się rozmawia z przedstawicielem biznesu który posiada firmę „x” z którym już raz przeprowadziło się udaną transakcję przekazując mu firmę w leasing? Przecież to oczywiste że pod świetlane plany działania takiej firmy, popartymi odpowiednim biznes-planem, który czasem jest czasem swoistym dziełem sztuki, przedstawiciel banku o także obywatelskiej postawie, bo popierający rozwój prywatnej przedsiębiorczości, Udzieli stosownego kredytu. Bo każdy największy gamoń powinien wiedzieć że prywatna przedsiębiorczość jest bardziej sprawna od fuj i be, pozostałości reliktowych po dawnej epoce będących własnością państwową. Wyjątkowo upierdliwi niewierni Tomasze mogą się o tym naocznie przekonać z publikowanych w razie potrzeby danych statystycznych. Przypadek gospodarza któremu utopiła się krowa w zbiorniku wodnym używanym jako wodopój dla inwentarza to żart niesmaczny, bo zbiornik ów miał statystycznie 20 centymetrów głębokości a krowa była wyjątkowo dorodna. Ale wracając do naszego biznesmena i obywateli, rzutki i sprawny przedstawiciel prywatnej przedsiębiorczości, uzyskany kredyt przeznaczy po części na zdobycie kolejnej be i fuj firmy będącej takim kłopotem strapionego i przejętego dobrem budżetu urzędnika. Wszyscy są zadowoleni urzędnik wykonuje plan, biznesmen zyskuje wiarygodność, bo przecież to nie właściciel jakiejś tam firemki ale przedsiębiorca z całą gębą, a przedstawiciel sektora bankowego udzieli kolejnego kredytu pod kolejny cud plan kolejnego przedsiębiorstwa. No i kręcimy kółkiem wiwat kapitalizm, i kolejne kółeczko, i kolejne. Coraz większy i wiarygodniejszy przedstawiciel prywatnej przedsiębiorczości ten dobrodziej dający miejsca pracy nie poprzestaje na tych żmudnych i mało efektywnych działaniach. On zna pewne prawidło które czasem jest trudne do zrozumienia dla prostaczków. Otóż całość ma mniejszą zdolność kredytową od sumy składników. Jeżeli jakaś firma ma zdolność kredytową którą według wszystkich prawideł sztuki określimy na 100 to po wydzieleniu do utworzonych firm córek poszczególnych elementów i artystycznych cud planach zdolność kredytowa takiego konsorcjum może i nawet osiągnąć 160-180. A i wiele korzyści ubocznych przy takich ruchach się osiąga. Ponieważ każdy zajmujący biznesem powinien wiedzieć że najlepsze interesy się robi za cudze pieniądze to i nasz przedsiębiorca to wie. Dlatego od początku nigdy nie ma 100% własności firmy pierwotnej, no chyba że z jakiś względów jest mu to niezbędne. Ale to naprawdę wyjątkowe przypadki. Idealny układ następuje wtedy gdy pod jego kontrolą (nawet nie koniecznie w bezpośredniej własności) znajdzie się pakiet dominujący głosów, akcji, udziałów. Tu zaczyna się etap tworzenia dworu, lub ekipy wasalnej. Przy pomyślnym układzie kiedy pozostali akcjonariusze są mocno rozproszeni trwa pracowita pełna wysiłku umysłowego akcja właściwego usytuowania zarówno siebie jak i dworu i wasali w organach decyzyjnych i nadzorczych. Demokracja głosów zgodnie z kodeksem święci tu triumfy. A sądy stoją na straży prawa. Firma inwestująca w rozwój obciążona kredytami nie może i nie powinna wykazywać zysku on musi być zainwestowany dobrze jest jeszcze dodatkowo zadłużyć się u dostawców oraz przeciągać własne płatności, ot tak w miarę, aby zwiększyć dodatkowe źródła kredytowania. Przy długo planowym działaniu dokręcania kurka z informacją o rzeczywistych planach firmy jej celach szybko uda się przekonać część udziałowców do jak najszybszej rezygnacji z posiadanych udziałów zwłaszcza jak dzięki stosunkowo prostej polityce personalnej i taktyce głosowania nie dopuści się do głosowania grupami. A słabe wyniki firmy, prawa popytu i podaży pozwalają przejąć sukcesywnie pakiety udziałów za przysłowiowe psie pieniądze które gdy znajdą się pod kontrolą jednej osoby pozwalają na władzę absolutną. Pozostaje na polu walki rozproszona grupa drobnych akcjonariuszy udziałowców, jak to się popularnie mówi „z ręką w nocniku” którzy częstokroć włożyli w to przedsięwzięcie znaczne jak na ich standard pieniądze, w skali globalnej sumarycznie duże. Wystarczy wtedy dokonać jakieś „techniczne” podniesienie kapitału aby tę grupę całkowicie zneutralizować. Tu otwiera się szeroki wachlarz możliwości, dokonuje się to poprzez wasali, spółki córki i na dziesiątki różnych sposobów. Jeszcze tylko trochę ruchów polegających na usytuowaniu zadłużeń w pożądanym miejscu i pod właściwymi osobami i wszystko gotowe do dalszej operacji. Firma matka zadłuża się u firm córek które wzajemnie „wykupują” swoje udziały usamodzielniając się całkowicie długi względem córek rosną a czasem względem potomstwa córek gdzie układ właścicielski dla postronnych jest nieczytelny dzięki systemowi Joker (to zrozumiałe tylko dla karciarzy). No dobrze powie ktoś ale przecież zaciągnięte kredyty na początku kiedyś trzeba będzie spłacić i niby to racja, tylko najczęściej leasingi są dawane na tak zwanych preferencyjnych warunkach, oraz tak jak zmienia się wartość pieniądza w czasie tak samo albo i lepiej zamieniają się wartości nieruchomości zakładów przejmowanych w leasing. Wystarczy tylko „zaoszczędzić” troszkę środków finansowych wykupić wcześniej leasing. Następnie w ramach kompensaty długów sprzedać, oczywiście z zyskiem dla spółki matki którejś z „wyrodnych” córek lub jej potomstwu i wszystko będzie w porządku....no prawie.... okaże się być może że wartość rynkowa sprzedanych nieruchomości jest, lub zaraz będzie dwu lub czterokrotnie większa. Spółka (była matka) nękana nieszczęściami jak biblijny Hiob jeszcze przed sprzedażą swoich obiektów i całkowitą wyprzedażą całego posiadanego majątku zalega z wypłatami swoim pracownikom nieraz kilka miesięcy. W spółce związki zawodowe (co za oszołomstwo) są w sporze zbiorowym z zarządem gdyż nie otrzymują podstawowych informacji o rzeczywistej sytuacji i dalszych planach firmy zgodnie z dotychczasowym prawem (koniecznie trzeba uelastycznić żeby nie wiązać rąk dobrodziejom pracodawcom). Być może właśnie na wskutek „oszczędności” pracownicy nie otrzymują wynagrodzenia, więc kierują pozwy przeciwko firmie do Sądu Pracy, wnioskując o zabezpieczenie roszczeń na szczątkach majątku spółki. Firma zaległych roszczeń względem pracowników nie neguje, zresztą kilkakrotne kontrole Państwowej Inspekcji Pracy niezmiennie wykazuje naruszenia obowiązujących przepisów w tym względzie i bez widocznych efektów. Chwalić Boga mamy niezawisły Sąd Pracy ( te oszołomy i sowietikusy sądzą że im gładko pójdzie). Sąd jest od celebrowania prawa, Sąd jest przepracowany, więc wyznaczy rozprawę za 2 może 3 miesiące (może w między czasie sprawa sama się rozwiąże), źle wynagradzany i kieruje się dobrem ogólnym więc cytuje dosłownie : „ zobowiązuje Pana/Panią do uzupełnienia wniosku o zabezpieczenia powództwa przez podanie okoliczności uzasadniających żądanie zabezpieczenia oraz uprawdopodobnienie tych okoliczności w terminie 7 dni p/r zwrócenie wniosku w przedmiocie zabezpieczenia.”A co! W Sądzie to porządek musi być! Trzeba udowodnić bezspornie że wielbłądem się nie jest. Trzeba tam wszystko na tacy donieść, niech no tam pracownicy grzebią pracodawcy w dokumentach i dokumentują. Przecież pracodawca to taki dobrodziej miejsce pracy im daje, a tym jeszcze mało wynagrodzenia im się zachciewa! | |||