| ||||
|
|
Zbyszek Koreywo Żołnierze wyklęci Komuniści spod znaku sierpa i młota w Polsce generalnie nie lubili społeczeństwa, czemu nie ma się co dziwić, pamiętając jaką społeczeństwo darzyło ich pogardą, zwykle zastrzeżoną dla zdrajców. Niemniej wyjątkową nienawiść wśród sowieckich namiestników budzili żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych oraz kilku innych, mniejszych organizacji wojskowo-politycznych, które za wroga numer jeden uważały komunistyczną hołotę. Ta nienawiść, jak sądzę, zawsze była podszyta zwierzęcym strachem, jaki musiał wzbudzać wśród zdrajców widok polskiego patrioty – żołnierza z pistoletem maszynowym w ręku. Tak to już bowiem jest, że zdrajcy są na ogół tchórzami – żądza pieniędzy czy też władzy zwykle nie jest wystarczającym motywem do daleko posuniętych poświęceń. Na odwrót jest z ludźmi, ożywionymi wielkimi ideałami. Ci są zwykle skłonni do najwyższych ofiar w imię miłości do Ojczyzny. I tak też było z żołnierzami Narodowych Sił Zbrojnych – pierwszą, i mam nadzieję nie ostatnią, karzącą ręką Polski, wymierzającą sprawiedliwość w imieniu wszystkiego co uczciwe i prawe. Żeby zrozumieć podstawy ideologiczne NSZ należy cofnąć się w czasie do roku 1934. Wtedy bowiem powstał Obóz Narodowo-Radykalny, założony głównie przez młodych polskich patriotów, pragnących poświęcić swe siły i rozum służbie Ojczyźnie. Generalnie rzecz ujmując, założenia ideologiczne ONR opierały się na zasadach moralności chrześcijańskiej. Jako gorliwi patrioci, ONR-owcy byli wybitnie antykomunistyczni ale dostrzegali także złe strony drapieżnego kapitalizmu, co nie zawsze podobało się rządowi sanacyjnemu przed II Wojna Światową. Mieli też odwagę mówić głośno o destrukcyjnej działalności części społeczeństwa żydowskiego, a w szczególności fanatycznych działaczy syjonistycznych. Do dziś im tego nie zapomniano i w związku z tym już od ponad pół wieku trwa propagandowa nagonka powielająca pomówienia, głównie o “dzikim antysemityzmie” Obozu Narodowo-Radykalnego. Patrząc wstecz trzeba też przypomnieć fatalne stanowisko rządu sanacyjnego, przynajmniej do roku 1936, które stawiało na jednej płaszczyźnie ONR-owską, patriotyczną młodzież Polską z komunistami z KPP. Bowiem, co nie wszyscy wiedzą, kierownictwo ONR było przez co najmniej dwa lata internowane w Berezie Kartuskiej razem z bolszewickimi agentami z Komunistycznej Partii Polski, których zadaniem była maksymalna destrukcja II Rzeczpospolitej. Co prawda na kilka lat przed wybuchem wojny rząd Rydza-Śmigłego naprawił ten straszny błąd ale, jak sądzę, pozostała pewna nieufność w szeregach młodych patriotów w stosunku do władz rządowych, co niewątpliwie miało pewien wpływ na dalszy rozwój polskiej sceny politycznej podczas okupacji niemieckiej. Początki samej okupacji to przede wszystkim próby znalezienia wspólnej platformy politycznej dla sił zbrojnych Armii Krajowej oraz Związku Jaszczurczego – organizacji wojskowej Obozu Narodowo-Radykalnego. Prawdopodobnie, gdyby nie aresztowanie generała Grot-Roweckiego, do takiego porozumienia by doszło, tym bardziej, że takie były ogólne dyrektywy Naczelnego Wodza Sił Polskich na Zachodzie, gen. Sosnkowskiego. Niemniej, na skutek całego szeregu okoliczności, nie zawsze najlepiej świadczących o politycznym wizjonerstwie polskiej elity przywódczej tak w kraju jak i na obczyźnie, do takiego scalenia nie doszło. Poza tym wchodziły w grę także silne naciski aliantów, zmierzających do jak największej aktywności bojowej podziemnych armii w Polsce, bez względu na cenę krwi oraz sens polityczny takich zmagań. Natomiast Związek Jaszczurczy, który pod koniec wojny przerodził się w Narodowe Siły Zbrojne, zawsze stał na stanowisku, że w sytuacji konfliktu Niemiecko-Sowieckiego należy przypatrywać się temu z boku, broniąc tylko ludność przed represjami tak sowieckimi jak i hitlerowskimi. Dziś, patrząc na tamte tragiczne wydarzenia, nie sposób odmówić racji takiemu punktowi widzenia. Zakładanie bowiem, że odwieczny wróg Polskości - Rosja - będzie wdzięczna za pomoc, to już musiał być duży optymizm. Pomaganie któremuś z bandytów we wzajemnych porachunkach nie powinno leżeć w polskiej racji stanu. Inne, jak wszyscy wiemy, było stanowisko Delegatury Polskiego rządu na kraj i skończyło się to nadzwyczaj tragicznie. Wykrwawieni w walkach z niemieckim okupantem żołnierze Armii Krajowej zapłacili jeszcze straszliwszą daninę krwi na rozkaz super – bandyty, J. Stalina. Natomiast oddziały Brygady Świętokrzyskiej, jako jedyne z polskiego podziemia, przedostały się do amerykańskiej strefy okupacyjnej, chroniąc w ten sposób przed fizyczna zagładą prawie dwa tysiące najlepszych synów polskiej ziemi. Wyczyn ten, opisany w książce “Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej NSZ” autorstwa Antoniego Bohun Dąbrowskiego, jest wręcz fenomenem sztuki wojennej, wartym szerszego rozpropagowania. Oddziały bojowe NSZ od samego początku istnienia PRL były zawsze przedstawiane w fałszywym, odrażającym świetle. Zresztą nie tylko w Polsce ale i na Zachodzie. Przyczyn było i jest kilka a do zasadniczych zaliczyć trzeba legendarną już tezę o “fanatycznym antysemityzmie” żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, każącym im mordować każdego napotkanego Żyda. Doprawdy, trudno o bardziej fałszywy obraz, który jednak bardziej lub mniej świadomie systematycznie powielany jest na użytek ludzi mniej obeznanych z historyczną prawda. Pamiętam, rozmawiałem kiedyś z byłym plutonowym Brygady, który na pytanie o stosunek do społeczności żydowskiej, opowiedział mi taka oto historyjkę: Była sroga zima 44 roku, kiedy jego oddział stacjonował we wsi okręgu kieleckiego. Któregoś dnia do dowództwa kompanii przyszła ubogo wyglądająca kobieta, sina z zimna i zalana łzami. Okazało się, że to wdowa po żołnierzu Września a rozpacz była z powodu zabranego siłą kożucha. Na pytanie, kto zabrał odzienie odpowiedziała, że miejscowy Żyd. Wysłany patrol odnalazł sprawcę wdowich łez, odzianego zresztą w nieco przyciasny kożuch. Na pierwsze pytanie: dlaczego zabrał kobiecie jej własność, Żyd odpowiedział: “bo mi było zimno”, nie kwestionując nawet faktu grabieży. Na dalsze pytania, czy nie sądzi, że teraz jest zimno kobiecie a poza tym od kiedy to można zabierać siłą rzeczy należące do słabszych fizycznie, nie umiał odpowiedzieć. Skończyło się na ostrzeżeniu i rabuś został puszczony wolno. A działo się to w czasie, kiedy obowiązywały prawa wojenne i za rozboje prawo Polski podziemnej wydawało nieraz surowe wyroki, włącznie z kara śmierci.Jeszcze innym, zresztą starannie ukrywanym faktem z historii Brygady, była sprawa rozbicia kobiecego obozu koncentracyjnego na terenie Czech, w miejscowości Holiszów. Zaczęło się od tego, że na wiadomość o planowanej akcji, do dowództwa jednostki zgłosili się radni miasta Holiszów (w operacji wywiadowczej zaangażowani byli Czesi z podziemia), gwałtownie protestując przeciwko rozbijaniu obozu co motywowali ewentualną zemstą Niemców. Na odpowiedź, że Brygada musi rozbić obóz w ciągu następnych kilku godzin celem uniknięcia wymordowania więźniarek przez oddział SS, Czesi odpowiedzieli, że bliższe im są własne rodziny. To w zasadzie wykluczyło dalszą dyskusję i dostojna delegacja została odprowadzona w eskorcie do miasta, co ponoć nie przyczyniło się do polepszenia bratnich stosunków na przyszłość. Tak czy inaczej rozkaz: “uwolnić więźniarki” został wydany i w ciągu kilku godzin Brygada zajęła pozycje wyjściowe. Dokładnie o godzinie 11.30 bataliony ruszyły do ataku. Krytyczny moment nastąpił w momencie forsowania głębokiej rzeczki, oddzielającej obóz od polskich żołnierzy. Jedynym przejściem był wąski most a w tym czasie niemieckie bunkry otwarły już gwałtowny ogień z ciężkich karabinów maszynowych. Wtedy padł krótki rozkaz: “biegiem przez most”. Chłopcy z NSZ tylko w pędzie pochylili głowy i strzelając z bioder jak burza ruszyli przez mostek. Po gwałtownej walce kompania majora Rusina pierwsza wpadła na dziedziniec obozu, kiedy I batalion 202 pułku likwidował załogi bunkrów nr 1 i 2. Z kolei I batalion 204 pułku wziął na siebie ciężar związania ogniem oraz zlikwidowania bunkrów nr 3 i 4. Kiedy zamilkł ostatni niemiecki ckm, SS-mani w barakach wywiesili białe prześcieradła na znak, że się poddają. Obóz koncentracyjny “Holiszów” został zdobyty przez jednostkę bojową Narodowych Sił Zbrojnych. Pułkownik Bohun Dąbrowski, tak opisywał to wydarzenie: “- Uwolnione kobiety-więźniarki wybiegły z baraków na dziedziniec aby nas przywitać. Radość ich z odzyskanej wolności była tak wielka, że trudno mi opisać wrażenia, jakie wtedy przeżyłem, patrząc na te wynędzniałe w pasiakach postacie, rozpromienione niespodziewanym szczęściem. Zapanował niesamowity hałas, powstały z mieszaniny radosnego śmiechu, głośnego płaczu, krzyków i bieganiny. W pewnej chwili podbiegł do mnie mój adiutant ppor. Zygmunt z meldunkiem, że po lewej stronie znajdują się dwa baraki, podwójnie otoczone płotem z drutu kolczastego pod prądem elektrycznym. Brama zamknięta jest na łańcuchy z kłódkami. Drzwi baraków również były pozamykane. Z małych okienek wyglądały wychudzone twarze i słychać było głośne wołanie o pomoc. Natychmiast kazałem przyprowadzić komendanta obozu i wyłączyć prąd elektryczny z kolczastego ogrodzenia. Na moje pytanie o powód zamknięcia i odizolowania tych dwóch baraków odpowiedział, że na rozkaz Himmlera są w nich zamknięte więźniarki pochodzenia żydowskiego. Budynki te, wraz ze znajdującymi się w nich kobietami, miały być oblane benzyn ą i spalone w momencie zbliżenia się wojsk amerykańskich do Holiszowa na odległość 20 km. Po otwarciu bramy, wszedłem na teren zabudowań i zobaczyłem stojące dookoła każdego baraku beczki z benzyną.(….) Chciałem wejść do wnętrza, ale makabryczny widok, jaki ujrzałem, zatrzymał mnie na progu. Z mroków budynku, wydostawał się na zewnątrz potworny odór wydzielin ludzkich, zmieszany z wonią rozkładających się trupów. Z tych czeluści, na światło dzienne wypełzały z wielki płaczem radości, pozostałe przy życiu kobiety. Ze słabości nie mogły ustać na nogach.Odszedłem na bok i patrząc na nie, myślałem nad zwyrodnieniem ludzkiej natury. W tym czasie, podczołgała się do moich nóg jedna z więźniarek i zaczęła całować moje stopy. Potem wyciągnęła jakieś zawiniątko i podając mi powiedziała: “udało mi się przed Niemcami schować dolary. Chce je teraz panu ofiarować w dowód wdzięczności za uratowanie mi życia.” Zwracając jej w gazetę zawinięte pieniądze, odpowiedziałem, że jestem już wynagrodzony tym, że udało nam się uratować tyle żyć ludzkich, a pieniądze niech schowa dla siebie, bo teraz na pewno jej się przydadzą.” Tyle miał do powiedzenia bohaterski dowódca Brygady Świętokrzyskiej, pułkownik Antoni Bohun Dąbrowski. W rezultacie brawurowej akcji bojowej uwolnionych zostało ponad tysiąc kobiet różnych narodowości, w tym Polki, Francuzki, Czeszki, Rumunki, Jugosławianki oraz te pochodzenia żydowskiego. I był jeszcze epilog tego wydarzenia, które nie skończyło się wraz z rozbrojeniem ostatniego SS-mana w Holiszowie. Rządy wszystkich państw, których obywatelkami były kobiety-więźniarki, przesłały do sztabu Brygady Świętokrzyskiej specjalne podziękowania za uwolnienie ich obywatelek. Wszystkie rządy za jednym wyjątkiem. Izrael nigdy takiego podziękowania nie przesłał i z tego co wiem, nie ma w Yad Vaszem nawet najmniejszej wzmianki o bohaterskich żołnierzach z NSZ, dzięki któremu ponad 200 kobiet pochodzenia żydowskiego zostało w ostatniej chwili wyrwanych z gardła śmierci. CDN.(W następnym odcinku akcje bojowe NSZ i wyjaśnienie domniemanego antysemityzmu)
| |||