| |||||||||||||||||||||||||||||
|
w tym
wydaniu:
AKI: burak wydania: micra: |
Dr. Romuald Szeremietiew PRUSKA PRZEGRANA Przez wiele dziesiątków lat Niemcy podzielone były na liczne organizmy państwowe. Państwa niemieckie nie liczyły się w europejskim układzie sił. W 1871 roku ogłoszono powstanie Rzeszy Niemieckiej. Była ona rezultatem zabiegów Prus, które brały swój początek na ziemiach zagrabionych Rzeczypospolitej Polskiej. Wydawało się, że II Rzesza będzie spadkobierczynią tradycji pruskiej. Zapewnie w tym czasie zaczęło obrastać w nowy sens znane powiedzenie, że "jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem". W historii stosunków polsko-niemieckich nie zawsze tak było. To prawda, że pierwsze półwiecze, począwszy od Chrztu Polski, stanowiło w znaczniej mierze pasmo walk z germańskim Drang nach Osten. Najczęściej jednak konflikty z Polską wszczynali chciwi ziemi słowiańskiej możnowładcy, zakony rycerskie, rzadziej miała Polska do czynienia z całą potęgą Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Były też i takie wydarzenia, jak spotkanie gnieźnieńskie Bolesława Chrobrego z cesarzem Ottonem III, czy poparcie udzielone przez Henryka III Kazimierzowi Odnowicielowi. Przez długie lata stosunki Polski z państwami niemieckimi układały się pomyślnie. Można wskazać wiele przykładów bliskiej nawet współpracy. Na tronie polskim zasiadali władcy Saksonii, a związek personalny obu krajów przetrwał ponad sześćdziesiąt lat. Konstytucja 3 Maja przyznawała dziedziczność tronu niemieckiej dynastii Wettinów. W ciągu stuleci poprzedzających rozbiory, granica z Niemcami była spokojna. Polska opinia oddzielała wówczas Prusy od Niemiec. Królestwo pruskie nie wchodziło jeszcze w skład Cesarstwa Niemieckiego. Po upadku Powstania Listopadowego 1831 roku zachodnie i południowe Niemcy manifestowały entuzjastyczne poparcie dla sprawy polskiej (Polenfreundschaft). Emigranci polscy byli gościnnie przyjmowani, a poezja i literatura Niemiec opiewała polskie walki o niepodległość. Niemiecki historyk i polityk Karl von Rotteck nazwał rozbiory Polski "najsmutniejszym dramatem historii nowoczesnej" i "brutalnym naruszeniem prawa narodów i praw człowieka". Sytuacja uległa zmianie od czasu, gdy król pruski podporządkował sobie znaczną część innych państw niemieckich a polityka Niemiec zaczęła oznaczać politykę Prus. Na tym odcinku zrodziły się bardzo złe tradycje. Państwo pruskie było spadkobiercą Krzyżaków i Brandenburgii, z którymi Polska znajdowała się w ustawicznych konfliktach. Połączenie się tych tworów państwowych stworzyło organizm polityczny oparty na osi Królewiec-Berlin. Istnienie Prus oznaczało więc nie tylko zagarnięcie części terytorium Rzeczypospolitej, ale również pozbawienie Polski dostępu do Bałtyku. Według Prusaków oznaczało to, że odbudowanie Polski spowoduje likwidację Prus, a co najmniej ich uszczuplenie w północno-wschodniej części. Prusy opanowały nie tylko ziemie polskie. Chcąc utrzymać zdobycze terytorialne Prusacy musieli zwiększać procent ludności niemieckiej w swym państwie i w ten sposób minimalizować odśrodkowe dążenia obywateli pochodzenia słowiańskiego. W tym celu podjęto m.innymi działania, które można określić jako pruski Drang nach Westen. Król pruski chciał zostać cesarzem Niemiec, a jego rywalem stał się władca Austrii. W końcu na placu boju o przewodnictwo wśród narodów niemieckich, po wyeliminowaniu słabszych współzawodników, pozostały Prusy i Austria. Konfrontację, w której użyto wszystkich środków, nie wyłączając militarnych, wygrały Prusy. One też stworzyły nową Rzeszę. Wzrost Prus do rangi europejskiego mocarstwa regionalnego oznaczał nie tylko zawrotną karierę dla małego - chociaż prężnego - państwa. Oznaczał istotną zmianę w europejskim układzie sił. Zjednoczone przez Bismarcka Niemcy zdystansowały Francję, która od klęski w wojnie 1870 roku starała się znaleźć sojusznika przeciwko groźnemu sąsiadowi od Wschodu. Rzeczypospolita od dawna nie istniała. W ten sposób Rosja, niedawny wróg Francji, któremu drogę w głąb Europy utrudniały polskie walki niepodległościowe, a istnienie Polski niepodległej odpowiadało francuskiej racji stanu, stawał się naturalnym sojusznikiem Paryża. Monarchia Romanowów, która dzierżyła największą część Rzeczypospolitej - w tym stolice "obojga narodów" Warszawę i Wilno - stała się obiektem zabiegów francuskich. Odbiło się to natychmiast na polsko-francuskich związkach politycznych. Odtąd nie można było liczyć na pomoc Francji przeciwko Rosji. Coraz częściej z ust Francuzów słyszeli Polacy rady, że w interesie Polski powinni zjednoczyć się z Rosjanami i przeciwstawić się Niemcom. Chodziło oczywiście o interes francuski, gdyż Polacy pozbawieni własnego państwa byli dla Paryża zbyt słabym czynnikiem w obliczu potęgi Rzeszy. Jednak wbrew pozorom mocarstwo stworzone przez Prusy nie miało przed sobą przyszłości. Może się wydać paradoksalnym, że Prusy jednocząc Niemców jednocześnie przygotowały podstawy samounicestwienia. Położenie geopolityczne groziło Rzeszy, że każdy konflikt może się przekształcić w wojnę na dwa fronty. Z jednej strony znajdowała się Francja, pobita, ale żądna odwetu. Z drugiej Rosja, której władcy nie wyrzekli się "zbierania" całości ziem słowiańskich pod swym berłem. Również stosunki wewnętrzne w Rzeszy nie gwarantowały Prusakom hegemonii nad Niemcami. Ludnościowy i gospodarczy środek ciężkości państwa dość szybko przesunął się ze wschodu na zachód Niemiec. Stolica Rzeszy znajdowała się w pruskim Berlinie, ale ogromna większość ośrodków przemysłowych i wielkomiejskich powstała na zachodzie Niemiec. Pokłady węgla i rudy żelaza, żeglowne rzeki i porty -wszystko to osłabiało polityczne znaczenie rolniczych prowincji pruskich, a wraz z tym polityczne znaczenie pruskiego junkierstwa w Rzeszy. Wprawdzie obszarnicy pruscy nadal dowodzili armią i kierowali polityką zagraniczną, ale i przemysłowe Niemcy zyskiwały coraz większe wpływy, domagając się floty, kolonii, surowców i rynków zbytu. Prusacy usiłowali godzić interesy niemieckiego wschodu i zachodu. Polityka niemiecka lawirowała, nie mogąc się zdecydować w wyborze głównego wroga. Raz hasłem było "Gott strafe England" i starano się o względy Petersburga, innym razem usiłowano porozumieć się ze Zjednoczonym Królestwem przeciwko "azjatyckim" Rosjanom. Efekt był nieodmiennie ten sam: Rzesza mobilizowała przeciwko sobie pierwsze potęgi świata, a zyskiwała sojuszników, którym pomoc była bardziej potrzebna niż Niemcom. Położenie Polski "między Niemcami a Rosją" zmuszało do wyciągnięcia zasadniczych wniosków. Stało się przecież widocznym, że "wybicie się Polaków na niepodległość" będzie możliwe tylko pod warunkiem skłócenia zaborców: Austrii, Prus i Rosji. Zamysł wykorzystania sprzeczności pomiędzy "czarnymi orłami" stawał się w różnych wariantach motywem zasadniczym tak w programie niepodległościowym, jak i w dążeniach emancypacyjnych Polaków. Myśl ta opierała się na następujących przesłankach. Nie można było liczyć na pomoc Francji w walce z caratem, ale ta sama Francja była śmiertelnym wrogiem innego zaborcy - Prus. Austria nie tylko stworzyła względnie liberalne warunki dla życia ludności polskiej w swoim zaborze, ale obawiała się konkurencji rosyjskiej na Bałkanach. Każde w zasadzie działanie wrogie Rosji mogło liczyć na poparcie austriackie. Niemcy widziały konkurenta w Anglii, ale jednocześnie coraz bardziej zbliżały się do Austro-Węgier, musiały więc wystąpić nie tylko przeciw Brytyjczykom, ale i przeciwko Rosjanom. Wszystko to prowadziło prostą drogą do powstania dwu bloków i.... do wojny. W takiej wojnie sprawa polska miała szanse stać się problemem międzynarodowym. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można było przypuszczać, że każda ze stron chciała będzie wykorzystać dążenia wolnościowe Polaków dla swych celów. Ważniejszym było jednak przekonanie, że oto ulegnie zniszczeniu "porządek Świętego Przymierza", który tak skutecznie odbierał Polakom wiarę w możliwość odzyskania niepodległości. Jakby naprzeciw polskim pragnieniom wyszły procesy, stanowiące początek nowego jakościowo etapu w stosunkach polsko-niemieckich. Zauważono oto cofanie się niemczyzny z ziem polskich opanowanych przez Prusy. Było to tym ciekawsze, że Polska jako państwo nie istniała, natomiast w niemieckich rękach znajdowały się nie tylko Szczecin i Wrocław, ale również Poznań i Toruń. Wytyczne polityki pruskiej przed wybuchem I wojny światowej była znana wypowiedź kanclerza Otto von Bismarcka, "Bijcież Polaków dopóki im nie odejdzie ochota do życia (...) jeśli mamy istnieć musimy ich wytępić". W związku z tym rząd Rzeszy podjął wiele działań, które miały zapewnić istnienie Prusom. Jednym z nich była tzw. walka o kultuę (Kulturkampf). Celem tej akcji miało być nie tylko pognębienie katolicyzmu - przeciwnika pruskiego protestantyzmu, ale również niszczenie polskości. Polskość i katolicyzm w umyśle "żelaznego kanclerza" łączyły się w całość. Kulturkampf rozpoczął się już po ogłoszeniu dogmatu nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności na Soborze w 1870 roku. W listopadzie 1871 roku parlament pruski uchwalił tzw. "paragraf kazalnicy" przewidujący kary dwu lat więzienia dla księży, którzy podejmą z ambony krytykę polityki rządu. W przemówieniu, wygłoszonym przez Bismarcka w parlamencie (09.02.1872), kanclerz ostro zaatakował duchowieństwo polskie. Oskarżał je o "planowe" i konsekwentne "odniemczanie" młodzieży szkolnej. Doszło do tego - według Bismarcka - że "w dawnych, niemieckich gminach Prus Zachodnich młodzież nie umiała już po niemiecku, skutkiem czego gminy te, po stuletniej przynależności do państwa pruskiego zostały spolonizowane". Przy innej okazji Bismarck mówił o "polskim szturmie na niemieckie bastiony". "Tysiące Niemców i całe miejscowości w poprzednim pokoleniu jeszcze niemieckie zostały spolonizowane" - wołał kanclerz. Bismarck nie mógł znieść wystąpień polskich posłów w Reichstagu, denerwowały go wpływy arystokracji polskiej na dworze berlińskim (głównie Radziwiłłów). Wszędzie widział intrygę i spiski znienawidzonych Polaków. Władze pruskie wydały zarządzenia odbierające duchowieństwu polskiemu wpływ na szkoły. Jednak katolicyzm okazał się silniejszym. Kiedy w grudniu 1872 r. doszło do zerwania stosunków dyplomatycznych Niemiec ze Stolicą Apostolską i Pius IX podjął stanowcze kroki wobec pruskich zabiegów utworzenia tzw. kościoła narodowego, wówczas katolicy w Niemczech zdopingowani zostali do działania. Wyrazem tego był wrzost sił katolickiej partii Centrum w parlamencie Rzeszy. Doszło też do współpracy pomiędzy środowiskami katolickimi polskimi i niemieckimi. "Z polskiego punktu widzenia -stwierdził Janusz Pajewski *Polska-Niemcy, dziesięć wieków sąsiedztwa* - Kulturkampf był zjawiskiem dodatnim. Na szali poolskich zdobyczy doby Kulturkampfu widnieje wejście chłopa polskiego do rzędu walczących o prawa narodu. Zwalczając religię, ten wielki skarb duszy ludu polskiego, odsłonił mu Bismarck inny wielki skarb - ojczyznę". W 1886 r. Bismarck musiał zrezygnować ze swojej "walki o kulturę". Nie oznaczało to jednak zmiany polityki w stosunku do Polaków. Nadal szykanowano społeczeństwo polskie, jednak starano się czynić to w sposób bardziej elastyczny. Zgodnie z zasadą: "dziel i rządź" Bismarck sądził, że wystarczy sparaliżować działalność polskiego duchowieństwa i pozbawić majątków polską szlachtę, a chłopi polscy dadzą się zgermanizować. Dlatego rząd pruski powołał do życia specjalną Komisję Kolonizacyjną do wykupu ziemi z rąk polskich. Ustawa z 26 kwietnia 1886 r. utworzyła tzw. fundusz kolonizacyjny w wysokości 100 mln marek, "aby przez osiedlenie niemieckich chłopów i robotników wzmocnić w prowincji poznańskiej i Pusach Zachodnich żywioł niemiecki przeciwko dążnościom polonizacyjnym". Efekt działalności tej Komisji był taki, że w okresie 1886-1918 wykupiła ona 438 tys. ha ziemi, ale z tego tylko 125 tys. ha należało przedtem do Polaków, resztę kupiono od Niemców. W tym samym czasie Polacy zakupili od Niemców ok. 200 tys. ha! A więc w rezultacie niemiecki stan posiadania nie tylko nie powiększył się, ale nawet uległ zmniejszeniu. Dymisja Bismarcka nie oznaczała istotniejszych zmian w polityce wewnętrznej Prus. Cesarz Wilhelm, w czasie przemówienia wygłoszonego w Malborku, w 1902 r. zapowiadał, że poskromi "polską butę i zuchwałość". Minister spraw wewnętrznych Hans von Hammerstein-Loxten domagał się, aby Polacy uważali się za "Prusaków mówiących po polsku". Minister oświaty Gustaw von Gossler nie krył swej nienawiści do polskości. A kanclerz Bernhard von Bulow tłumaczył dziennikarzowi zachodniemu konieczność kursu antypolskiego wysokim przyrostem naturalnym Polaków (?). Christoph von Tiedemann (prezydent rejencji bydgoskiej) mówił: "chodzi (...) o starą, tysiącletnią walkę o to, kto ma przetrwać na obszarze pomiędzy Łabą a Wisłą, Niemcy czy Polacy". Istotę polityki pruskiej w stosunku do ludności polskiej wyłożył Edward Hauptmann w książce "Der Rückgang des Deutschtums": "musimy wytępić słowiańszczyznę w naszych granicach, jeżeli wpływ niemczyzny w dziejach narodów kulturalnych nia ma ulec znacznemu spadkowi". A jednak pomimo wysiłków rządu pruskiego i licznych organizacji z Hakatą na czele, nie udawało się zgermanizować ziem polskich. Miasta i centra przemysłowe w zachodnich Niemczech przyciągały ludność niemieckiego wschodu. Niemcy - przede wszystkim - opuszczali Poznańskie, Pomorze, a nawet Śląsk. Wówczas to znany socjolog Max Weber nazwał ten proces odpływu Niemców "ucieczką ze Wschodu" (Ostflucht). Łączył się z tym drugi prąd emigracyjny (jakby na przekór Hakacie) nazwany "ucieczką z ziemi" (Landflucht). Według obliczeń samych Niemców te prądy emigracyjne objęły ogromne masy ludzi. Tylko w okresie od powstania II Rzeszy do 1910 r. niemieckie prowincje wschodnie opuściło około 3,7 mln ludności. Do wybuchu I wojny światowej liczba ta przekroczyła 4 miliony. Gdy przypomnimy, że cały pruski Wschód zamieszkiwało 14 mln ludności (w 1910 r.) - w tym kilka milionów Polaków - wówczas stwierdzimy, że ubytek ten stanowił prawie jedną trzecią zaludnienia. Rozmiary "Ostfluchtu" w pierwszym czterdziestoleciu II Rzeszy obrazowały dane ogłoszone przez Józefa Szaflarskiego ("Ruch ludnościowy na pograniczu polsko-niemieckim w ciągu ostatniego wieku"). W poszczególnych rejencjach ubyło:
W rezultacie tych procesów Prusy Wschodnie utraciły 9,1% ludności, Prusy Zachodnie - 9,5%, Pomorze - 8,15%, Poznańskie - 9,0% i Śląsk 2,6%. Tajemnicę ucieczki ze Śląska - pomimo istniejącego tam rozwiniętego przemysłu - Szaflarski tłumaczył następująco: "Głównie działały tu czynniki ekonomiczne, jak wyższe płace, lepsze stosunki mieszkaniowe i ogólne warunki życiowe. Porównanie przeciętnych rocznych zarobków górnika w latach 1910-1913 na Śląsku (ok. 1000 Mk) i w kopalniach westfalskich (o 50-60% wyższe) w dużej mierze tłumaczy nam ten właśnie kierunek migracyjny". Proces odpływu niemczyzny miał ogromne znaczenie dla umacniania polskości na ziemiach zaboru pruskiego. Polacy odzyskiwali dawne pozycje nawet tam, gdzie nie sięgały przedtem granice przedrozbiorowe. Prezydent rejencji opolskiej np. podawał w urzędowej statystyce, że w 1861 r. Polacy stanowili 59,1% ogółu ludności, w 1900 - 59,9%, w rok później przewaga ludności polskiej zwiększyła się do 69,2%, aby w 1911 r. osiągnąć 70,1%. I chociaż władze pruskie starały się ukrywać rzeczywisty stan rzeczy (dane kościelne mówiły o 80-90% Polaków w rejencji), to jednak nie mogły ukryć faktu, że Opolszczyzna była polska. Podobne zjawisko można było spostrzec w Wielkopolsce. Jeżeli w 1871 r. przewagę ludności niemieckiej notowano w 43 miastach Poznańskiego, to w cztery lata później liczba ta spadła do 21 miast. W samym Poznaniu odsetek Polaków podniósł się w tym okresie z 51 do 60 procent. Zacytujmy jeszcze fragment z pracy poznańskiego historyka Gerharda Labudy ("Polska granica zachodnia"): "W stosunkach narodowościowych polsko-niemieckiego pogranicza w XIX i na początku XX wieku zauważa się dwie tendencje: z jednej strony rośnie przez cały czas bezwzględna liczba Polaków, zgodnie z ogólnym wzrostem potencjału demograficznego tych terenów, z drugiej zaś maleje powoli i nieznacznie ilość Polaków w liczbach względnych w stosunku do żywiołu niemieckiego. Ten drugi stosunek zmieni się na korzystny, gdy do ludności polskiej zamieszkującej wschodnie kresy państwa pruskiego doliczymy Polaków, którzy na przełomie XIX i XX wieku przenieśli się do centralnych i zachodnich prowincji tego państwa. Stosunek ten przybierze jeszcze korzystniejsze oblicze, gdy doliczymy do Polaków - obywateli państwa pruskiego - polską ludność sezonową, dość stale i regularnie pojawiającą się w granicach Rzeszy. Toteż dopiero suma wszystkich Polaków przebywających w Rzeszy na początku XX wieku może nam dać wyobrażenie o naporze żywiołu polskiego na wschodnie granice Rzeszy". To, co się działo, niepokoiło czynniki rządowe. Usiłowano mobilizować Niemców przeciwko polskości. Ukuto nawet specjalne hasło " die polnische Gefahr" - polskie niebezpieczeństwo. Najbardziej przewidujący politycy niemieccy musieli zdawać sobie sprawę, że utrzymanie się Prus nad Wisłą stawało się coraz mniej realne. Obawy Niemiec przed "polskim niebezpieczeństwem" potęgowały wzrost świadomości narodowej i politycznej wśród ludności polskiej. Prusacy nie mogli zrozumieć, dlaczego przegrywają z pogardzanym żywiołem polskim. Podejrzewano intrygi rosyjskie lub francuskie podburzające Polaków. Przebłyskiem realizmu w polityce niemieckiej można by nazwać czteroletni okres rządów następcy Bismarcka na fotelu kanclerza, Leo von Capriviego. Nowy kanclerz był rzecznikiem interesów zachodnich, przemysłowych Niemiec. Caprivi uważał, że w niedalekiej przyszłości musi dojść do wojny z Rosją (zdanie kanclerza podzielali szefowie sztabu armii Alfred Waldersee i Helmuth von Moltke). Dlatego Caprivi postanowił zbliżyć się do Anglii i złagodzić kurs polityki antypolskiej. Linia ta szybko dała widoczne efekty, ale została ostro zaatakowana przez junkrów pruskich, którym sekundował odsunięty Bismarck. Caprivi zmobilizował przeciwko sobie najbardziej reakcyjne koła Rzeszy. Porozumienie z Anglią spowodowało powstanie Związku Wszechniemieckiego (w 1891 r.), domagającego się nowych kolonii, a więc konfliktu z Wielką Brytanią. Natomiast nieznaczne ulgi poczynione ludności polskiej zaowocowały po niemieckiej stronie powołaniem Hakaty. Prusacy nie poprzestali na werbalnym atakowaniu "perfidnej" Anglii i równie "perfidnych" Polaków, ale doprowadzili do obalenia Capriviego. Polityczne fiasko planów germanizacyjnych w stosunku do ludności polskiej musiał w jakimś sensie stwierdzić u schyłku swego życia sam "żelazny kanclerz". "Polska szlachta, polskie duchowieństwo i (...) polski chłop - przyznawał Bismarck - oto elementy, dla których konspiracja i intryga polityczna stały się nie tylko potrzebą życiową, lecz które okazują w nich wyjątkowo wysokie uzdolnienia i zręczność, oddane w służbę idei narodowej, nie pozwalają im nigdy spocząć, lecz pobudzają ustawicznie do coraz nowych knowań". Klęska Prus w konfrontacji z polskością była - wbrew pozorom - przesądzona. (Dowodzi tego chociażby obecna granica polsko-niemiecka na Odrze i Nysie). Dopóki Prusy kierowały polityką niemiecką, musiało to oznaczać klęskę Niemiec. Fragment książki: „Polityka jest sztuką możliwości”. | ||||||||||||||||||||||||||||