| ||||
|
|
AKI Co może jeden człowiek... W przededniu kolejnej pielgrzymki Jana Pawła II, tym razem na Ukrainę byłem świadkiem pewnej, zdumiewającej dyskusji na ten właśnie temat. Dyskutowano bowiem o tym, kto na wizycie Papieża zyska, a kto straci. Która opcja polityczna wyciągnie z tego wydarzenia większe korzyści. Dywagowano czy czas na pielgrzymkę jest aby odpowiedni i czy w ogóle do pielgrzymki owej powinno dojść. W końcu roztoczono wizję waśni religijnych, ba wojny nawet, którą to wizyta papieża niewątpliwie wywoła. Byłem zdumiony. Bo czyż w takim tylko kontekście należy pielgrzymowanie Jana Pawła II odbierać? Czy niczego innego nie można się dopatrzyć? Wszak to nie pierwsza już papieska pielgrzymka. Wiemy jak zakończyły się poprzednie i czego możemy się spodziewać po kolejnej. Przywołajmy zatem kilka obrazów z niezbyt odległej, naszej przeszłości. Brudne, szare miasta i wsie. Odrapane budynki, dziurawe drogi, walące się płoty. Porzucone gdzieś, nieruchome żelastwo porastające powoli trawą. Obskurne sklepy, gdzie obok śledzi w beczce, bloku masła i marmolady z nieodłącznym rojem much, leżały kostki szarego mydła i pudełka proszku „Ixi”. Beton, asfalt, wielka płyta i jakieś liche krzaki. Dziś takie samo jak wczoraj i jutro. Miejsca wszędzie jednakowe, nie różniące się zgoła niczym. Wszyscy żyją podobnie, by nie powiedzieć tak samo. Jak w jakimś gigantycznym, strzeżonym obozie, w którym zapewniono zajęcie, tanią rozrywkę, proste jedzenie. Jednym słowem egzystencję. Niewielkie zmiany obiecano w perspektywie czasu. Czekano więc beztrosko pośród tego betonu, asfaltu, wielkiej płyty i jakichś lichych krzaków. Zrywy nagłe i gwałtowne. Zaskakujące chwile krótkotrwałej nadziei boleśnie i brutalnie zdeptanej. I znowu powrót do szarej codzienności, do braku wiary w możliwość jakichkolwiek zmian. Popadanie w nijakość. Telewizor na obu kanałach mówiący to samo. Czarne złoto, wydajność z hektara, przewodnia rola, dobro kraju, mały fiat, najwyższa troska, sen o potędze... Marzenia sięgające najdalej własnej działki, może domku. Dziś znowu takie jak wczoraj. Czekanie, czekanie, czekanie, choć tak naprawdę nikt nie potrafił określić na co. Aż w końcu pojawił się ktoś, kto inaczej patrzył zarówno na przeszłość jak i na teraźniejszość. Pokazał kierunek, zachęcił. Ktoś, kto spojrzał z miłością i powiedział dobrotliwie „I Ty jesteś potrzebny ze swoim brzemieniem”. Nagle okazało się, że z tej krainy betonu, asfaltu, wielkiej płyty i jakichś lichych krzaków jest wyjście. Jest droga, która prowadzi za horyzont. Już nie baliśmy się uczynić pierwszego kroku. Przestaliśmy trwać, czekać. Wielki, strzeżony obóz pozostał za nami. Beton, asfalt, wielka płyta i jakieś liche krzaki, pomimo iż nadal nas otaczają, zostały pokonane. Wkroczyliśmy na drogę przemian, z której nie ma już odwrotu. A przeszłość? No cóż, ona była, nie zapierajmy się jej. Nasze życie z nią właśnie tworzy całość. Być może dziś, ten sam ktoś, ta sama biała, przygarbiona postać dawnego biskupa krakowskiego da nadzieję innym. Pomoże odzyskać wiarę, podnieść wzrok. Wyzwoli z niemocy i odrętwienia. Być może kolejny raz przekonamy się „Co może jeden człowiek, i jak działa świętość” )* )* Czesław Miłosz, „Oda na osiemdziesiąte urodziny Jana Pawła II” | |||