| ||||
|
w tym
wydaniu:
AKI: |
AKI Historia jednego koncertu Ciepły, majowy wieczór. Dookoła morze zieleni. Kwiaty, trawa, krzewy, drzewa swą zielenią i feerią kwietnych barw wyzywająco i natarczywie atakują zmysł wzroku. Jakby się bały, że na skutek spóźnionego nieco nadejścia wiosny nie zdążą w pełni zaprezentować swych wdzięków. Powietrze rozedrgane jest wiosennym zapachem i śpiewem ptaków. Mimo tej sielanki atmosfera napięcia i podekscytowania. Świątynia. Wewnątrz wita czerwonym światełkiem, migocząca nieprzerwanie dzień i noc „wieczna lampka”. Tu jakoś łatwiej przychodzi wszystkim zgiąć kolano, pochylić głowę, zadumać się. Nikogo też nie dziwią poruszające się w niemej modlitwie usta, czy przesuwane w palcach paciorki. Wokół skupione twarze. Tylko nieliczni rozglądają się ciekawie pragnąc poznać dręczącą ich tajemnicę. Wchodzą muzycy. Są młodzi i piękni. Doskonale harmonizują z otoczeniem. Tak, jakby byli tu zawsze, jakby stanowili nieodłączną część tego miejsca. Dyrygent miękkim ruchem uniósł ręce w górę. Rozpoczęli. Ten moment pomimo iż wszyscy się go spodziewają, zawsze trochę zaskakuje. W jednej chwili ta dostojna i cicha dotąd świątynia wypełniła się brzmieniem. Spod szczupłych, smukłych dłoni spłynęły srebrne dźwięki, po czym odbiły się od sklepienia, ścian, posadzki i zewsząd szczelnie otuliły zasłuchanych ludzi. Ale oto pośród chóru smyczków wyróżnił się inny jeszcze głos. Głos dźwięczny, jasny i czysty: „Salve Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo”...To zadziwiające, że tę ogromną różnorodność dźwięków, która w cudowny sposób zlewa się w jedną przepięknie brzmiącą całość można zapisać na papierze. Oto skrzypce w doskonały, perfekcyjny sposób recytują swoją kwestię. Płynne ruchy rąk Dyrygenta. I ten głos: ...„Eia ergo, advocata nostra illos tuos misericordes oculos ad nos converte”...Słowa znajome, przywołujące wspomnienia. Mały wiejski cmentarz, ogrom smutku, pochylone drzewa przyprószone śniegiem... Tak, to już pół roku a obrazy stojące przed oczyma nic nie straciły z ostrości swych barw. ...„O clemens, o pia, o dulcis Virgo Maria”.Cisza, która nagle zapadła znów zaskoczyła. Trwała jednak tylko przez moment. Minęła godzina. Jeszcze jedna godzina życia, chwila właściwie. Jednak to dla takich właśnie chwil, chwil obcowania z czymś ulotnie pięknym, nieuchwytnym, niematerialnym warto żyć. Rozległy się oklaski. Ale czyż można w tak niedoskonały sposób wyrazić swoją wdzięczność za doznania, które zostały nam dane? | |||