now@ on-line  czerwiec  2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

AKI:

zamach

Anna Rataj:

burak wydania:

bur@k

Andrzej Olędzki:

micra:

Paweł Kos-Nowicki:

 
 

trygonometria uczuć:               StefanDetko

miłość Agnieszki

 

„Owiało mnie tchnienie wiosny, Twój ciepły dotyk ukoił trzepotanie serca spragnionego kochanych ust. Zacząłem żyć... Śniłem wplatany w burzę złocistych włosów z sercem przepełnionym zielono-szarym oceanem, czując na piersiach ciepło uśmiechu... Noc pełna blasku pochylonej nade mną twarzy. Poranek otwarty tęsknotą i tylko spod przymrużonych rzęs widzę w pustym fotelu niewyraźny kontur kochanej postaci. Nie otwieram oczu, niech ten nieziemski sen trwa we mnie przez czas cały, jaki mi jeszcze pozostał. Śnię go od lat o Tobie, któraś jeszcze się nie narodziła, przekształcony w późniejszą świadomość, że już jesteś i kiedyś drogi nasze się zetkną. Koło czasu kończy swą pętlę ciepłem, które trzymałem przez chwile w ramionach. Tęsknię i pragnę Twojej miłości... Nie śpię noc całą, czerpiąc czas dłońmi pełnymi pożądania, licząc żmudnie przepływające minuty przepełnione tęsknotą za Tobą. Wtulam twarz w poduszkę by śpiącego domu nie budzić krzykiem: przyjdź!!! Rozdygotane nerwy koję całując filiżankę zaznaczoną dotykiem Twych warg... Minęła znów minuta. Piasek klepsydry popędzam wzrokiem pragnąc zatrzymać czas, gdy będziesz ze mną.”

Nieczęsto zdarza się, że otrzymuję od czytelników pocztę dotyczącą innej tematyki niż moje podobno pokręcone poglądy polityczne, tak więc ogromnie zaskoczył mnie list czytelniczki proszącej o spotkanie i poradę w prawach sercowych (sic!), ale prawdopodobnie mój mocno podtatusiały wygląd, a także domniemane przez nią moje doświadczenie życiowe skłoniły ją do osobistych zwierzeń i zgody na upublicznienie jej wypowiedzi i rozterek, co też poniżej czynię. Ponieważ chwilowo w polityce dzieją się rzeczy napawające mnie wstrętem do pisaniny i mamy miesiąc maj, więc sprawa miłości Agnieszki i jej perypetie stały się wdzięcznym tematem do rozważań, o wiele milszym od odoru posoki, korupcji i poróbstwa jaki zalatuje mnie od naszej sceny politycznej.

Rozpocznę od przedstawienia osób dramatu, godnego pióra rozleniwionej ostatnio majowym słońcem bajduli. Najważniejszą postacią jest oczywiście sama Agnieszka, kobieta młoda, baaaardzo przystojna (mam jej fotkę i jestem estetą, więc wiem co mówię), jak na kobietę wyjątkowo inteligentna (już widzę jak się pienisz Magdaleno) - z wykształceniem wyższym, zamężna i w owym małżeństwie szczęśliwa. Drugim protagonistą tej afery jest Profesor, człek starszy, postury nikczemnej takoż charakteru, samotnik, który zrażony do kobiet postanowił żyć szczęśliwie bez ich towarzystwa i związanych z nim wiecznych utyskiwań i zgag. Scenerię stanowi kompleks jednej z warszawskich wyższych uczelni, a w pikantnym szczególe pokoik Profesora, zaopatrzony w biurko, komputer i wymarzoną dla poobiednich sjest i brzemienną w mające nastąpić wydarzenia kanapę. Dla pogłębienia wiadomości Czytelników dodam, że Profesor nie jest byłym wykładowcą Agnieszki no i różnica wieku naszych bohaterów wynosi coś około 30 lat.

Drogi życiowe Agnieszki i Profesora przecięły się dotychczas tylko raz, przed laty, kiedy to Profesor gościnnie zastępował chorego wykładowcę i oczywiście nie zwrócił większej uwagi na owe zdolne dziecię, kwilące gdzieś w tylnych rzędach, a i Agnieszka nie przypomina sobie aby przedtem osobę Profesora świadomie przyjęła do głębszej wiadomości.

Cóż więc połączyło tych dwoje, tak przecież rożnych od siebie i żyjących w obcych sobie, zupełnie nieprzystających światach?

Ponieważ w każdym szaleństwie jest jakaś metoda, więc i tu łącznikiem światów Agnieszki i Profesora stał się wszędobylski Internet (PaKwa możesz wykorzystać tą aferę w swoich pogaduszkach o jego szkodliwości na życie małżeńskie i zawodowe), a dokładniej wirtualna kawiarenka, gdzie poznali się obydwoje pod wdzięcznymi i odpowiadającymi ich charakterom nickami miła i gbur. Znawcy świata netu przyznają mi w tym miejscu, że brak kontaktu wizualnego i ograniczenie się do pisemnych wypowiedzi diametralnie wpływa na wyobrażenie o osobie rozmówcy i przy kontaktach w analogu prowadzi często do stanu kompletnego zaskoczenia wyglądem fizycznym partnera kawiarenkowych dyskusji. Podobnie było w przypadku Agnieszki i Profesora, którzy nawiązawszy - po wymianie poglądów na wiele interesujących ich tematów - głębokie porozumienie i sympatię na płaszczyźnie wirtualnej, zapragnęli spotkać się w realu, aby pogłębić interesującą, aczkolwiek całkiem niewinną znajomość (Profesor co prawda nabąkiwał coś o tym, że jest Agnieszką oczarowany i nawet trochę zakochany, ale któżby brał takie wypowiedzi całkiem na serio).

Szok był ogromny. Agnieszka zamiast trochę czupurnego i zadziornego, ciut od niej starszego chłopaka, spotkała osobnika posuniętego w latach, o ohydnym pysku i figurze; Profesor zaś, obtrzaskany życiowo w kontaktach z leciwymi i przytłustymi mieszczkami, stanął nagle oko w oko z przepiękną, młodą, szczupłą kobietą, patrzącą na niego uważnie spod grzywy kruczoczarnych włosów ogromnymi, błękitnymi oczyma. Amen.

Ku zdziwieniu Profesora, który na widok Agnieszki chciał z początku nikczemnie uciec, ale oszołomiony – jak się później przyznał – jej olśniewającą urodą po prostu nie mógł ruszyć się z miejsca, owe nieziemskie zjawisko nie tylko go nie opluło ale wręcz zaczęło z nim przyjaźnie rozmawiać i zgodziło się nawet spotkać ponownie, pomimo bełkotliwych i po części niezrozumiałych enuncjacji Profesora o trafieniu go na miejscu wyjątkowo zaostrzoną i okrutnie jadowitą strzałą Amora.

Agnieszka przyznała mi, że wygląd Profesora trochę ją zaskoczył, ale ponieważ zachowywał się uprzejmie, kulturalnie i z pewną dozą humoru, przestała zwracać na to uwagę (sympatie niektórych koleżanek redakcyjnych do tłustych pysków polityków SLD jak Kalisz czy Oleksy dowodzą tezy, iż bezguście polityczne kobiet idzie w parze z etycznym), koncentrując się na słowach, które do niej kierował, a były to słowa wzbudzające w Agnieszce zupełnie nieoczekiwane emocje. Po kilku interesujących ją spotkaniach w przyuczelnianych kafejkach Agnieszka zgodziła się odwiedzić Profesora w jego pokoiku służbowym, lekko zatęchłym zapachem palonych ponad miarę papierosów i usiąść w wyświechtanym fotelu. Profesor zaparzył kawę i niespodziewanie uklęknąwszy miękko u jej stóp wyznał jej miłość; szalone, nie pasujące do realiów jego dotychczasowego życia uczucie, które ogarnęło go nagle i niespodziewanie. Niewiadomo kiedy usta ich zetknęły się w namiętnym, pełnym wzajemnego pożądania pocałunku. Agnieszka zaczęła drżeć na całym ciele i w tym momencie po raz pierwszy od przekroczenia drzwi pokoju Profesora pomyślała o Marcinie.

Ogarnął ją strach, że za chwilę zatraci się w tym ogarniającym ją uczuciu do tego dziwnego człowieka. Szepnęła „proszę, poczekaj”. Profesor cofnął się z szacunkiem, szepcząc ze ściśniętą wzruszeniem krtanią „czekałem na Ciebie całe życie, wiec poczekam jeszcze trochę”. Agnieszka kobiecym uchem doceniła szacunek z jakim wyrzekł te słowa i poczuła, że kocha Profesora za jego łagodność i takt, i zrozumiała, że pragnie go jak nigdy dotąd żadnego mężczyzny, nawet swojego męża. Z rozterką w sercu wróciła do domu i przypatrując się Marcinowi stwierdziła, że kocha go także ale zupełnie inaczej niż Profesora, a co najdziwniejsze wcale nie żałuje swojej przygody, a wręcz ciałem i duchem pragnie jej powtórzenia i kontynuacji, odnajdując w kontakcie z Profesorem nieznane jej dotąd głębie wzruszeń.

Od tego dnia Agnieszka spotyka się z Profesorem w jego pokoiku prawie codziennie, kradnąc czas przeznaczony na zakupy i powrót z biura do domu. Charakter ich spotkań nie wykracza poza ramy pocałunków i delikatnych pieszczot rąk; subtelnych dłoni Agnieszki i topornych paluchów Profesora. Tak więc w tym miejscu muszę rozczarować amatorów soczystych opisów, kierując ich niewyżytą uwagę na łamy innych czasopism pokroju NIE i Trybuny, lub podobnych im tematycznie i poziomem piśmideł „fachowych”.

Miłość Agnieszki jest miłością duchową nie mającą większego wpływu na jej życie małżeńskie; nadal kocha i chce być z Marcinem, ale jej dylemat polega na tym, iż zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że któregoś dnia przekroczy barierę tak zwanej przyzwoitości i wierności małżeńskiej, i ulegnie czarowi dłoni Profesora. Chwilowo wystarcza jej poczucie kobiecej wartości (słyszę jak warczysz wściekle Magdaleno), znajdując w oczach Profesora uznanie, podziw i bezgraniczną miłość jaką ją darzy (biedak ów, zakochawszy się po uszy, oszalał zupełnie, zarzucił pracę nad swym życiowym dziełem – podręcznikiem czegoś tam bardzo fachowego, jaki zaczął pisać i godzinami wpatruje się w jej fotografię, licząc boleśnie minuty dzielące go od kolejnego spotkania). Chwilowo Agnieszkę zadowala stan pozornej równowagi pomiędzy życiem domowym a odwiedzinami u Profesora, jednakże jako rasowa Kobieta z dużą klasą, zdaje sobie sprawę z tego, że sytuacja ta nie potrwa długo i zapragnie nie tylko jednostronnie odbierać nieustanny podziw i uwielbienie ale także utulić w swych ramionach ból i pragnienie mężczyzny, który ją tak bardzo kocha, że aż schudł biedaczek z tej rozterki (co staremu grubasowi tylko wyszło na zdrowie).

Dualizm uczuć Agnieszki jest zjawiskiem niezwykłym, podobnie jak jej fascynująca osobowość, która tak oczarowała Profesora i wpłynęła na niezwykłość uczucia jakie do niej rozwinął. Miłość Profesora do Agnieszki jest dla niego ogromnym przeżyciem, którego się nigdy nie spodziewał, a intensywności nigdy sobie nie wyobrażał. Zdając sobie sprawę z realiów życia Profesor wie, że nigdy nie ma szans na zerwanie związku Agnieszki z Marcinem i na wspólne życie z ukochaną przezeń kobietą, co stanowi dla niego nieustanne źródło bólu i rozterek popychających go do najczarniejszych myśli o samounicestwieniu. Miłość Agnieszki daje mu jednak w chwilach gdy jest z nią blisko poczucie nieopisanej radości i szczęścia posiadania uczucia tak wspaniałej istoty, zmąconego jedynie perspektywą nieuchronnego rozstania.

Rozterka Agnieszki, garnącej się do obezwładniającej ją miłości Profesora, w której znajduje potwierdzenie swojej kobiecości i wartości jako człowieka, polega na właściwym jej poczuciu przyzwoitości wobec słowa danego poślubionemu jej mężczyźnie, czym daje dowód swej nadzwyczajnej subtelności – typowo kobiecej, gdyż rzadko który mężczyzna, nie wyłączając prawdopodobnie Marcina miałby w podobnej sytuacji identyczne skrupuły.

Agnieszka nie wie jeszcze czy jej miłość do Profesora jest na tyle poważna i szczera, czy nie jest tylko zabawą w nieznane i nowe, aby zdecydować się na powstanie zawiłej trygonometrii uczuć i uzupełnić duchową potrzebę obcowania z nim o doznania natury zmysłowej.

Nie umiem doradzić Agnieszce właściwej drogi postępowania. Na jej pytanie, co ma robić dalej odpowiedziałem, że najwłaściwiej było by zerwać wszelkie kontakty z Profesorem, wytłumaczyć mu, że był to tylko jej chwilowy kaprys, zachcianka, żart lub coś w tym stylu; przerwać tą destruktywną znajomość i o całym incydencie zapomnieć (tu zacząłem ją nawet umoralniać przedstawiając zmierzwioną i często oplutą resztkami obiadu brodę i zażółcone resztki zębów Profesora oraz jego ziejący petami oddech jako dowód obecności diabła-kusiciela). Z drugiej jednak – bardziej ludzkiej – strony rozumiem, że miłość (przyjąwszy za pewnik, że Agnieszka na swój sposób Profesora jednak kocha) polega na dawaniu drugiemu człowiekowi ciepła, zaspokojenia i wypływającego z niego poczucia akceptacji.

Moim zdaniem, niemoralna w tej historii nie jest miłość Agnieszki, gdyż miłość jest uczuciem wzniosłym i szlachetnym, lecz postawa Profesora, który podstępnymi metodami (że też staremu prykowi trafił się taaaaki kąsek) wdarł się do serca przyzwoitej mężatki, zdając sobie doskonale sprawę ze wszystkich konsekwencji takiego postępowania. Jedynym faktem przemawiającym na obronę Profesora jest ten, że w swej obsesyjnej wręcz miłości okazuje Agnieszce należny jako Kobiecie szacunek i pozwala jej żyć tak jak ona tego chce oraz ten, że jego miłość jest na tyle silna i wzniosła aby przezwyciężyć zwierzęcą zazdrość o faceta który dotyka się do kochanej przez niego kobiety - Marcina, który dla Agnieszki jest mężem, którego ona chce i także kocha.

Czy miłość Agnieszki do Profesora jest miłością prawdziwą? Czy przetrwa rozterki moralne Agnieszki? Czy Agnieszka dobrze czyni spotykając się z Profesorem i dając mu nadzieję na spełnienie jego miłości? Nie wiem. Nie mnie tu sądzić i ferować wyroki. Życie pisało, życie pokaże...

Epilog

czyli entomologia uczuć

 

„Z niejednego Twego czynu niezachwianą wziąłem wiarę, iż pobożności, cnoty kroczysz drogą, że złe myśli, podłe rady, nigdy zwieść Cię z niej nie mogą.       Rade temu serce moje, i aczkolwiek już przy grobie, żyję jeszcze tylko w Tobie”.               A. Fredro „Zemsta”.

Minęło kilka tygodni od mojego spotkania z Agnieszką i opisania historii jej miłości. Umówiliśmy się ponownie w kawiarni: Agnieszka prawie w niczym nie przypomina tej samej co poprzednio, zagubionej w rozterce osoby – tryska humorem, pewnością siebie i rozkwitającą wiosennie urodą.

Zapytana o dalszy ciąg jej perypetii uczuciowych odparła, że posłuchała się mojej rady i zerwała stosunki z Profesorem, poświęcając się bez reszty swojemu, na nowo rozkwitłemu związkowi z Marcinem, któremu z wyjątkową czułością i oddaniem, a nawet planowanym powiększeniem ich rodziny, stara się wynagrodzić chwile zaniedbania będące nieuchronną konsekwencją jej przygody z Profesorem.

Zaciekawiła mnie ta zmiana, nie tylko dlatego, że sam doradzałem Agnieszce takie zakończenie, ale głównie dlatego, iż interesują mnie meandry psychiki kobiecej, które sam, latami staram się bezskutecznie zgłębić i w związku z czym poprosiłem Agnieszkę o wyjaśnienie mi, po co potrzebowała miłości Profesora, i dlaczego w ogóle rozpoczęła z nim ten pod każdym względem nierówny, i od samego początku skazany na niepowodzenie związek.

Agnieszka z wyjątkową szczerością (miałem kiedyś zamiar poświęcić się karierze duchownej, więc widocznie wzbudzam w niewiastach konieczne do zwierzeń tej natury zaufanie) wyznała mi, że podstawą jej fascynacji osobą Profesora był głęboki niedosyt emocjonalny, którego zaspokojenia doznała w pełnych miłości słowach, jakie do niej kierował; w spojrzeniu jego zakochanych oczu odczytała potwierdzenie swej kobiecości i brakującą jej akceptację swojej osoby, urody i atrakcyjności. Poza tym pocałunki i dłonie Profesora wyzwalały w niej nieznane dotąd - na skutek braku doświadczenia i praktykowanego dotąd monogamizmu – tęsknoty za delikatną, pełną oddania i altruizmu pieszczotą, częstokroć tak obcą i zaniedbaną w rutynie pożycia małżeńskiego.

Zerwanie z Profesorem nastąpiło na skutek narastających w Agnieszce wyrzutów sumienia wynikających z wzbierającego w niej poczucia powolnej destrukcji związku z Marcinem, a także – co było decydującym powodem – zaspokojenia jej ambicji i potrzeby dowartościowania.

Z tych właśnie powodów Agnieszka, jako osoba myśląca trzeźwo i nie poddająca się chwilowym impulsom, nie zdecydowała się na rozwinięcie i pogłębienie tej swoistej trygonometrii uczuć, jaka rozwijała się pomiędzy nią, Profesorem i Marcinem; nie dopuściła do powstania klasycznego trójkąta i zamiast tego zachowała się wobec Profesora, i jego do niej miłości w sposób charakterystyczny dla doskonale znanej entomologom Mantodei, popularnie występującej pod nazwą Modliszka: w sposób typowy dla Dam tego gatunku, po wyssaniu z partnera wszelkich potrzebnych jej - dla zaspokojenia własnych ambicji - żywotnych soków i uczuć, niepotrzebną już, pustą i pozbawioną wszelkiej dla niej atrakcyjności powłokę, po prostu odrzuciła.

Na obronę prawdziwej Mantodei dodaję, że popełnia ona ów zwykły dla tego gatunku kanibalizm po spełnieniu się jej miłości do brutalnie traktowanego później partnera, zaś w przypadku Agnieszki stało się to przed owym spełnieniem, nadając jej stosunkowi do Profesora specyficzny, ludzki, bezduszny rys.

Początkowa fascynacja osobą Profesora, jego wiedzą, doświadczeniem życiowym, stylem prowadzenia konwersacji, elokwencją i pewną dozą tajemniczości otaczającą jego przeszłość i działania, ustąpiła nudzie wzajemnych, zbyt częstych kontaktów i prozaiczności spotkań ograniczonych poprzez brak czasu do rutyny krótkich pieszczot, i powtarzanych w kółko przez niego tych samych słów o cierpieniu, tęsknocie i bólu rozstania. Nic więc dziwnego, że Agnieszka coraz rzadziej odwiedzała pokoik Profesora, skracając te spotkania coraz bardziej (pomimo, że dysponowała wolnym czasem), a odbywając je - pod koniec jej znajomości z Profesorem – w zasadzie już tylko z litości nad rozdygotanym nerwowo starcem, nie potrafiącym sobie znaleźć miejsca w życiu, i nie zdającym sobie sprawy z faktu, że swym ustawicznym skomleniem o jej miłość i wzajemność, po prostu ja znudził.

Poza tym Agnieszka przyznała mi, że w sumie bawiło ją głębokie uczucie Profesora i jego naiwna wiara w jej miłość oraz możliwość zmysłowego spełnienia, na które ona – tak naprawdę - miała ochotę tylko w domu, z Marcinem, w którego ramionach koiła niepokoje jakie wzbudzały w niej nieśmiałe pieszczoty starego niedojdy. A moją sugestię, jaką postawiłem jej w trakcie dyskusji na ten temat, że po prostu nadużyła słów o miłości i cynicznie zagrała na uczuciach, i pragnieniach drugiego człowieka, Agnieszka zbyła obojętnym milczeniem, któremu towarzyszył tak charakterystyczny dla niej, szelmowski uśmieszek.

Czy w związku z tym to, co przytrafiło się Agnieszce z Profesorem mogę w ogóle nazwać miłością? Chyba nie, gdyż miłość polega nie tylko na braniu i czerpaniu z jej obiektu jedynie korzyści, zaspokajających własne pragnienia i potrzeby, ale także na poświęceniu i dawaniu – częstokroć wbrew własnym rozterkom moralnym – ciepła i wypływającego z niego poczucia wartości. W przeciwieństwie do tego, tak zwana miłość Agnieszki okazała się czystym egoizmem karmionym bólem i cierpieniem Profesora.

Typowym także dla Modliszek, znanych kolegom entomologom ze swego wiecznego i nienasyconego głodu, jest ciągłe poszukiwanie obiektów zdolnych zaspokoić apetyty ich zaborczych instynktów; wnioskuję więc z tego, że Agnieszka nasyciwszy chwilowo swoją potrzebę akceptacji, wybierze wkrótce nową ofiarę,  co nie przyjdzie jej trudno, gdyż jest kobietą bardzo atrakcyjną fizycznie, umysłowo i duchowo (chłopaki strzeżcie się!).

Tak więc Agnieszko, szanuję Cię bardzo za wysoko etyczną decyzję, stawiającą Twoją osobę na piedestale wierności małżeńskiej, ale jednocześnie proszę: nigdy więcej nie mów, że kochasz, bo kochać potrafisz tylko siebie.

PS. Powyższy tekst nie ma nic wspólnego z polityką, chociaż zachowanie się Agnieszki w stosunku do Profesora przypomina mi do złudzenia umizgi SLD wobec PO, ostatnio tak doskonale  widoczne np. przy sprawie utrzymania prezydentury Warszawy przez Pawła Piskorskiego, a które skończą się wyssaniem Platformy przez agnieszkowatych cwaniaków Leszka Millera. óóó.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl