| ||||
|
w tym
wydaniu:
AKI: zamach
Anna Rataj: burak wydania: micra: Paweł Kos-Nowicki: sir
John Eliot Gardiner
Solidarność: Zbyszek Koreywo: |
Zapomniani bohaterowie: Mariusz D. Dastych Zbyszek Specylak – cichociemny Umieścili nas w celi, która była bardzo wilgotna i mała. Razem było nas piętnastu. Jedyne okienko wychodziło na Park Krasińskich (drzewa i krzaki) i natychmiast porucznikowi Specylakowi przyszła myśl, że przez to okienko będzie można uciec. Porucznik artylerii Zbigniew Specylak, przed którym składałem przysięgę w 39 roku, w początkach konspiracji, okazał się „pistoletem”. Po wyjściu z tego więzienia więcej go nie widziałem, ale po wojnie dostałem od starszego brata z Polski wiadomość, że poznał Specylaka w Krakowie. Powiedział bratu, że był ze mną sądzony. Potem z Włoch był zrzucony 30/31 lipca 1944 roku koło Grodziska Mazowieckiego jako cichociemny ( W Powstaniu Warszawskim był dowódcą batalionu „TUR” AK )... – to fragment wspomnień Kazimierza Leszczyńskiego, zamieszkałego w Argentynie, pt. „Złoczów-Kołyma-Cordoba”, odnoszący się do wydarzeń we Lwowie wiosną 1940 roku (Cytuję za Zeszytem Historycznym „Wspomnienia Sybiraków”, wydanym w roku 1994 w Warszawie). Wojenne i powojenne losy Polaków są często tragiczne, ale pełne zaskakujących sytuacji i bezprzykładnego bohaterstwa i oddania Ojczyźnie. Mimo to, że napisano o tym wiele książek, zrealizowano filmy, audycje radiowe i programy telewizyjne – wciąż warto sięgać po tamte życiorysy, często zapomnianych bohaterów. Historia życia kpt. Zbyszka Specylaka-Skrzypeckiego jest godna szerokiego upowszechnienia. Czynię to obecnie, publikując za zgodą Autorki krótkie wspomnienie o nim. Równocześnie zwracam się do Czytelników „Panoramy Polskiej” o nadsyłanie podobnych wspomnień o „zapomnianych bohaterach” – członkach ich rodzin. Publikacja ich posłuży praktycznemu celowi: niech młode pokolenie Polaków w kraju i na emigracji dowie się o zwykłych ludziach, którzy tak wiele dali z siebie dla Polski – w najgorszych, najtrudniejszych czasach. – Mariusz Dastych. Barbara Litwiniukowa (Warszawa) O cichociemnym kapitanie „Turze 2” Zbigniew Specylak (Skrzypecki) urodził się we Lwowie 13 października 1912 roku i mieszkał z rodzicami Marianem i Józefą z Lisickich oraz braćmi - Franciszkiem i Marianem przy dobrze znanej lwowiakom Drodze Kulparkowskiej. Stąd edukacja w Prywatnej Szkole Jordanowskiej przy ul. 29 listopada a potem słynne XI gimnazjum przy ul. Szymonowiczów. Uzdolniony technicznie wybrał studia na Politechnice Lwowskiej. Jednakże z powodu trudnych warunków materialnych rodziny, po dwóch latach studiów zdecydował się związać swą przyszłość z wojskiem. Po kursie Szkoły Podchorążych Rezerwy Łączności w Zegrzu, skierowano go do 3 pułku artylerii lekkiej Legionów w Zamościu. W roku 1939, po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu wraca do PAL w Zamościu w stopniu podporucznika. Był wzorowym przykładem oficera o pięknej postawie, męskiej urodzie i sportowych sukcesach w wojskowej rywalizacji w jeździe konnej, lekkiej atletyce, strzelaniu i pływaniu. We wrześniu 39 roku przeszedł ze swoim pułkiem drogę od Brześcia przez Pińsk i Złoczów do Lwowa, w którego obronie został ciężko ranny w plecy – 16 września (od kuli dywersanta). Wiemy, co stało się dnia następnego (17 września 1939) i w jakich warunkach mógł dochodzić do zdrowia, kryjąc się u rodziny. Już w grudniu nawiązuje łączność z organizacją ZWZ ppłk Jana Sokołowskiego. Niestety 24 marca 1940 roku został aresztowany przez Sowietów na punkcie kontaktowym. Z wyrokiem 15 lat ciężkich robót przy budowie kolei, zostaje przerzucony na Północ w okolice Archangielska, w bardzo trudne warunki wyniszczającej pracy obozowej. Ratuje tam – resztką swoich sił – współtowarzyszy niedoli od śmierci głodowej. Dwie nieudane próby ucieczki spowodowały podwyższenie wyroku do 24 lat obozu. W czerwcu 1941 roku załadowano ich już jako niezdolnych do pracy na statek, w którego nie było powrotu. Ale wiadomość o napaści hitlerowskiej na Związek Sowiecki zmieniła decyzję władz co do ich dalszego losu. W kwietniu 1942, po perypetiach miesięcznej wędrówki dociera do Armii gen. Andersa w Guzarze, z którą w sierpniu wydostaje się poza obręb „ziemi nieludzkiej”. Przez kilka jesiennych tygodni znów dochodzi do siebie w angielskim szpitalu w Teheranie. Już jako porucznik służy w Iranie, Iraku, Palestynie i Egipcie jako – kolejno – oficer zwiadu, adiutant pułkowy, kwatermistrz i dowódca baterii. W 1943 roku spełniają się jego marzenia powrotu do kraju – zostaje przeszkolony we Włoszech w działaniach dywersyjnych, awansowany na kapitana (zaprzysiężony 14 lutego 1944) i wysłany samolotem do Polski (w operacji „Jacek – 1”) w nocy z 30 na 31 lipca 1944 roku. Po dwu nieudanych lotach, wykonuje skok jako spadochroniarz-cichociemny „Tur 2”. Wraz z przyjacielem Julianem Piotrowskim i innymi ląduje w rejonie Grodziska pod Warszawą. Nie ma już czasu na przewidzianą adaptację, bo następnego dnia wybucha Powstanie Warszawskie. Przez pierwsze dni walczy pod dowództwem „Sławbora” w Śródmieściu-Południe, potem przerzucony na Czerniaków - 13 sierpnia do Zgrupowania „Kryski” jako jego zastępca, obejmuje 1 batalion ze stanem około 680 żołnierzy. W czasie walk odznaczał się wyjątkową odwagą i spokojem dowódcy, dbającego o swoich podkomendnych, którzy cenili go za rzeczowość i kontrolowane ryzykanctwo w różnych beznadziejnych sytuacjach ulicznych starć. Zapamiętali na przykład jak samotnie, rzucając granaty z balkonu powstrzymał atak Niemców i uratował zagrożoną placówkę. 13 września pocisk z czołgu niemieckiego niszczy piwnicę przy ulicy Solec 1, zabijając i ciężko raniąc część dowództwa odcinka. „Tur 2” jest ciężko ranny w głowę, traci oko i częściowo słuch – w czasie transportu zostaje jeszcze postrzelony w obie nogi. Płyną pontonem na praski brzeg Wisły. Ostrzelani, znów ranni. Z 40 osób tylko 13 ratuje się przy filarze Mostu Poniatowskiego i przez trzy doby czeka tam na pomoc. Ocalili ich piaskarze w warszawskiej Pragi. Kolejne kilkumiesięczne „łatanie” w szpitalach w Otwocku i Lublinie. Tam dekoruje go generał Rola-Żymierski Krzyżem Walecznym po raz drugi – wcześniej otrzymał Krzyż Virtuti Militari. Wiosną 1945 roku na ruinach Warszawy spotyka siostrę swojej przyszłej żony Jadwigi, na odmianę po pięciu latach zesłania do Kazachstanu. Ślub biorą w sierpniu w Toruniu. Zbigniew zaczyna pracować w SPB na Wybrzeżu, ale wkrótce zostaje niesłusznie aresztowany (przez UB) wraz z bratem Franciszkiem, który właśnie wrócił z Riazania – z obozu dla AK-owców ze Lwowa. Po roku zwolniony i później zrehabilitowany przenosi się do wysiedlonej z Wybrzeża żony – do Wrocławia. Z najwyższym trudem i uporem wraca na studia na Politechnice Wrocławskiej i kończy Wydział Elektryczny. Przez wiele lat pracuje w WPBP i w Elektromontażu, organizując produkcję i walcząc teraz z błędami i uzależnieniem naszej gospodarki. W roku 1976 przechodzi na zasłużoną emeryturę. Polityki nie lubił, ale interesował się wieloma dziedzinami życia, ciesząc się rodziną, dziećmi i wnukami, wraz z żoną prowadząc otwarty i gościnny dom dla wielu przyjaciół. Słynął z wielkiego poczucia humoru, lwowskiego dowcipu i pomysłów, pisywał urocze, zabawne listy, pełne aluzji i cienkich żartów. Brał żywy udział w corocznych uroczystościach czerniakowskich, gdzie znów był eleganckim, pogodnym i siwym starszym panem, górującym wzrostem – wraz z dowódcami „Sławborem” i „Kryską” – nad swoimi, cieszącymi się z nim żołnierzami. W 1977 roku odwiedził Londyn i swoich kolegów – cichociemnych, którzy witali go jak zmartwychwstałego, bo wcześniej na fałszywą wieść o jego bohaterskiej śmierci w Powstaniu odprawiali żałobne modły. Po wielu latach słabnące serce zamilkło nagle, po zawale 27 kwietni 1978 roku. Spoczął we Wrocławiu na cmentarzu przy ul.Bujwida. Pośmiertnie został odznaczony Warszawskim Krzyżem Powstańczym (1982 r.) i Krzyżem Czynu Bojowego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (1992 r.). Są po Nim pamiątki – symboliczna tablica poświęcona jego pamięci na warszawskich Wojskowych Powązkach i w toruńskiej Wojskowej Szkole Oficerskiej Wojsk Rakietowych i Artylerii im. generała Józefa Bema, gdzie imię jego nadano IV Baterii Podchorążych. Najważniejsza – w sercach wszystkich, którzy Go znali. * * * Tyle autorka, Barbara Litwiniukowa, emerytowany pracownik Uniwersytetu Warszawskiego, a prywatnie szwagierka Zbyszka Specylaka – nie całkiem zapomnianego bohatera. Dla mnie, chłopca, młodzieńca i wreszcie dorosłego człowieka (dziś sam mam 60 lat!) ten skromny, otwarty, wesoły „lwowski wujek” był i jest wzorem polskiego patrioty i bez reszty oddanego sprawie żołnierza. Minęło już ponad 20 lat od jego śmierci. Żyje coraz mniej takich wspaniałych Polaków. Pamiętajmy więc o nich – z troską o wychowanie przyszłych pokoleń. Ich barwne życiorysy „obronią się same” nie tylko w ocenie historyków, ale – co najważniejsze – trafią do przekonania ludziom młodym bardziej i łatwiej niż nudnawe opisy w podręcznikach. Mam nadzieję, że tak będzie! – Mariusz D. Dastych | |||