now@ on-line  czerwiec  2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu: 

AKI:

zamach

Anna Rataj:

burak wydania:

bur@k

Andrzej Olędzki:

micra:

Paweł Kos-Nowicki:

 
 

AKI

Zamach

 

“Terroryzm rodzi się z nienawiści i nienawiścią się żywi, jest radykalnie niesprawiedliwy i pogłębia niesprawiedliwość, głęboko obraża Boga i godność oraz prawa osoby. Gdy człowiek ucieka się do terroryzmu, zawsze przegrywa”. Jan Paweł II

13 maja 1981 roku na Placu św. Piotra w Rzymie, jak zwykle zebrały się tłumy wiernych. Przybyli z całego niemal świata. Nie zabrakło oczywiście pielgrzymów z Polski. Wszyscy oni czekali na rozpoczęcie audiencji generalnej i na pojawienie się Ojca Świętego. W końcu tłum zafalował. Pojawił się On. Papież. Pomiędzy rzędami zgromadzonych wiernych wolno sunął papieski samochód, a w nim emanujący dobrocią, uśmiechnięty, błogosławiący zebrane tłumy Jan Paweł II. Kilka razy samochód przystawał przy jakiejś grupce wiernych. Papież brał na ręce dzieci, witał się z pielgrzymami, rzucał jakieś zdawkowe zdanie. Wyczuwalna była atmosfera radosnego uniesienia, oczekiwania i spełnienia zarazem. Przecież wszyscy Ci ludzie przybyli tu z różnych, bardzo odległych nieraz stron świata w jednym celu – zobaczyć Papieża. I oto już za moment nastąpi spełnienie. Już kolejne sektory wyciągają ręce w geście powitania, wiwatują, odmawiają modlitwy. Oto jest. Zbliża się...

Nagle stało się coś zupełnie nieoczekiwanego, nieprzewidywalnego. Rozległ się huk wystrzałów. Na nieskazitelnie białej dotąd szacie Papieża pojawiła się czerwona, szybko rosnąca plama. Na pokryte kurzem, kamienne płyty Placu św. Piotra spadły pierwsze krople krwi...

Początkowo większość zgromadzonych ludzi nie zdawała sobie wcale sprawy z tego, co zaszło. Dopiero pędzący w stronę Bramy Dzwonów papieski samochód z leżącym Papieżem, krzyki ochrony, biegnący żandarmi uświadomili tłumom, że stało się coś niebywałego, coś okropnego, coś co trudno nawet zdefiniować. Wówczas wielotysięczny tłum zamilkł. Zapanowała kompletna, przerażająca cisza. Ludzie spoglądali na siebie z niedowierzaniem. Jedni kryli twarze w dłoniach, po twarzach innych pociekły łzy. Ktoś zaczął głośno się modlić. Wkrótce dołączyli następni. Po chwili cały już Plac rozbrzmiewał modlitwami w różnych językach. Polscy pielgrzymi z Kościana, ustawili na pustym tronie papieskim obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który miał stanowić dar dla Ojca Świętego. Przed obrazem zaczęto składać kwiaty, a Polakom przekazywać wyrazy współczucia...

Zamachowca ujęto dzięki heroicznej postawie pewnej zakonnicy – siostry Letycji. Okazał się nim być obywatel Turcji niejaki Mehmet Ali Agca. Rozpoczęto energiczne (a jakże!) śledztwo, które nie wyjaśniło praktycznie niczego do dziś. Zamachowca osądzono i skazano. Okazał się on jednak wytrawnym graczem. Do chwili obecnej ponad sto razy zmieniał swoje wcześniejsze zeznania i składał nowe, często sprzeczne z sobą. Stosując taką taktykę Ali Agca nigdy nie powiedział prawdy, uzyskał ułaskawienie, a co najważniejsze nadal żyje! Należy bowiem pamiętać, iż szereg osób mogących wnieść do sprawy istotne szczegóły poniosło śmierć w dziwnych nieraz okolicznościach, a to wypadek samochodowy, a to samobójstwo, a to wypadek na polowaniu...

Wtedy, dwadzieścia lat temu, 13 maja przekroczona została kolejna granica. Mówiąc językiem sportowym pobito kolejny rekord. Rekord podłości, wyczłowieczenia czy jak to jeszcze nazwać. Na oczach tysięcy ludzi strzelano do Człowieka, który głosił miłość, pokój, pojednanie, braterstwo. I nie licząc zamachowca, który w istocie był tylko pionkiem, nikt nie poniósł z tego tytułu żadnych konsekwencji. Znowu wielcy tego świata pozostali bezkarni w ukryciu.

Kiedy padną kolejne rekordy? A może już padły, tylko były mniej spektakularne? Usankcjonowano przecież całkiem niedawno zabijanie ludzi dla ich własnego dobra (sic!). Na dodatek nazwano ten proces „humanitarnym podejściem do umierania” – czyt. eutanazja. Bez większego echa przeszła też informacja, że oto osobniki tej samej płci mogą wstępować w oficjalne związki małżeńskie. Ba, mogą nawet ubiegać się o adopcję dzieci! A przecież adopcja z założenia ma stanowić jakieś dobro dla dziecka, nie zaś dla tych, którzy mają na nią ochotę. Ale kto by tam dzieci pytał...

Po zamachu na Papieża czołówki gazet krzyczały: „Ojca Świętego dosięgnęły trzy kule zamachowca”..., „Jan Paweł II ranny w zamachu na Placu św. Piotra”..., „Papież ofiarą zamachowca”..

A dzisiaj? Dzisiaj usłyszelibyśmy pewnie w TV: „Na lidera państwa watykańskiego, będącego zarazem przywódcą religijnym rzymskich katolików pana Karola Wojtyłę dokonano zamachu”... Co jeszcze wymyśli Wielki Brat?

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów        http://nowamedia.w.interia.pl