| ||||
|
w tym
wydaniu:
AKI: burak wydania: Magdalena: |
Magdalena Głębia ducha Dlaczego kobiety nie bronią się przed posądzeniem ich o podrzędność atakiem, to znaczy ogłoszeniem mężczyzn za podrzędnych? Równego nie ma nic, równość jest bezsensowna: albo kobieta jest gorsza albo lepsza niż z mężczyzna. Powodów dla swojej nadrzędności kobiety miałyby sporo, jeśliby nie oceniały rzeczy zbyt powierzchownie: Kobieta jest żywsza, inteligentniejsza, jest bardziej wesoła, czyli także bardziej aktywna, jest zdrowsza duchowo niż mężczyzna. Jej wyobrażenia są bardziej określone, jej fantazja prężniejsza; jej oko jaśniejsze, jej głos dźwięczniejszy, jej rysy poprzez piękno ostrzejsze i wyraźniejsze niż zwykle rozmyte, mętne rysy męskie. Jej charakter jest bardziej zintegrowany, w mocniejszej formy scalony, tudzież posiada więcej charakteru; wewnątrz swojej sfery jest kobieta bardziej harmonijna, doskonalsza. Przypisywanie mężczyźnie większej siły w ogóle, prawości, głębi - jest omamem psychicznym oraz mało głębokim ocenianiem głębi. Właściwości te nie są czymś samodzielnym, są tylko cechą charakteryzującą instynktów, wszystkich instynktów i są tożsame zawsze z wysokością instynktu, to znaczy z jego intensywnością, z jego aktywnością. O ile kobieta jest kobieta aktywniejsza i żywsza, o tyle jest w rzeczywistym znaczeniu silniejsza, bardziej prawa i głębsza niż mężczyzna. „Kobiety są powierzchowne”, mówią mężczyźni, ale czy oni sami są głębocy? „Głęboki jest duch męski, jego nurt grzmi w podziemnych jaskiniach” deklamuje Nietzsche – kto by się nie uśmiał? Powierzchowny obserwator sądzi, że kobiety są bardziej powierzchowne, niż wyglądają; głęboki na odwrót stwierdza, że się zdają być powierzchowniejsze niż w rzeczywistości są. Nietzschego: „duch kobiety jest ruchomym, wzburzonym poziomem na płytkiej wodzie”, jest psychologiczną niemożliwością: żywotność idei jest uwarunkowana ich głębią; fale nie powstają na stawie. Kobieta oznacza noblesse w przeciwieństwie do plebejskości mężczyzny; jej urok należy tym bardziej cenić, ponieważ rozwinął się na drzewie ludzkości. Z kobietami coś przecież jest, ale z mężczyznami nic: są wstrętni, niezgrabne słonie i osły, ich celem życiowym jest bycie oszukiwanymi przez kobiety. Tyle, jeśli chodzi o mężczyzn. Kto nie ma, z czego być dumnym, jest dumny ze swojej moralności. To zwykłe zjawisko, że im kto „niższy”, tym bardziej wystawia na widok swoje morale. Brzydkie kobiety przywiązują wielką wagę do swojej „czystości” i są na tyle naiwne, że mówią: „Oprócz uczciwości nie mam niczego”. Im jest coś wznioślejsze, tym rzadsze – a może wulgarniejsze? „Heroizm, to tylko liche pozory, a nic nie jest bardziej solidne niż cnota” – Rousseau. Święta racja! Ponieważ solidny jest złoty środek, jest potulność i niewyraźność, to kanapa, na której się tak słodko gnije. Jeżeli leń chwali swoją sofę, nie powinniśmy dać się uwieść temu, iż nazywa ją „cnota” lub „moralność”! Moralność: słowo złe jako pojęcie! Zwierzę najpodlejsze odkryło moralność: zalecenie ... Co to jest moralność? Zły przepis na wygodną wegetację niskich indywiduów: „czyń innym dobrze, żeby i oni tobie dobrze czynili”, non plus ultra niskości! „głaskaj i pieść każdego nieczystego owada, żeby cię nie ugryzł!”. Jak wzniosła to maksyma! Porządnemu człowiekowi powinno być obojętne, czy mu ludzie czynią dobrze, i teraz ma tę bagatelę okupić podłością! Każdy szlachetny człowiek znosi od siebie samego sto razy więcej niż od ludzi. Widać od razu, że tylko pospólstwo – dla nie idiotów nie potrzeba zaznaczać, że słowo to stosuję dla oznaczenia wszystkich niskich duchem ludzi, obojętnie, czy noszą oni bluzę robotniczą, czy frak ministralny, czy togę Akademii Francuskiej – które wszystko od innych i niczego od siebie nie oczekuje, gwiazdą przewodnią, którego są pieniądze, trochę tej „cnoty” oraz wygodna wegetacja wśród drogich najbliższych, mogło wymyślić ów, na podłym instynkcie odpłacania polegający przepis. Jego niskość wyczuli moralizujący sofiści – i deklarowali dobrodusznie myśl czynienia dobra ludziom, na przekór dumie i godności, na przekór zdrowemu rozsądkowi i sensowi, na przekór życiu i przyrodzie za dobro w ogóle, za dobro w sobie! To moralne zepsucie nie widzi, jak niezmiernie śmieszne jest, gdy małpie plemię sądzi, że od jego postępowania cokolwiek zależy. „Miłość” do absurdalnego zwierzątka opłaca bezwstydnością moralną za dobro w ogóle! „Zrobiłem coś” dla człowieka – brawo! Świat został uratowany! I także tutaj jawi się altruizm jako krótkowzroczny, niefilozoficzny, po zwierzęcemu przywiązany do zewnętrzności, ponieważ każe zawsze tylko czynić dobro, nie rozumiejąc nawet trochę korelacji między dobrem i złem, nie widząc w swoim tchórzliwym wygodnictwie, iż największe okrucieństwo może przynieść korzyść bliźniemu prawie tak często jak największe dobro zaszkodzić!„Nie depcz bliźniemu po odciskach” – główne zalecenie moralności. Nikczemna różnica między zwykłym a zwariowanym sobkiem jest dla moralności jedynym kryterium wartości człowieka. I ta doktryna ma śmiałość na dodatek chodzić na wysokich koturnach. Nie chce zrozumieć, że ktoś może postępować amoralnie tylko z powodu największej pogardy dla nieporównywalnej z niczym niskości, zwanej moralnością. Ale dlaczego traktować moralność tragicznie? Ludzie ją sobie wynaleźli, by według niej postępować – cała moralność, to tylko gadanie. Jeśliby ludzie traktowali moralność poważnie, musiałoby ludzkie plemię już dawno się powiesić, patrząc na swoją absolutną niemoralność! „Moralność” można jeszcze zaakceptować, moralizowanie – ma znaczenie prześmiewcze, to oznacza: o moralności powinno się mówić, ale nie według niej postępować – moralność to pokój go ścinny, na co dzień nie używany... | |||