| ||||
|
w tym
wydaniu:
AKI: burak wydania: Magdalena: |
Magdalena & KTROT Ars poetica Należy z wdziękiem dobrać metafory.Rozeznać kiedy postawić przecinek. Zadbać o nastrój. Rozłożyć akcenty. Cierpienie słodkiej Scarlet: ach! łzy szczodre! Stara spod szóstki jest w swoim konaniu Nazbyt dosłowna. Nie patrz. Trąci kiczem. I śmierć Chrystusa by nas nie obeszła Gdyby stanęła po niej zwykła kropka A nie wieńczący ją znak zmartwychwstania. Słowa, których codziennie używamy, bywają nieraz zwodnicze. Słysząc je jesteśmy przekonani, że rozumiemy je doskonale, ale gdyby nagle kazano nam je zdefiniować, odkrylibyśmy, że nasza pewność była wygodnym złudzeniem. Weźmy „demokrację”, słowo, które w naszych czasach nabrało niemal powszechnie dodatniego zabarwienia, dzięki czemu większość krajów rości sobie pretensje do tego miana. Przypuśćmy, że mamy orzec, czy jakieś określone państwo jest, czy też nie jest „demokracją”. Definicja słownikowa: rządy ludu, jest, prawdę mówiąc, mało przydatna w praktycznym zastosowaniu. Oczywiście, jest wiele kryteriów, którymi można by się posłużyć, takich jak istnienie lub brak wolnych wyborów, stopień kontroli państwa nad jednostką i liczne inne. Bliższe wejrzenie ujawnia jednak, że takie kryteria same bywają niejasne. Jak oszacować stopień kontroli roztaczanej przez państwo i w którym momencie zaczyna ona przekraczać „demokratyczne” normy? Czy wolne wybory zakładają tajność głosowania? Jeżeli tak, to Wielka Brytania w połowie dziewiętnastego wieku nie była demokracją. Zadajemy parę konkretnych pytań: czy na przykład „demokracje ludowe” albo „nowe” afrykańskie państwa jednopartyjne są prawdziwymi demokracjami? Odpowiedzi będą zależały od zespołu dobranych przez nas kryteriów, od sposobu ich stosowania i od względnej wagi, jaką przywiązujemy do każdego z nich z osobna; to z kolei będzie w dużej mierze zdeterminowane przez poglądy polityczne osób opiniujących, i tak koło się zamyka.Nie chcemy sugerować, iż słowo „demokracja” jest pozbawione znaczenia, lecz tylko to, że jego znaczenie jest zawsze ściśle związane z określonym kontekstem politycznym. Mowa jest tylko nieporozumieniem, nigdy nie jesteśmy zupełnie pewni, co inny człowiek w rzeczywistości ma na myśli, nasze rozumienie jest koniunkturalne, polegające na przyzwyczajeniu i guście; bez okoliczności, że są do siebie podobni i że są mało wymagający, jeśli chodzi o wzajemne porozumienie – ludzie by chyba woleli ze sobą nie rozmawiać. Kto się chce dowiedzieć, jak się ludzie rozumieją w wyższych sferach ducha, niech przeczyta sto recenzji o znakomitej książce! Każda rozumie ją inaczej, to jest nie rozumie jej żadna, „subiektywnie rozumienie” to niezrozumienie. Mowa pustych ludzi często robi wrażenie głębi, mowa głębokich – głupoty. Jest rodzaj ludzi z duchem przed wszystkim kontrowersyjnym, ludzi, których cała mowa i pisanie obliczone są na zrobienie dobrego wrażenia, którzy posiadają wyrafinowany talent do wzbudzania kłamliwego wrażenia głębi, tymczasem są łobuzami, pustymi jak zepsuty orzech. Na odwrót, istotnym obszarem wcześniejszych, głębokich myśli: odgłosy te są „prawdziwsze” niż tysiące innych jasnych myśli, ale będąc niejasnymi, nie mogą być „jasno” wyrażone. Lecz także jasna, więc również stosunkowo odpowiednio wyraża myśl jest w sensie absolutnym zawsze wyrażana w sposób niedoskonały i ubogi – z powodu niezdolności mowy do wyrażania wyższego myślenia, celem mowy jest tylko służenie codziennym potrzebom. Mowa bierze zawsze pod ochronne skrzydła głupców, którzy ją wymyślili: głęboki duch, wyrażający swoje myśli, jest godny pożałowania, podobnie jak drwal, któremu do rąbania drzew pozostał tylko nóż kuchenny. Mowa jest uboga także wobec potrzeb codziennych; oznacza jednym słowem wiele różnych pojęć, wiele różnych stanów ducha; często także wiele różnych pojęć ma do dyspozycji jedno tylko słowo, i ktoś bredzi o wzajemnym porozumieniu!!!! Słowa na oznaczenie pojęć wyższych mają zwykle tak prostackie, śmieszne pochodzenie, że jeżeli byśmy mieli czysty wzrok, pęklibyśmy ze śmiech nad ekspresją, co wznioślejszych fragmentów! | |||